Zrozum wreszcie, że za związek odpowiadają osoby, które go tworzą.
Ty i Ona, On i Ty. Nikt więcej.
Odpowiadacie za związek, za to jaki on jest, za to, że trwa, że ma perspektywy, opcje na przyszłość.
Tylko WY.
Nie znajomi, nie rodzice, rodzina, nie przyjaciele, nie pani z sąsiedztwa, pan ze sklepu, trener z klubu, chłopak poznany na siłowni, kelnerka z kawiarni. Oni mają na to wyjebane po całości. Mogą się wtrącać, mogą kombinować, mogę, ale nie muszą, wszystko to kwestia ich intencji, ale ostatecznie to Ty, to co myślisz, co czujesz, ma kluczowe znaczenie i definiuje to, co robisz.
Najbardziej wkurwiające jest to, że ludzie powtarzają sobie, że gdyby nie on/ona to dalej bylibyśmy razem, zniszczyli nasze szczęście.
Gówno prawda.
Szczęście niszczysz sobie sam, rozwalasz je sama.
Świadomie lub nieświadomie.
I jeśli ktoś nowo poznany jest w stanie wlać w Ciebie wątpliwości, to znaczy, że w tym związku i z tym swoim związkiem masz problem, że czegoś brakuje, że najpewniej brakuje rozmowy i coś się rozjeżdża.
Często mówi się, że nie jesteś w stanie uwieść kogoś, kto kocha.
Po części tak jest.
Po części, bo seks, a miłość to dwa różne aspekty i nie wszyscy, niestety, traktują je na równi.
Seks to chęć, impuls wsadzenia ptaka w dziuple, kolokwialnie mówiąc, bo kolokwialnie tak to można zobrazować. Nasz umysł nie myśli racjonalnie, kiedy jest podniecony. Taka jego budowa.
Mimo to, jeżeli masz wszystko w głowie poukładane, jeżeli wartości masz na swoim miejscu, a osoba, którą kochasz, jest priorytetem na Twojej liście pragnień, to dużo łatwiej oprzeć się pokusie.
Wierzę w to i tak czuję.
Możesz mieć okazje, ale nie korzystasz, bo Twoja głowa działa w sposób prawidłowy, bo masz zasady, bo wiesz, że chwilowa przyjemność nie jest warto zmącenia szczęścia, które buduje się latami i które czuje się całym sobą.
Wierzę, że myślisz podobnie.
A Ci, którzy tego nie czują, którzy mają emocjonalny bałagan, są jak handlarze machający kutasami na prawo i lewo byle coś na niego nadziać, albo świecą dupą pod różnymi kątami licząc na złowienie okazji zaspokojenia swoich potrzeb.
To gdzie jesteś, z kim jesteś i w jaki sposób jesteś, zależy od Ciebie i od tego, jak to sobie poukładasz.
Bo możesz mieć spokój w życiu i burzę emocji z kimś z kim łączy Cię potężna więź albo burdel w głowie i szacunek do siebie i innych na głębokości Rowu Mariańskiego.
To po raz kolejny kwestia wyboru. Twojego wyboru.

A teraz pozwól, że coś Ci opowiem…

Mam pewną umiejętność, może nawet cechę wrodzoną, a może po prostu coś takiego mam z twarzą, że przyciągam ludzi, którzy są złamani życiowo… Kolejną moją umiejętnością jest to, że z łatwością udaje mi się nakłaniać ludzi do opowiadania mi swoich historii.

Błogosławieństwo czy przekleństwo. Nie patrzę na to w tych kategoriach. Z drugiej strony, a może nawet z trzeciej strony ma to swoje plusy i minusy. Minusy mam w formie blizn na całym ciele, przypominają mi o tym, co było. Jednak o tym później.

O ile z czasem nauczyłem się pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują, przekułem to w swego rodzaju misję, postawiłem granice własnych emocji, bo kiedyś żyłem każdą historią, jakby była moją własną, tak dawniej po prostu angażowałem się całym sobą i mocno za to obrywałem.

Dzisiaj kilkanaście osób razem ze mną, podczas rozmów uczy się podnosić… Pracujemy na tym, rozmawiamy o tym, często są to wielogodzinne rozmowy pełne bólu. Kto wie, o czym mówię, ten wie. Jeśli jesteś jedną z tych osób, to nie trać nadziei, bo damy radę tak jak Ci obiecałem.

Niestety, moja „przypadłość” wpędziła mnie w kilka relacji, w których dzisiaj, wiedząc to, co wiem teraz, nigdy bym się nie znalazł. Wyrosłem z syndromu zbawcy wszystkich ludzi, oduczyłem się tego, dzisiaj jak mało kto już nigdy nie skaczę na główkę do basenu, zwanego relacją bez wcześniejszego sprawdzenia, czy jest tam woda i odpowiednia głębokość.

Jak się masz? Czytasz dalej? No chodź!

Czemu warsztat? Czemu burdel? Z jednego prostego względu. Spotykasz na swojej drodze kogoś, kto jest totalnie poobijany i rozbity. Zaczynacie rozmawiać, buduje się jakaś więź, stajecie się sobie bliscy, może nawet pojawia się zakochanie, jakaś namiastka miłości. I jeśli nie znasz siebie, jeśli nie potrafisz postawić granic własnych emocji, to zaczyna się „zabawa”. Jeszcze o tym nie wiesz, ale właśnie wsiadłeś na karuzelę, na której w czasie przejażdżki dochodzi do awarii… Zanim się obejrzysz, zapierdalasz z prędkością światła na słodziutki jednorożcu i nie żadnej perspektywy, żeby wysiąść, a od czasu do czasu widzisz tylko twarz osoby, której próbowałeś pomóc.

Miało być o warsztacie, a wyszła karuzela. Inaczej. Zaczynasz być z osobą, bierzesz ją na „warsztat” swojego doświadczenia i uczuć. Wymieniasz kable odpowiedzialne za emocje, pierzesz tapicerkę dawnych wspomnień, odświeżasz lakier, by przywrócić pewność siebie, zmieniasz opony, żeby mogła wreszcie ruszyć z miejsca, dolewasz benzyny, by miała siłę i rozpęd, odkurzasz w środku, by mogła zacząć od nowa. Jednym słowem dbasz, pielęgnujesz i kochasz. Niestety poświęcasz na to wszystko to, co masz. Dajesz całą swoją energię, uczucia, zaangażowanie, czas, emocje i kiedy ten drugi człowiek, staje się kompletnie nową osobą, dzięki Tobie, wówczas któregoś dnia budzisz się i słyszysz, jak spierdala z Twojego życia, pozostawiając po sobie tylko kurz, który Cię pokrywa.

Inny przykład, żeby Ci to zobrazować… Jesteś jak Victor Frankenstein. Składasz człowieka na nowe, wymieniasz serce, opatrujesz życiowe rany, doglądasz, leczysz, starasz się, by po wszystkich życiowych porażkach, na nowo taka osoba mogła uwierzyć w siebie i kiedy już masz ją ożywić, to źle obliczasz ilość energii, jaka jest do tego potrzeba, tak po prostu, piorun pierdolnął, iskra poszła, Twoja cudowna istota ożyła, po czym wyrwała Ci serce i ruszyła dalej, a Ty pozostajesz z wielką krwawiącą dziurą w piersi.

Chodzi mi o to, że czasem w życiu zdarza się tak, że poświęcasz swój czas i uczucia dla kogoś, kto kiedy tylko się podniesie, będzie miał Cię w dupie. Głęboko w dupie. Wyssie z Ciebie całą energię, wszystko to, co dobre, założy Ci kaganiec, wsadzi do lochu i będzie deprecjonował Twoje poczucie własnej wartości. Wszystko to, co robiłeś wcześniej, zostanie zapomniane, staniesz się tylko marionetką w rękach osoby, którą stworzyłeś. I to bardzo bolesne doświadczenie, bo z jednej strony kochasz, a z drugiej strony Twoja własna miłość Cię zabija. Jesteś ofiarą swojej dobroci. To zupełnie tak, jakbyś we własnych ramionach stworzył swojego idealnego toksyka. I uwierz mi, wiem, co mówię. Nagle wszystko to, co zrobiłeś, dałeś, ofiarowałeś, staje się przekleństwem i jest Ci wypominane, jako niewystarczające. Jesteś wbijany w ziemię i przytrzymywany zapewnieniami, że nic nie znaczysz, że nikt oprócz tej osoby nigdy Cię nie pokocha. I Ty zaczynasz w to wierzyć… Bierzesz na siebie całą winę, całe zło, a tak naprawdę jesteś tylko otulony sidłami manipulacji. Budzisz się, któregoś ranka i patrzysz na osobę, która leży obok Ciebie i stwierdzasz, że zupełnie jej nie znasz, że to nie jest ten człowiek, że to może nigdy nie był Twój człowiek, że dałeś się podejść, złapać i uwięzić.

Zaczynałeś relację, mając piękny warsztat, gdzie pomagałeś odzyskiwać blask, tym co go stracili, a kończysz jako zastraszona dziwka z mózgiem niczym tatar w najgorszym z możliwych burdeli, gdzie każdego dnia ktoś Cię rucha i poniża, jak przedmiot.

Z czasem zrozumiesz, jak już się uwolnisz, że w takie relacje się nie wchodzi, z takich relacji się spierdala. Jak? Jak najszybciej, tak bym przynajmniej proponował.

Gdyż czasem jest tak, że dajesz wszystko, a w zamian nie dostajesz nic, a tylko gubisz przy tym siebie…

Ja mam to za sobą, ja już wiem jak tego unikać, ale wiem, że wiele osób tkwi w czymś takim, pisze mi o tym, rozmawiamy na ten temat, wychodzimy z tego razem.

Pamiętaj, że nikt nie ma prawa niszczyć Cię i poniżać. Pozbawiać pewności siebie w imię dowartościowania swojego chorego ja. Pamiętaj…

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Jakiś czas temu napisałem, że DOM to ludzie, którzy się kochają, a nie miejsce, w którym mieszkają.

Dalej tak myślę. Związek jest jak budowa takiego domu. Na cztery ręce i dwa serca. Wspólna praca. Każdego dnia. Cegiełka po cegiełce. Na początku potrzebne są mocne i stabilne fundamenty, czyli wspólne wartości i przekonania. Wspólna wizja WAS. To coś jak projekt, który ma się w głowie, o którym się rozmawia, który się tworzy, by potem go razem realizować. Działacie ramię w ramię. Wspieracie się, omawiacie szczegóły, słuchacie się. To wszystko jest ważne, to wszystko świadczy o powodzeniu całego przedsięwzięcia. To zacieśnia więzi…

Kiedy myślę o tworzeniu takiego DOMU, to wydaje mi się, że tutaj trzeba zwracać uwagę na każdy szczegół… Wszystko jest istotne, to sztuka poznania siebie, swoich pragnień, oczekiwań, marzeń. To pozwala stworzyć coś naprawdę pięknego.

Różnica wynikająca z tej metafory jest taka, że budowa relacji nie zakłada obecności ekip budowlany, fachowców czy nawet kierownika budowy. Kiedy dwoje ludzi stawia swój DOM, to nikt się nie wpierdala, taka jest zasada. To projekt dwuosobowy. Na wyłączność. JA + TY = MY, a MY to właśnie DOM.

Oczywiście zdarzają się potknięcia, opóźniania w realizacji, czasem nawiedzi nas wichura, która coś poprzestawia, coś zniszczy i tutaj kłania się coś, co od zawsze mnie fascynuje, a o czym tak często się zapomina. Mianowicie chodzi mi o to, że kiedy coś się wali, to się naprawia, nie porzucasz budowy, nie uciekasz, nie zmieniasz od tak osoby, która jest Twoim „wspólnikiem”.

A niestety teraz to takie powszechne. Coś się dzieje, coś idzie nie tak i ludzie, zamiast z cały sił ratować to, co tworzyli wspólnie, wolą odpuścić. To jak porzucenie placu budowy i przeniesienie się do realizacji innego projektu. Rozumiesz? Wiem, skomplikowane te moje metafory dzisiaj, ale wierzę, że uchwycisz sens.

Bo patrz… Porzucasz budowę swojego domu, każde z Was idzie w swoim kierunku. Trafiasz na podobnych ludzi, którzy też porzucili swoje „DOMY” i próbujesz z nimi coś stworzyć. I nagle uświadamiasz sobie, że trafiłeś do czyjegoś projektu, wpadłeś na kogoś, kto jest w trakcie sprzątania po kimś i próbujesz budować coś na zgliszczach czegoś. Rozumiesz? Dwoje podniszczonych ludzi, niepoukładanych, stara się nawzajem posklejać.

Nie kupuję tego, chociaż zdaję sobie sprawę, że w życiu różnie bywa. Jednak z perspektywy czasu wiem też, że tylko imiona się zmieniają, problemy pozostają takie same, bo często problemy są w nas, to jakieś otwarte sprawy z przeszłości, coś, co w nas siedzi i nie potrafimy tego zamknąć. A tworzenie DOMU polega na byciu tu i teraz. Na czystej działce, na czystej głowie.

Uważam, że jeżeli poświeciło się czas na poznanie drugiego człowieka, na słuchanie, zrozumienie, na budowanie czegoś we dwoje, to nie należy się poddawać przy pierwszej lepszej trudności. A to teraz takie typowe. Skoro dałeś swój czas, to czy warto go przekreślać, odchodząc, kiedy życie zaczyna Was dociskać…

To kwestia indywidualna, bo każdy jest odpowiedzialny za swoje życie. Może jestem w tym temacie staroświecki, ale wierzę, że związek poddany wielokrotnym naprawom jest trwalszy i znaczy więcej niż przeskakiwanie z przysłowiowego kwiatka na kwiatek i ciągłe zaczynanie od początku.

Tak myślę… Chociaż możesz myśleć inaczej…

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Pierdoli mnie już to ogólnospołeczne umiłowanie do czekania na wszystko. Czekamy na przyjaźń, czekamy na telefon, czekamy na wiadomość, czekamy na odpowiedni moment, na to, że ktoś zrobi pierwszy krok, czekamy na ulubiony serial, na wymarzone wakacje, na świetną pracę, na odpowiedni komentarz, na to, że coś się zmieni, czekamy w końcu na miłość. No to kurwa powodzenia. Szczerze! Z takim podejściem to naprawdę gratuluję. A potem wszyscy są nieszczęśliwi, bo przyjaciel zapomniał, telefon nie zadzwonił, wiadomość nie przyszła, odpowiedni moment nie nadszedł, ten/ta od pierwszego kroku znalazł/a kogoś, kto miał/a więcej odwagi, żeby coś powiedzieć, serial okazał się nudny, wakacje okazały się za krótkie, pracę dostał ktoś inny, komentarz okazał się zbędny, zmiana była chujowa, a miłość, a Twoja miłość stoi właśnie na ślubny kobiercu i to kurwa nie z Tobą. Najbardziej wkurwia mnie to ostatnie – czekanie na miłość.

Nie napiszę pierwsza, nie powiem jej, co czuję, nie dzwoni od dwóch dni, ile mam czekać, zanim napiszę, stary olej ją, nie zależy jej, nie jestem pewna, nie jestem pewny, może to nie jest ten jedyny, wiesz, w sumie jej koleżanka też jest niezła, za wysoki, za szczupła, zbyt opiekuńczy, za bardzo zazdrosna i moje ulubione! – NIE JESTEM GOTOWY/GOTOWA, ŻEBY Z TOBĄ BYĆ oraz NIE NADAJĘ SIĘ DO ZWIĄZKÓW <oklaski> A przy tych wszystkich rozważaniach zazwyczaj towarzyszy nam chór czekaniofanatyków, którzy bojąc się, że nam wyjdzie, utwierdzają w tym, że nasza litania zapytań „dlaczego”, „po co”, „ale” jest jak najbardziej słuszna. (Słyszałem kiedyś dialog dwóch koleżanek – to dygresja będzie – A: Masz kogoś? B: NIE! A: No! (i cichy, skrywany uśmiech)). Chcesz, to sobie czekaj na coś, co nigdy nie przyjdzie, a może na coś, po co sięga w tym momencie ktoś inny. Ktoś, kto się nie bał, albo pomimo strachu wiedział, że to, co zyska, jest o niebo lepsze niż ryzyko, które należy podjąć.

Możesz cały czas zastanawiać się nad tym, czy do niej napisać, możesz usprawiedliwiać się tym, że jest niedostępna (i chuj najwyżej Cię oleje, w życiu są gorsze rzeczy, naprawdę), możesz całe życie spędzić na zastanawianiu się „co by było gdyby”, żyć cofając się, żyć na zaciągniętym ręcznym, w sumie z tym ręcznym to nawet może dosłownie wyjść… Albo możesz działać. Podoba Ci się? Powiedz jej to! Zaproś na kawę, zagadaj, tylko niech w tym będzie pewność siebie, najmniejsza iskra odwagi i tylko proszę, nie pierdolnij na wejściu „Cześć Piękna, co tam słychać”, bo stracę wiarę. Wysil się, postaraj się poznać, bądź sobą.

A Ty? Z Tobą jest to samo. Rozmawiasz z nim? Nie odzywa się przez dwa dni? To napisz! Świat się nie zawali, korona Ci się nie przekrzywi, a pantofelek nie zostanie na schodach o północy. Może nie pisze, bo stało się coś i on teraz, wyjątkowo potrzebuje Cię obok, ale głupio (tak, męska duma itp.) boi się napisać. (my faceci tak mamy, czasami tok rozumowania to jedno wielkie jebnięcie, co Ty sobie o nas pomyślisz, jak okażemy się na 5 minut słabi). Zastanawiasz się, o co mu chodzi, skoro świetnie wam razem, a on dalej nie potrafi się określić, co was łączy? To walnij nim o ścianę, przystaw szpilki do twarzy, czy, co tam akurat masz na nogach, i wyduś to z niego, niech da Ci jasną deklarację. Nie pocałował Cię jeszcze? Zrób to pierwsza! Tak!!! Może on jest tak nieśmiały w Twoim towarzystwie, że traci rozum, a serce ma gdzieś w okolicy gardła i potrzebuje tego pocałunku, żeby przypomnieć sobie, kim jest, a Ty właśnie tym go odczarujesz i przed Tobą pojawi się Superman, który weźmie Cię w ramiona i … No dobra to zostawię sobie na inny tekst. Nie bój się tego pierwszego kroku, bo może za jakiś czas, Twój brak odwagi zaprocentuje tym, że skończysz sama w wielkim mieszkaniu i po nocach będziesz wrzucała na FB zdjęcia Barbie i Kena, Ken nie będzie miał głowy, a Ty napiszesz tylko „HAHA, nie potrzebuje faceta do niczego!” i rozryczysz się nad kieliszkiem wina razem z koleżanką, która kupiła akurat drugiego kota i myśli o hodowli. Serio! Przestańmy się przejmować tym, co ludzie pomyślą, co o nas powiedzą, to nasze życie i nie traćmy go na czekanie, tylko bierzmy z niego to, co dla nas najlepsze.

Zaakceptowanie faktu, że trochę się między sobą różnimy, z pewnością zajmuje trochę czasu. Czasu spędzonego na setkach rozmyślań i milionach analiz. Abstrahując od tego, że Kobiety są ponoć z Wenus, a Mężczyźni niby z Marsa to dzieli i łączy nas tak samo wiele. I nie mówię tutaj o odległości, latach świetlnych pomiędzy tymi planetami. Bo inaczej, i zupełnie na swój sposób podchodzimy do miłości. Inaczej. Po prostu. I to samo w sobie wcale nie jest złe, jednak powoduje wiele niedomówień i niejasności na bazie, których powstaje, zwał jak wał, burza w szklance wody, a momentami gównotajfun wzajemnych pretensji o tak naprawdę nie wiadomo co. I tutaj przychodzi moment na zastanowienie i powiedzenie sobie prosto w twarz, że zaangażowanie w relacje miłosne Mężczyzn i Kobiet mierzy się w zupełnie inny sposób. W sposób zupełnie inny niż to sobie wyobrażają na pozór Kobiety. Taka prawda, prawda, o której się mówi rzadko, a już prawie w ogóle nie wspomina się o tym w kobiecych, mądrosłownych miesięcznikach, bo jest to prawda zgoła objawiona i wiedza sekretna w jednym, prawda z tych niewygodnych i trudnych do pojęcia. Błędnym założeniem jest, że jego zaangażowanie w związek mierzy się ilością rzeczy, z jakich dla niej zrezygnowała pomnożone przez ilość przyniesionych kwiatów bez okazji. Błąd. Kolejnym błędem jest to, że jej zaangażowanie w związek mierzy się ilością rzeczy, które ona zaczęła z poświęceniem dla niego robić pomnożone przez ilość rzeczy i perwersji seksualnych, na które łaskawie od święta się zgodziła. Błąd i chuj. Po prostu. Po pierwsze, i to jest warte zapamiętania, każdy związek, ale każdy, naprawdę każdy, można uratować, dowartościować, wzbogacić poprzez szczerą rozmowę o swoich potrzebach i uczuciach. Bez domysłów. Bo z domysłami jest, jak jest, każdy zakładał, że druga strona się domyśli i chuj. Teraz wspomina się o tym przy kieliszku na spotkaniach z serii „To zła kobieta była” i „ten skurwiel jebany na mnie nie zasługiwał”. Bez generalizowania. To nie reguła, ale coś jest na rzeczy. Zapomniałem wspomnieć o tym, że ten tekst będzie bardziej o tym jak my, faceci postrzegamy miłość i relację i jak my, postrzegamy sposób, w jaki chcielibyśmy odczuwać miłość z Waszej strony. Subiektywnie i moim zdaniem całkowicie.

Z perspektywy czasu uważam, że dojrzała (dojrzała miłość to coś zupełnie innego niż bajkowa „prawdziwa miłość na całe życie”), więc dojrzałą miłość najlepiej pokazuje się drugiej osobie kiedy ofiarowuje jej się obecność, czas wspólny, ale nie traci się przy tym siebie, czyli on nie przestaje chodzić na treningi czy kurs szachowy w imię wieczornych seansów brazylijskich telenowel, które ona uwielbia, a ona nie zaczyna stawać się namiętną fanką jej ulubionego zespołu i nie chodzi z nim na każdy mecz z kolegami, bo on tego wymaga.

Obecność i czas, ale nie tracąc przy tym siebie i swoich pasji. Nie na siłę, ale z potrzeby serca i ramach wzajemnej akceptacji własnej przestrzeni drugiej osoby, która ma prawo do swoich pasji i nie ma to wpływu na Waszą relację, wręcz przeciwnie pozwala zachować jej zdrowy rytm.

Drugi aspekt to wsparcie. WSPARCIE. Postaraj się zrozumieć, że facet to nie jest bezuczuciowa maszynka, seksualny macho, który zawsze jest w stanie upolować po pracy dorodnego bizona, bo w sumie na chuj Wam ten bizon. No właśnie. Facet, każdy facet, potrafi również mieć gorsze dni i to wcale nie uderza w jego męskość. Po prostu gorszy dzień w pracy, zawalony projekt, problem w rodzinie, kredyt, kult samca alfa, problem z hydrauliką czy najnormalniej w świecie obniżenie poczucia bycia dla Ciebie kimś ważnym z powodu tego, co powiedziałaś przy śniadaniu. I tutaj często brakuje wsparcia ze strony partnerki, żony, narzeczonej, brak i już i to nie jest tylko moje zdanie. Wy kobiety lubicie być zawsze na pierwszym miejscu, a facet ma każdego dnia obsypywać Wasz piedestał płatkami świeżych róż i wielbić. To błąd, błąd, który notorycznie powtarzany oddala, my nie potrzebujemy od Was rozwiązania problemu, potrzebujemy obecności i spokoju, żeby to rozwiązanie znaleźć sami, bez widma awantury w powietrzu, że się Wami nie zajmujemy czy nie poświęcamy Wam uwagi.

Następnie walka o sprawy błahe. Nikt nie lubi kłótni o banały, a Wy czasami potraficie z drobiazgu wznieść tornado pretensji, które zatacza kolejne kręgi i sięga pamięcią do czasów zamierzchłych, bo potraficie przypomnieć sobie w jednej chwili wszystkie potknięcia na 10 lat wstecz. To naprawdę niepotrzebne. Rozmowa, rozmowa to podstawa i z nami, facetami, naprawdę da się rozmawiać. I my potrafimy wiele rzeczy zrozumieć. Kurwa naprawdę. Dalej?

Zaufanie. Zaufanie, że ten gość jest z Tobą, bo Cię kocha, bo docenia, bo jesteś dla niego czymś więcej niż kawałkiem ciała o miłej aparycji, z którym można doświadczać fajnych doznań. Bez zaufania jest się w dupie. W przenośni oczywiście, ale jednak. A ciągłe pytanie, podjazdy, kontrolowanie powoduje powstanie w głowie wielu blokad i strachu przed powiedzeniem Wam czegokolwiek w imię świętego spokoju. Bo są na świecie chuje złamane, które ranią kobiety, ale to naprawdę odsetek, o którym się mówi stąd takie, a nie inne stereotypy, że facet zdradza kiedy ma okazję. Otóż nie. Nie zdradza kiedy jest kochany, kiedy czuje w Tobie bliską osobę, której może powiedzieć wszystko, kiedy wie, że mu ufasz, kiedy doceniasz i szanujesz jego przestrzeń.

Zmierzając do końca, chociaż mógłbym pisać bez końca to nam, facetom, zależy jeszcze na tym, żebyście nie traktowały nas jak dzieci, jak niedorozwinięte osoby, które nie są w stanie podjąć samodzielnych decyzji, które na każdym kroku potrzebują pouczania, co mają zrobić tak, a co inaczej, co robią dobrze, a co robią źle. Zależy nam także na tym, żeby robić wiele rzeczy wspólnie, nie wszystkie, bo musi pozostać miejsce na swoją przestrzeń, ale jednak. Wspólne sprzątanie, gotowanie, bieganie, a nawet milczenie mają dla nas swój urok i nigdy, ale to nigdy nie traktujcie pasji swojego faceta jak konkurencji, którą trzeba stłamsić. Twój facet chce się rozwijać, chce od życia czegoś więcej, to powinnaś się cieszyć, bo masz szczęście, że nie masz w domu kanapowca-piwosza tylko kogoś wartościowego, a ograniczając go, po prostu odcinasz mu jaja i pozostawiasz sobie manekina, tańczącego na Twoich sznurkach i do tego z piskliwym głosem i bez własnego zdania. I można tak pisać i pisać, ale to kilka rzeczy, na które warto spojrzeć, jeśli mówimy o dojrzałej miłości dwojga ludzi. Bo dojrzała miłość potrafi więcej i wnosi do naszego życia spokój i poczucie spełnienia u boku drugiej osoby.

To nie będzie instrukcja zrozumienia faceta. To będzie subiektywny tekst i mam nadzieję, że panowie przyznają mi rację. Może chociaż w małym stopniu.

Między nami jest wiele różnic w sposobie myślenia, postrzegania rzeczywistości, reagowania, podejmowania decyzji i odczuwania również. To nie jest tak, że facet nie czuje nic, a kobieta czuje wszystko. Jako ludzie jesteśmy w stanie odczuwać takie same emocje. Problem zaczyna się, kiedy trzeba je nazwać.

Wy Kobiety potraficie bezbłędnie odczytać emocje, jakie Wami targają, potraficie je nazwać i wyrazić za pomocą słów. My faceci nie do końca. Większość z nas rozróżnia radość i wkurwienie. Wszystko inne to tylko pochodne owych dwóch stanów.

Działamy również inaczej w sytuacjach, które są dla nas problematyczne. Kobiety, kiedy mają problem, idą do przyjaciółki, mamy, żeby porozmawiać, chcą poznać punkt widzenia. My problem musimy przemyśleń i przeanalizować, ale nie w bezczynności. Zazwyczaj myślimy o problemach, równocześnie coś robiąc. Trening, rąbanie drewna, sklejanie modeli co, kto lubi robić. To nas różni. My problemy omawiamy sami ze sobą. Zwróć uwagę, że często Kobiety mają pretensje do nas, że milczymy. To prawda. Jednak my nie milczymy, dlatego że nic nie czujemy, milczymy, bo czujemy wszystko i strasznie ciężko się nam w tym odnaleźć. Tutaj dochodzi do głosu stereotyp, że Kobiety mogą krzyczeć i płakać, a facet ma być twardy i nie okazywać emocji. Na szczęście to już się zmienia i coraz więcej osób dostrzega to, że facet ma uczucia i może przeżywać emocje będą wrażliwym. Wrażliwy, wcale nie znaczy słaby. Facet, zanim coś powie, musi to przeanalizować, przeczuć konsekwencje, rozważyć wiele opcji, do tego musi zrozumieć swoje emocje i spróbować je nazwać. Tak działamy. Analizujemy. Kobiety mówią spontanicznie.

Nieprawdą jest też, że facet myśli tylko o jednym i to, co osiem sekund. My owszem skupiamy się na jednej rzeczy i dopóki nie znajdziemy rozwiązania, nie przechodzimy do następnego tematu. I nie zawsze jest to tylko temat seksu… Kobieta myśli wielopłaszczyznowo, żeby nie powiedzieć bałaganiarsko. Potraficie siedzieć w pracy, pić kawę, rozmawiać z koleżanką, pisać raport, myśleć o ostatnim odcinku Waszego serialu, zastanawiać się, czy macie ochotę na seks z partnerem wieczorem i czy kolor ścian w sypialni jest ok. Widzicie różnice. Nasze mózgi pracują inaczej. Często słyszę, że faceci lekceważą Kobiety w czasie rozmowy, „poważnej” rozmowy. Zastanawiałem się nad tym i to nie jest tak, że my uciekamy od dyskusji, jednak jeżeli sprawa jest ważna albo trwa kłótnia, to facet wycofuje się mimowolnie, bo musi zastanowić się nad tym, co do tego doprowadziło. To nie lekceważenie, to chęć niezranienia przez powiedzenie czegoś nieprzemyślanego. Za to Kobiety napierdalają w tym czasie na oślep wszystkim tym, co mają akurat w głowie bez analizy konsekwencji swoich słów. Znasz to… Dowiadujesz się całej prawdy o swoim życiu, rodzicach, o zmarnowanym czasie i o tym, że masz małego i nigdy jej nie zadowoliłeś. O tym mówię.

Podobna sprawa ma się z wyrażaniem uczuć. Facet jak mówi „kocham Cię”, to znaczy, że kocha (przeważnie, bo są wyjątki). Na tej płaszczyźnie, jeśli nic się nie zmieni, dla niego sprawa jest prosta. Kobiety uwielbiają słowa, wyrażają poprzez nie emocje i oczekują tego samego w zamian. I to rodzi problemem. Kobieta mówi słowami, a mężczyzna czynami. Wolisz słyszeć poematy miłosne każdego dnia, czy mieć pewność, że on zawsze Ci pomoże, przyjedzie w środku nocy pocieszyć, urwie się z pracy, by wziąć Cię za spacer czy będzie zawsze, kiedy tego potrzebujesz. To jest różnica w wyrażaniu uczuć. Mój tata powiedział mojej mamie raz, że ją kocha i od tego czasu każdego dnia czynami udowadnia jej, że tak jest. Pomimo kłótni, które się zdarzają, nigdy jej nie zawiódł, mogą się sprzeczać, ale gdyby ktoś ich zaatakował, to stoją za sobą murem. To pięknie. Przynajmniej dla mnie. Warto to zrozumieć. To wszystko sprawia, że nasza komunikacja wygląda tak, jak wygląda. Mieszają nam w tym wszystkim emocje. Facet chce, ale nie potrafi, próbuje, ale mu nie wychodzi, a Kobieta chciałaby słyszeć, a nie słyszysz i to powoduje irytację. I tej bańce wzajemnego emocjonalnego nieporozumienia pojawią się światełko w tunelu, które każdy z nas zna. ROZMOWA. To naprawdę banał, który zmienia wszystko. Nauka mówienia z szacunkiem o sobie i swoich potrzebach, o tym, co się czuje to sztuka, którą trzeba odegrać we dwoje. I to jest możliwe.

I jeszcze jedno komplementy są fajne. Serio! Dla nas też lubimy być chwaleni i doceniani tak samo, jak Wy Kobiety. To taka małą wskazówką. Bo dobrze wykomplementowany człowiek ma wyższe poczucie własnej wartości, a to sprawia, że jest szczęśliwszy, a szczęśliwi ludzie tworzący związek, to szczęśliwa miłość.

Kojarzycie taką scenę. Jest w prawie każdym filmie.

Ona poznaje jego albo on ją. Zaczynają się spotykać. Jest fajnie. Jest cudownie. Ogniste spojrzenia, od których ona miękkie. Romantyczne kolacje. Rozmowy o życiu. Namiętny seks. Ona po przejściach. On po rozwodzie. Na odwrót też może być. Po prostu są po przejściach i nie wierzą w miłość. Są tak zrezygnowani, że szok. Ich życie miłosne leży na dnie, a oni swoim zachowaniem dokonują odwiertów.

Nagle… (muzyka z filmu „Szczęki”). Chociaż jeszcze nakreślę sytuację bardziej.

Ona wpada na niego w parku, oblewa go kawą na mieście. Czasem to on łapie za tego samego ogórka w sklepie lub potrąca ją samochodem. Cokolwiek. I… I… I…

Bang! Mamy to. Leci oczko w jego stronę, on się uśmiecha. Zakochują się! Gołębie wylatują z klatek. Kwiaty zakwitają w środku zimy. Łabędzie splatają się szyja na środku stawu. No zakochanie w chuj!

I tutaj dochodzimy do jednej z końcowych scen… Idą nocą (zawsze wtedy idą nocą), trzymają się za rękę, ona go obejmuje (a on ją wrzuca w krzaki – dobra żart), on wącha jej włosy i po chwili ciszy… Padają słowa „Musimy porozmawiać”. Amor spada na pysk tuż za nimi. I nie chodzi o to, że ona powie, że kiedyś była facetem czy on, że ma chorobę weneryczną. Nie! Zazwyczaj tutaj rozmowa schodzi na tematy, które prowadzą do tego, że ostatecznie – nie mogą być razem. Zawsze tak jest.

Oczywiście jak to w filmach bywa po czasie, on goni za nią na lotnisko czy chuj wie gdzie, bo to film, czyli musi być HAPPY END – w tajemnicy powiem Wam, że w życiu bywa inaczej.

Chodzi mi po prostu o to (i cały ten tekst się do tego sprowadza), że o rzeczach ważnych powinno się mówić trochę wcześniej. Szczerość wymaga odwagi. Drugi człowiek wymaga szacunku. Nie możesz kogoś rozkochać, a potem powiedzieć mu, że wyjeżdżasz. Znaczy, możesz, ale to skurwysyństwo. Zależy Ci na kimś? Cudownie. No to jedziesz z prawdą… Jeśli ten ktoś traktuje Cię poważnie i też czuje, że coś z tego może być, to dacie radę to rozwiązać. Będziecie. Chodzi mi tylko o niezatajanie rzeczy istotnych aż do momentu zakochania się. Bo potem to kurewsko boli, kiedy nie wyjdzie. Bo potem człowiek się strasznie długo zbiera. Bo potem traci się wiarę w ludzi. Bo potem trudniej się otworzyć.

Życzę Wam rozmów. Szczerych, taki naprawdę szczerych. I dużo miłości!

Często myślę o miłości. Rozkładam ją na części pierwsze i obracał w głowie. Czuję i obserwuję.
Wydaje mi się, że miłość w dużej mierze opiera się na dojrzałości własnej. Mówiąc dojrzałość, mam na myśli samopoznanie i samozrozumienie siebie.
Poznanie własnych emocjonalnych granic, nauczenie się szacunku do siebie. Znalezienie miłości, która sprawi, że poczujemy spełnienie, wymaga od nas właśnie pewnego rodzaju bycia dojrzałymi.

Będą takim człowiekiem, znajdziemy kogoś wartościowego, kogoś, kto nas wzmocni. Człowiek dojrzały nie będzie tracił czasu na zabawy, podchody, półsłówka, półczyny. Dojrzałość sprawia, że operujemy w kategoriach nam bliskich, bliskich naszemu sercu. Tak myślę.
Dojrzałość duchowa i fizyczna prowadzi nas przez życie i pozwala zweryfikować nasze uczucia już w początkowej fazie. Taki człowiek nie zdecyduje się na relację pod wpływem chwili, nie podda się pragnieniu bycia z kimś „mimo wszystko”, nie ulegnie chwilowym uniesieniom. Po prostu będzie wiedział, że to bezsensowne. Człowiek dojrzały, znający siebie nie będzie szukał w miłość podpory, leku, on ma świadomość, że miłość ma dawać radość, ma sprawiać, że stajesz się lepszy, dzięki drugiej osobie. Miłość buduje i powoduje, że się rośnie razem z nią.
I dojrzałość prowadzi właśnie do zrozumienia tego.


Dojrzały człowiek jest na tyle silny i niezależny, że może być sam. Nie szuka desperacko, nie chwyta się jak tonący brzytwy. Możliwości uchwycenia poszukują ludzie niedojrzali i nieznający siebie. To oni będą chcieli się wesprzeć, to oni rozpaczliwie poszukują oparcia w drugim człowieku, bo sami nie są w stanie funkcjonować, to oni wierzę w slogany, że „bez Ciebie nie ma mnie” czy „jesteś moją drugą połówką”. Niedojrzali potrzebują życiowego holownika, z którym utożsamiają drugiego człowieka. Dojrzały człowiek daje miłość i oczekuje miłości. Ma świadomość, że związek to relacja dwojga niezależnych jednostek, które siebie CHCĄ, a nie POTRZEBUJĄ. Widzi i zna różnice.

Często niedojrzały człowiek poświęca się w związku, całkowicie zaniedbując siebie. Doprowadza do emocjonalnego uzależnienia. A to prowadzi do katastrofy. Ludzie dojrzali potrafią ze sobą być, potrafią tworzyć silne więzi, pozostając równocześnie razem i osobno. Tworzą niepodzielność, która nie deprecjonuje ich indywidualności. Stanowią całość, zachowując własną autonomię.

Podkreślę to jeszcze raz – dojrzali ludzie. Powiem więcej, zdrowa relacja dojrzałych ludzi nie tylko sprawia, że mogą osiągnąć więcej. Sprawia, że oni wzrastają nie tylko razem, wzrastają też w osobno. Miłość jest tutaj formą samodoskonalenia się we dwoje jak i w pojedynkę. Bez poświęcenia, bez uzależnienia, bez uczucia zatracenia. Dlatego uważam, że chcąc stworzyć coś pięknego, trzeba zadbać najpierw o swój rozwój, trzeba dojrzeć, zrozumieć, zaakceptować siebie, a dopiero potem zaczynać się otwierać na to, by budować coś z kimś.

Trochę ostatnio obserwuję, trochę myślę, trochę rozmawiam z ludźmi, głównie Kobietami i wydaje mi się, że faceci coraz częściej się boją. Boją się Kobiet, że świat pod tym względem jakoś się zagubił.

Widzę chłopców, którzy są w wieku dwudziestu kilku lat, może nawet czterdziestu, bo wiek nie ma znaczenia, to tylko chuja warte cyfry. Patrzę i się dziwię. Żyjemy w świecie, który pędzi, zapierdala, co więcej wbija się nam do głowy, że wszystko dostaniemy „na już”, że świat leży u naszych stóp, że jesteśmy najlepsi, że wszystko się nam należy. I tak dalej. I tak dalej. I w tym świecie, który obiecuje natychmiastową gratyfikację, chłopcy jedyne co potrafią, to przesuwać kciukiem góra i dół obczajając i komentują dziewczyny z Instagram’a ( a potem ponownie góra i dół w zupełnie innym celu), albo prawo i lewo szukając „miłości na Tinderze. Prawo – lewo i jesteś turbokozakiem, jebaka roku to Ty. Trochę się to nazbyt płytkie zrobiło. Brakuje mi w tych relacjach głębi. Dosłownie i w przenośni.

Na bazie tego powstają potem hasła, że Kobiety to tylko na kasę lecą, że są wygodne, że oczekują nie wiadomo czego, że to, że tamto i że ogólnie, o chuj im chodzi.

Pytanie, czy na pewno?

Mam parę osób, z którymi toczę zażarte dyskusje na temat życia, znam kilka Kobiet, w których jestem permanentnie zakochany, bo uwielbiam ich inteligencję, styl bycia i poczucie humoru i każda Kobieta, którą spotykam oczekuje czegoś bardzo podobnego. Nie jest to kasa. Ok. Umówmy się, mówię tutaj o Kobietach, które znają swoją wartość, są świadome siebie i znają życie, bo znam przypadki księżniczek, które faktycznie za misję życiową obrały sobie znalezienie księcia i nie robienie nic. I taki wybór też poniekąd szanuję. Ja wierzę w szczęście, cieszy mnie szczęście ludzi, więc czemu nie…

Wracając do tematu, do chłopców, którzy się boją, boją się podejść i porozmawiać z Kobietą twarzą w twarz, paradoksalnie nie boją się wysłać zbiorowo zdjęcia swojego kutasa do niezliczonej liczby Kobiet. Paradoks. Pisałem.

Kobiety chcą, żeby ktoś je poznawał, odkrywał, rozmawiał z nimi, słuchał, pytał o zdanie, zdobywał, by ktoś pokazał, że mu zależy, żeby zrobił pierwszy krok. Nawiązywanie relacji. Czaisz? Tak jak to było kiedyś. Pamiętam jak kiedyś w szkole dwa tygodnie zbierałem się, żeby podejść do koleżanki z klasy i zaprosić ją na spacer. Kurwa. Dwa tygodnie przygotowań, by usłyszeć „NIE”. Najsłodsze NIE w moim życiu! Tak się kształtuje charakter, tak zdobywasz odwagę do poznawania ludzi, tak przełamujesz strach przed odkryciem się w obecności drugiej osoby. Tak, a nie klikając „CZEŚĆ” do setki Kobiet w nadziei, że jakaś odpisze, a najlepiej od razu się z Tobą umówi. Dawniej skupiałeś się na jednej osobie, musiałem jej słuchać, zapamiętywać co mówi, bo nie mogłeś sobie potem przescrollować rozmowy wstecz. Musiałeś być uważny. Kurwa uważny i ciekawy drugiego człowieka. A dzisiaj jak Kobieta sama zagada do faceta, to ten albo spierdala, albo nie wie co powiedzieć. Brak umiejętności rozmowy. Brak flirtu. Brak adoracji. Sztuka konwersacji, tego powinni uczyć w szkołach. Jak ze sobą rozmawiać. Jak tworzyć relacje. Jak stopniowo dawać siebie, bez dawania od razu dupy.

Czas. Więzi, żeby się stworzyć wymagają czasu, uwagi, wysłuchania. Nie ma nic na już. Nie ma nic na szybko. Na szybko to możesz sobie zrobić dobrze ręką, a chcąc stworzyć zdrową relację, trzeba być przygotowanym na pracę i zaangażowanie, bo tutaj nie ma nic „na już”.

To jest magia, bo mogę się mylić, ale faceci to szczęściarze, że mają kobiety, kobiety mają podobnie, może o tym nie wiedzą, może wiedzą, ale nigdy się, no nigdy się do tego nie przyznają. Nie, bo nie.

Magia zależności i wzajemnego uzupełniania się kobiet i mężczyzn uwidacznia się najbardziej w codziennym życiu. Świadczy o tym kilka prozaicznych rzeczy, rzeczy błahych i banalnych. Kobieta potrafi sobie, w czasie kłótni, przypomnieć to, co my faceci powiedzieliśmy 5 lat temu, w słoneczne popołudnie, o godzinie 14:15 i Ci tym dojebać, kobieta w czasie kłótni potrafi sprytnie niepozornym zdaniem zainstalować Ci w mózgu bombę z opóźnionym zapłonem, którą odbezpiecza w najmniej spodziewanym momencie. My faceci znowu mamy rzadką umiejętność podkładania się przy każdej możliwej okazji, bo powiedz kobiecie, że DZISIAJ pięknie wygląda, a ona od razu zacznie się zastanawiać, czy wczoraj wyglądała gorzej, że tak powiedzieliśmy? No kurwa magia. Albo szukanie czegokolwiek w domu. My faceci szukamy zazwyczaj wszystkiego, kluczy, portfela, skarpetek i kobiety zawsze precyzyjnie potrafią określić miejsce położenia, a kiedy facet po to idzie to wraca i mówi, że nie ma, następnie kobieta po to idzie no i kurwa jest. Moim zdaniem to zdolność teleportacji rzeczy do miejsc ich położenia, tylko w momencie, kiedy facet ich szuka to stają się niewidoczne.
Faceci są bardziej techniczni i logiczni, przez to przewidywani, kobiety to wulkany emocji. Kobiety potrafią z niczego, dosłownie z niczego stworzyć mega kolację albo mega awanturę, zawsze albo albo.


I my faceci mamy tendencję do nie doceniania tego, przynajmniej jest ciekawie. Faceci nie potrafią rozmawiać, wolą milczeć, i to wcale nie znaczy, że coś jest nie tak z naszymi uczuciami, po prostu czasami nie potrafimy ich okazać. U kobiet fascynujące jest to, że potrafią ni stąd ni zowąd, choćbyś się starał, choćbyś kupił kwiaty i mówił, że KOCHASZ, naprawdę, a kobiety potrafią obserwować, sprawdzać, szukać i po prostu w jednym momencie czymś Ci przyjebać, bo jak kobieta ma zły dzień, to to nie jest zły dzień, to jest zapowiedź apokalipsy.


Czy to nie piękne?


Fascynujące jest to, że kobieta zawsze ma rację, no zawsze, a szczególnie kiedy jej nie ma. A im bardziej udowadniasz, że jej nie ma, to wówczas włącza pokłady emocji i zaczyna płakać i nam facetom jest głupio i mówimy „Przepraszam kochanie, to moja wina”.
I mogę tak wymieniać bez końca, bo to jest podniecająco piękne i słodkie i dzięki temu tak cudownie się uzupełniamy. A zamiast pisać wolę się teraz po prostu wziąć za siebie i udowodnić, że słowa potrafią zamieniać się w czyny, kiedy wiesz, że ktoś w Ciebie wierzy.

Masz pytania? Napisz e-mail

info@tomeknawrocki.pl

Ważne linki

Zapraszam do moich Social Mediów
na Facebooku, Instagramie i TikToku

© 2025 Tomasz Nawrocki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt: Kruku.net

Zgarnij rabat!
Zapisz się do naszego Newslettera aby otrzymać
kod rabatowy 15%.
    ZAPISZ
    Zapoznałam(em) się i akceptuję
    regulamin i politykę prywatności