Czy to prawda, że prawdziwych mężczyzn dzisiaj już nie ma?
Wymarli, zapadli się pod ziemię, wyginęli…

Słyszę to codziennie. Kilkanaście razy.

„Nawrocki, prawdziwych mężczyzn już nie ma”.

Tylko czym jest prawdziwość w tym świecie. Co kryje się pod określeniem „prawdziwy mężczyzna”, „prawdziwa kobieta”, „prawdziwy związek”.

Synonimem słowa „prawdziwość” jest autentyczność, zgodność z rzeczywistością.

Idąc tym tropem, to mężczyźni są. Z punktu widzenia czystej biologii chodzą jeszcze po tym świecie i mają się dobrze.

Może chodzi o zasady.

I mam problem z tym narzekaniem. Z litanią wyzwisk, że wokół sami chłopcy, którzy myślą tylko o seksie. Nie mówię, że nie, jednak wrzucanie wszystkich do jednego wora jest dosyć krzywdzące.

W chuj krzywdzące.

Spójrzmy obiektywnie, albo subiektywnie. Subobiektywnie – lubię to słowo, bo jest moje.

Ja wiem Dziewczyny, ja wiem, że faceci dzisiaj są trochę zagubieni, że może nie wszyscy to dobry materiał na życiowych partnerów, że wielu nie nadaje się do niczego, jeśli chodzi o życie.

Jednak spójrzmy na to z perspektywy mężczyzn, którzy sobie radzą.
Takich, którym daleko do przysłowiowej „dupy wołowej.”.

Ja myślę i teraz polecą gromy na mnie, że Ci mężczyźni są wkurwieni.
Mają dość. Mają dość, z jednej strony wrzucania ich do wora z pizdusiami i chłopcami, którzy potrafią się tylko bawić, a z drugiej strony są zmęczeni słuchaniem ciągłym narzekań, że facet, to już nie jest facet.

Można dostać pierdolca.

Postaram się to wyjaśnić, ale jeżeli w tym momencie przestajesz czytać, to rozumiem.

To nie będzie piękny, pochwalny tekst. To raczej chłodna analiza tego, co widzę i to, co się pląta w dzisiejszym świecie.

Bo staram się zrozumieć.

Prawdą jest, że większość patrzy na świat przez pryzmat instagramowych filtrów, rzeczywistości online, komedii romantycznych chujowych romansów, lukrowanych postów w Internecie. To sprawiło, że wyobrażenie związku urosło do rozmiarów Kilimandżaro, a wejście na niego graniczy z cudem. Chociaż wierzę w cuda…

Ja często mówię, co w związku jest fajne, że proste gesty świadczą o zaangażowaniu, wzajemności, o dbaniu o siebie. Tyle że łatwo o nadinterpretację.

A nadinterpretacja rozpierdala rzeczywistość.

Jest taka scena w każdej komedii romantycznej. On coś robi, prawie niemożliwego, ona wpada w zachwyt i chociaż minutę temu miała wyjść za mąż za innego, to zmienia zdanie i wyrzucając mu się w ramiona, odjeżdża z nim w stronę zachodzącego słońca.

Piękne prawda. Realne? No raczej nie…

Postaram się to bardziej nakreślić. On był niezdecydowany, ale ją kocha, ona planuje ślub z innym na złość jemu, więc on wynajmuje samolot w dniu jej ślubu, bez przygotowania skacze na spadochronie, rozpylając za sobą napis KOCHAM CIĘ, po czym spada na schody kościoła
i porywa ją sprzed samego ołtarza. I klasyczne „żyli długo i szczęśliwie”. THE END. Napisy końcowe. A po tych napisach zazwyczaj zaczyna się prawdziwe życie…

Dozowanie wymagań.

Subtelność oczekiwań.

Ja nie mówię, że wszystkie Kobiety, chociaż uważam, że to domena
młodszych dziewczyn, ale jednak marzą o tym, by facet przynosił
codziennie prezenty, raz w miesiącu zabierał na romantyczny weekend,
cztery razy do roku na wakacje. Do tego, musi świetnie wyglądać, by
można się było pochwalić koleżankom, mieć świetny samochód, dużo
pieniędzy, z jednej strony być romantykiem, z drugiej macho. A i jeszcze posiłki trzy w ciągu dnia na mieście, żeby można było wrzucić fajne zdjęcia.

Kiedyś zadając pytanie pewnej dziewczynie na temat samochodu, jaki
powinien mieć jej facet usłyszałem, że jakieś proste Ferrari, bo
znaczek ładnie wygląda. Zaraz potem tłumaczyła mi działanie lampy,
takiej do utwardzania lakieru do paznokci? Nie wiem, mój mózg przestał
to rejestrować w pewnym momencie, zgubił treść w jej wypowiedzi.

Nie wziąłem tego z bajek, tylko z rozmowy, dosyć luźnej, z osobą
dość młodą, która pomimo braku jakichkolwiek osiągnięć, co do planów
na życie swój przepis miała przygotowany wręcz popisowo.

I teraz ktoś taki spotyka faceta, który ma świetną pracę, pasje,
poukładane w głowie, dba o siebie i się rozwija, a słyszy, że jest po
prostu nudny…

Wkurwiające?

Uczono mnie dbać i szanować Kobiety, nie zawsze mi to wychodziło, a
teraz staram się to kultywować na każdym kroku. Odrobiłem życiową
lekcję.

I wydaje mi się, że jak facet ma do zaoferowania Kobiecie swój czas,
rozmowę na poziomie, która nie schodzi na każdym kroku do tematu
seksu, słucha i pyta, jest ciekawy Ciebie, a przy tym opiekuńczy,
troskliwy, wierny, kochający i potrafi stanąć na wysokości zadania w
każdej sytuacji. No kurwa, to wydaje mi się, że w zetknięciu z litanią
taki wyimaginowanych potrzeb dostaje pierdolca.

Status społeczny przefiltrowany przez media społecznościowe robi z niego gościa do odstrzału.

I ja tutaj też nie uogólniam i nie wrzucam wszystkim Kobiet do worka z
napisem „Nudne księżniczki”, ale z czegoś to się bierze.

A w tym wszystkim prym wiedzie nagłe urywanie kontaktu. Bo tak – i to chyba jedyna odpowiedź.
Zanim ocenisz, poznaj, a kiedy poznasz, to i tak nikt nie daje Ci prawa do tego, by oceniać. Często to mówię.

Warto wiedzieć, czego się chce, ale też to, co ma się do zaoferowania.

Takim rozkapryszonym zachowaniem „małe dziewczynki” sprawiają, że
Kobiety świadome siebie trafią na dupków, na dupków, którzy narodzili
się, bo takie smarkule ich skurwiły emocjonalnie.

Pokazały dno pragnień czysto materialny, kiedy oni pragnęli uczucia,
bo facet też ma uczucia, a to może być nowość dla wielu z Was.

Jednym słowem, a może nawet w kilku słowach, to jak reakcja łańcuchowa.

Ktoś kogoś skurwił, ktoś kogoś potraktował jak kundla i ten ktoś
ocenia teraz świat i Kobiety poprzez wspomnienia poprzednich
doświadczeń.

A zraniony facet milczy. Milczy nie dlatego, że nie czuje nic i próbuje to ukryć przed światem, milczy, bo czuje wszystko i najnormalniej w świecie jest w tym wszystkim zdezorientowany.

Czy jest na to rada? Nie wiem. „Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe” –
to zbyt górnolotne.

Po prostu szanujmy się. Traktujmy innych tak, jak sami chcielibyśmy
być potraktowani.

Może świat się dzięki temu naprawi. Może wartościowe Kobiety, które
utraciły wiarę, spotkają dobry gości, którzy odważą się spróbować
jeszcze raz. I może wreszcie przestanę słyszeć, że faceci to chuje, a
Kobiety to zimne suki.

Mamy to do siebie, że czasami ponosi nas fantazja i obiecujemy kobietom gwiazdkę z nieba, że pokonamy cały świat i sprawimy, że będzie czuła się jak księżniczka każdego dnia, mamy tendencję do obietnic, które są odklejone od rzeczywistości do tego stopnia, że sami w żaden sposób nie potrafimy w nie uwierzyć, ale fajnie brzmią, sprawiają, że ona się uśmiecha, jednak problem polega na tym, że to tylko słowa, a ja uważam, że faceta powinny określać jego czyny. Ewentualnie słowa i obietnice, które jest w stanie zrealizować i spełnić. Bo same słowa to za mało, bo wszyscy przez to cierpimy w ostatecznym rozrachunku.  

Więc może zamiast pierdolić kolejny raz trzy po trzy zamkniemy się wreszcie i zamiast kolejnego słowotoku zaczniemy działać i udowadniać kobietom, że wielkie słowa przegrywają z wielkimi czynami takimi jak pomoc, obecność, rozmowa, słuchanie, oddanie, miłość czy wspólnie spędzony czas.  

I faktycznie wspieraj ją, kiedy tego potrzebuje, trzymaj za nią kciuki, a kiedy będzie chciała porozmawiać bądź obok i wysłuchaj, a potem przytul mocno. 

Może pora zrozumieć, że każda kobieta na świecie do pełni szczęścia nie potrzebuje milionów pustych słów, a tego, żebyśmy byli prawdziwymi mężczyznami, którzy każdego dnia dotrzymują danego słowa, spełniają obietnice, doceniają, słuchają i wspierają. Nie są idiotami, którzy uciekają kiedy pojawiają się problemy, a potrafią stanąć na wysokości zadania i nawet czasami przyznają się do błędów, jeśli je popełnią. I je naprawiają! 

Może pora skończyć z unikami, tanimi tekstami i po prostu, jeśli ona Ci się podoba to wystarczy podejść i zaprosić ją na kawę? Tak, na kawę. Tak jak to kiedyś mieliśmy w zwyczaju robić, zanim media społecznościowe zmieniły wszystko.  

Może warto, trochę w starym stylu, powalczyć i poświęcić czas dla kobiety, która może się okazać właśnie tą jedyną. To nie wymaga nie wiadomo czego. Ona też nie oczekuje od Ciebie supermocy. Ona po prostu chce, żebyś pokazał jej, że Ci zależy i że ona jest ważna. I uwierz mi, kiedy kobieta to czuje, potrafi się odwdzęczyć tym samym. I tak się buduje więzi. Tak się tworzy relacje. Tak się rodzi miłość. 

Przemyśl to…  

Wzajemność. Mógłbym tak zacząć i w sumie zamknąć cały temat związku w tym jednym słowie. Wzajemność. Może dodałbym jeszcze równowaga, bo nie chodzi o to, by dawać z siebie wszystko i nie oczekiwać nic w zamian. Dla mnie związek to nie jest maraton jednoosobowej serii poświeceń, czy egoistycznej pasji brania jak najwięcej. Związek to dwoje ludzi, którzy siebie chcą. Chcą, a nie potrzebują. W tym tkwi dla mnie subtelna różnica, o której często mówię. Każda relacja, w którą się wchodzi jest po to, by dać nam szczęście. Czasem wydaje mi się, że wielu z nas o tym zapomina. Miłość nie musi boleć, nie powinna. Miłość ma dawać nam poczucie bezpieczeństwa, spełnienia i nieść radość. Radość we dwoje.

A w tym wszystkim, by to wszystko zagrało symfonię na cztery ręce potrzeba…

Właśnie…

Szczera rozmowa

To podstawa. Dla mnie wręcz fundament każdej relacji. Rozmawiać trzeba umieć, można się tego nauczyć. Rozmawiać trzeba jak najwięcej. Za taką rozmową dwojga ludzi powinno iść jednak coś jeszcze, mianowicie umiejętność słuchania, zrozumienie i empatia.

Humor i dobra zabawa

Życie to nie tylko sprawy poważne i problemy. Życie to coś więcej niż ciągła gonitwa za swoimi celami. Związek potrzebuje luzu, luzu we dwoje. Uśmiechu śmiechu, gadania o głupotach. Czasu spędzonego na „nic nie robieniu”. To sprawia, że na moment zapomina się o wszystkim i po prostu się jest poprzez śmiech, który jak wiadomo zbliża ludzi jeszcze bardziej.

Wytrwałość i praca

Często o to pytacie, więc w tym punkcie postaram się powiedzieć, o co tak naprawdę mi chodzi. Tak. Związek to jest praca. Każdego dnia. Nie można wierzyć w to, że coś raz zaplanowane będzie zawsze szło zgodnie z tym planem. W życiu bywa różnie, ale to nie znaczy, że należy odpuszczać przy pierwszej lepszej okazji. Wytrwałość to w pewien sposób wypadkowa rozmowy. Związek jak wszystko dojrzewa, czasem coś zaczyna nam przeszkadzać, czasem coś wkurwia, dlatego trzeba o tym rozmawiać i potrafić nad tym pracować we dwoje. W imię wspólnego szczęścia. A wytrwałość jest ważna, kiedy pojawią się chwile zwątpienia. Wówczas to pozwala powiedzieć sobie „jesteśmy razem i nie pokona nas nic”, bo uważam, że skoro poświęciło na coś czas, to warto o to walczyć z całych sił.

Pasja

Nie ma nic bardziej cudownego, jak partner czy partnerka, którzy rozumieją i cenią Twoją pasję. Jeśli drugi człowiek jest Twoim największym kibicem, nie ogranicza Cię w żaden sposób, motywuje, wtedy wygraliście we dwoje.

Wsparcie

Nie wiem czy jest sens tutaj coś tłumaczyć. Chociaż z doświadczenia wiem też, że o prostych rzeczach najłatwiej jest zapomnieć. Musicie być dla siebie oparciem, musicie podawać sobie nawzajem rękę, kiedy któreś z Was się potknie. Tak niewiele, a tak wiele.

Namiętność

Seks jest fundamentem związku, przynajmniej dla mnie. Relacja bez intymności jest niekompletna, czegoś po prostu w niej brak. Moment kiedy dwa ciała łączą się w jedno zbliża najbardziej.

Akceptacja i szacunek

Szacunek to podstawa. Nie oceniasz tylko akceptujesz. Możecie mieć gorsze dni, mogą pojawić się nieporozumienie, ale to nie powinno mieć wpływu na wzajemny szacunek. Akceptujesz też błędy, bo każdy je popełnia i potrafisz wybaczyć. Życie jest długie i czasami zdarzają się upadki. Dojrzały związek potrafi sobie z nimi poradzić. Wierzę w to.

Marzenia

Wspólne marzenia i rozmowa o nich. Realizowanie ich, dążenie do nich. To zbliża, to pozwala poznać się lepiej.

Komplementy

Tutaj chodzi o to, by drugi człowiek wiedział ile znaczy, nie chodzi o to, by mówić je bez przerwy, chociaż to miłe. Chodzi o to, by wzajemnie okazywać sobie to, że jesteście dla siebie ważni. To pomaga, to buduje, to wzmacnia.

Wierzę w to, a przerobiłem to na sobie wielokrotnie, że właśnie powyższe elementy sprawiają, że związek jest spełniony. Oczywiście istnieje jeszcze wiele czynników, które mają na to wpływ, ale myślę, że o tych najczęściej się zapomina w codziennej gonitwie, a one potrafią sprawić, że związek potrafi zachować niepowtarzalny smak cudownej miłości.

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Są dwa rodzaje relacji jakie ludzie tworzą między są, to moje zdanie, nie wszyscy muszą się z tym zdaniem zgadzać.  

Pierwsza to prawdziwy, trwały związek, to w sumie temat na osobny tekst i może kiedyś go poruszę, bo zajęłoby to strasznie dużo czasu. Przez sformułowanie „prawdziwy, trwały związek” mam na myśli świetne porozumienie, rozmowę, akceptację, wzajemny szacunek, dzielenie z drugą osobą zarówno dobrych, jak i złych chwil. Bycie totalne, czasami na granicy szaleństwa. Chodzi mi tutaj o taki związek, w którym wiesz, że jeśli powiesz drugiej osobie prawdę, nawet tą najgorszą to ta osoba nie odwróci się na pięcie i nie odejdzie, bo autentycznie Cię kocha. To taki związek, w którym dawno minął już zakochańczy haj i pojawiła się miłość.  

O tym innym razem. 

Druga relacja, to coś w rodzaju bycia z kimś w przeświadczeniu, że jeśli tylko zrobię coś nie tak, to ta osoba odejdzie i świat mi się zawali.  

To nie jest związek, to jest iluzoryczna mdła sielanka.  

Z doświadczenia wiem, że tkwi w niej zdecydowana większość.  

I ja tego obrazka nie kupuję. 

Jesteś z kimś, jest super, naprawdę, tylko boisz się cokolwiek powiedzieć, co może nie spodobać się drugiej osobie. Znasz to? Związek oparty na strachu? 

Związek, w którym unikacie wszystkiego tego, co negatywne, złe, trudne, a żyjecie ze sobą w miłosnej bańce utkanej z iluzji? I niby jak to ma nie pierdolnąć. CMOK i po wszystkim.  

Jeśli będą z kimś najgłębszym tematem jaki poruszacie to wydarzenia z najnowszego odcinka „Kuchennych Rewolucji” to wiedz, że coś się dzieje, jeśli zamiast rozwijać swoje pasje skupiacie się na kultywowaniu pasji drugiej osoby, to wiedz, że coś się dzieje.  

Jeśli Twój partner łamie sobie zęby, wyrzuca z siebie litry potu na treningach, a Twoim jedynym sportem  jest sprint do fryzjera, bo znowu jesteś spóźniona, to wiedz, że coś się dzieje.  

Udajesz, że jego żarty Cię bawią, a czujesz się jak na podrzędnym kabarecie puszczanym późno w nocy, jeśli Twoja dziewczyna po raz kolejny godzinami nawija Ci o odcieniach szminki, którą potrzebuje…  

Mam wymieniać dalej, czy kojarzysz już ten schemat?  

Może pora powiedzieć STOP tej jałowej imitacji związku?  

Widząc to mam ochotę spytać takie osoby 'DLACZEGO?’, 'PO CO?’. Albo po prostu NA CHUJ. 

Przecież łamiecie sobie nawzajem charaktery, niszczycie się próbując zmieniać na siłę, licząc, że druga osoba się dopasuje.  

Nie, nie dopasuje się, wręcz przeciwnie, coraz bardziej będzie czuła pętlę zaciskającą się na szyi, coraz częściej będzie się stawała agresywna aż w końcu pęknie. Ludzie nie mają tendencji, żeby się zmieniać, szczególnie kiedy trafiliście na siebie kiedy byliście już w miarę ukształtowani.  

Szczerze, to nie wyjdzie. NIGDY! I lepiej się z tym pogodzić i odejść niż starać się na siłę zatracając przy tym siebie.  

Kiedy słyszę kobiety, które mówią, że tkwią w związkach, w których czują się niekochane, niespełnione, a mimo to trwają w tym, bo boją się być same, to chuj mnie strzela. To podejście małego dziecka, które boi się kiedy tatuś puszcza rowerek, gdy uczy się na nim jeździć. Jest taki moment w dzieciństwie prawda? Masz wtedy dwie opcje, albo pojedziesz, albo się wypierdolisz i pozdzierasz kolana. W prawdziwym związku jedziesz, w mdłej sielance leżysz i ryczysz i mówisz, że już nigdy nie wsiądziesz.  

Faceci mają podobnie, są z dziewczyną, która jest od nich zupełnie inna, nie mają o czym rozmawiać, raz na jakiś czas trafi się dobry seks i jedynym argumentem jaki potrafią podać to to, że przecież on już nikogo lepszego nie znajdzie, więc po co coś zmieniać. 

To wszystko prowadzi do tego, że po dwudziestu latach pseudomałżeństwa następuje pierdolnięcie, które wywraca wszystko do góry nogami. Tsunami emocjonalne, walka na noże i setki rannych wkoło.  

Nie wiem skąd w ludziach taka kurewska przypadłość starania się bycia idealnym dla wszystkich. Pamiętaj! Jeśli chcesz pasować każdemu, to w efekcie nie pasujesz nikomu i chuj, tutaj nie ma dyskusji.  

Związek, dla mnie, to jest zdanie autora tego tekstu, związek to przede wszystkim szczerość. Mówienie sobie prosto w oczy o tym, co nas w sobie zachwyca, co cenimy, co nas pociąga na równi z tym co nas wkurwia, co byśmy zmienili. Unikając tego, traktujemy się jak dzieci trzymane pod kloszem, broń Boże, żeby się nie poobijać, bo druga osoba może poczuć się zraniona. Związek to emocje! Robiąc tak odzieramy się z pikanterii i tego wszystkiego co scala nas w jedną całość. Kurwa, kochajcie się tak, żeby sąsiedzi 'po’ wychodzili na fajkę, kurwa lubię to zdanie, kłóćcie się tak, żeby latały talerze, non stop rozmawiajcie o tym, co możecie zrobić, żeby było jeszcze lepiej.  

WARUNEK NIEZBĘDNY – SZCZEROŚĆ! Widać, co napisałem? S-Z-C-Z-E-R-O-Ś-Ć! 

Dwa zdania dla przykładu.  

Nie bój się powiedzieć: 

Podobasz mi się szalenie, mam na Ciebie ochotę. 

Albo…

Ja pierdolę co Ty znowu kurwa odjebałeś, jak kurwa dziecko! 

AKCEPTACJA 

Bierzesz mnie takiego/taką jaka jesteście i działamy razem, albo odpuśćmy już na starcie, bo jeśli mamy się zmieniać to nie tędy kurwa droga. Szkoda czasu! 

Jeśli całe życie spędzasz na zastanawianiu się czy on/ona jest szczęśliwa, na myśleniu o tym, co druga osoba o Tobie sądzi, jeśli poświęcasz cząstkę siebie ponad dobro drugiej osoby, to odpuść. 

Czasami trzeba, nie pasujecie do siebie. Musicie się rozstać w imię szczęścia, które jest dopiero przed wami. 

Masz wybór. Możesz całe życie starać się zadowalać kogoś poświęcając swoje szczęście, tworzyć z kimś historię pisaną jego długopisem, albo odejść, wziąć ołówek, poznać kogoś kto też dobrze szkicuje i stworzyć wasze dzieło życia. 

Może wielu z was się teraz zastanawiam nad swoim związkiem, może wielu uzna to za pierdolenie. Rozumiem to. Zdaję sobie z tego sprawę, to moje zdanie,  a ja lubię jak coś jest na 100%. 

Może to nie do końca mój pogląd, chociaż po części pewnie tak, bo ostatnio razi mnie to w oczy zupełnie tak samo jak słońce wpadające do sypialni o poranku. I to by było na tyle, jeśli chodzi o piękne porównania w tym tekście.  

Im częściej rozmawiam z kobietami, a rozmawiam dużo i to na wszystkie możliwe tematy, tym więcej słyszę opinii o tym, że faceci się w obecnych czasach dosłownie rzecz ujmując się zjebali.  

Tak, słyszę już ten piskliwy krzyk i wszystkie groźby, które teraz lecą pod moim adresem, ale panowie, trochę pokory i obiektywizmu.  

I nie chodzi mi tutaj o wygląd, tylko bardziej o zachowanie i zasady, które gdzieś przeminęły wraz z kurczącymi się jajami, które większość straciła. I tu nie chodzi nawet o moje zdanie, tu chodzi o to, co widzą i mówią kobiety. Jakość, a bylejakość. Kiedyś faceta określały zasady jakimi się kierował w życiu, priorytety, pewność siebie połączona z szacunkiem do kobiet i dotrzymywaniem danego słowa, a teraz, teraz to chuj wie o co chodzi, bo na każdym kroku kobiety spotykają wiecznych chłopców, bardziej zapatrzony w siebie niż w nie. Rozczulające się nad sobą imitacje, ciągle niezadowolone z życia, skupione na sobie, z ego tak wybujałym, że kurwa nie podchodź, z totalnym brakiem ambicji i ofiarowania czegokolwiek od siebie w walce o kobietę. Z ciągłym nastawieniem, jak nie ta to inna, bo ta kobieta jest zbyt trudna, tej trzeba poświęcić czas, a tępe idiotki są prostsze w obsłudze, dodatkowo zawsze można je zmienić na inny model. Nie mówię, że wszyscy tacy są, daleki jestem od uogólniania, ale jak przysłuchuję się w różnych miejsca rozmowom gości, których wygląd i słownictwo dalekie są od jakichkolwiek powyższych standardów, to nawet mnie szlag trafia na miejscu. A już najbardziej w tym wszystkim rozwalają mnie goście, którzy przekrzykują się nawzajem w ocenach, że której to oni by nie przelecieli, co by z nią nie zrobili i w ogóle jacy to oni są kurwa zajebiści. A ja się pytam: Jak kurwa? W jaki sposób? Czym ty byś te wszystkie kobiety do siebie przekonał? Czteropakiem piwa i obietnicą świetlistej przyszłości przed telewizorem?  

Może strzelam sobie w kolana takimi osądami, może nie mam racji i kobiety wręcz przeciwnie tęsknią za takimi „przewidywalnymi domatorami”, może wszystkie kobiety, z którymi rozmawiam się mylą?  

Tylko z drugiej strony jak ja, wierząc w to, że o miłość trzeba dbać, a jeszcze wcześniej o nią walczyć i pielęgnować każdego dnia. Jak ja, który wierzy, że w związku liczy się rozmowa, szacunek, zaangażowanie, a nie spoczywanie na laurach, mam się na coś takiego nie wkurwiać. Jak mam nazywać kogoś facetem, kto woli spędzić wieczór z kumplami, zamiast zabrać swoją dziewczynę na kolację, zamiast kupić jej kwiaty od czasu do czasu (już nie zakładam, że przynajmniej kilka razy na tydzień) kupuje kolejną kratę piwa, jak mam mówić do gościa, który nie słucha, co ona ma do powiedzenia, nigdy nie pyta o to jak jej minął dzień, czy jest szczęśliwa, który zapomina ją przytulać, całować i nie podtrzymuje w niej pewności, że zawsze może na niego liczyć. I tu nie odpowiem na to pytanie, czy to mężczyzna czy po prostu dupek, bo dla mnie odpowiedź jest oczywista.  

Dla kobiet, z którymi rozmawiam też. I tutaj nie chodzi o wiek, tylko o pewnego rodzaju dojrzałość, która przychodzi z wiekiem, a u niektórych nie przychodzi wcale.  

A najbardziej boli mnie w tym wszystkim to, że kobiety straciły już wiarę w mężczyzn, takich prawdziwym z charakterem i zasadami. Że teraz oni mają przejebane po całości, że teraz w zalewie tych wszystkich egocentryków, taki gość traktowany jest jak eksponat na wymarciu i wszystkie kobiety reagują tak samo – NIEDOWIERZANIEM i ZWĄTPIENIEM kiedy ktoś taki się pojawi obok. 

I znam wiele cudownych kobiet, pewnych siebie, które już po prostu mają dość spotykania po raz kolejny „samca alfę” za trzy grosze, który spokojnie kwalifikuje się do objęcia programem specjalnej troski. A jednocześnie przecierają oczy ze zdumienia kiedy pojawi się obok nich prawdziwy facet, który jasno mówi czego chce i o niej walczy.  

Coś się nam to wszystko popierdoliło do góry nogami. I jeśli szybko czegoś z tym nie zrobimy, to wkrótce to kobiety zaczną nosić facetów na rękach…  

Czy można żyć na granicy szaleństwa, na 100%, nie tracą przy tym siebie, a ponadto mieć obok siebie kogoś na kogo zawsze moglibyśmy liczyć?  

Odpowiedź dzisiaj dla mnie jest jasna: MOŻNA. 

Warunek jest jeden. Trzeba mieć dobrze poukładane wszystko w głowie, żeby to szaleństwo przeżyć, żeby się nie spalić i żeby być oparciem dla osoby, która jest dla nas całym światem. Życie to tylko suma momentów, wynikowa wszystkich tylko dobrych i złych chwil, iloraz doświadczeń dzielony przez nasze wartości i to, czym się w życiu kierujemy. Jest milion dróg, setki błędnych drogowskazów i niezliczona ilość osób, które zawsze w każdym momencie naszej wędrówki będą usilnie tłumaczyć nam, co robimy źle. Problem polega na tym, że oni sami nie robią nic.  

Życie tak naprawdę jest krótkie, w porównaniu z wiecznością to tylko pewien nieznaczący nic wycinek w czasoprzestrzeni. I ja, Ty pewnie też, w pewnym momencie zrozumiesz, a może tak jak ja zrozumiałeś/aś, że nie warto tracić tak cennego czasu na setkę chujowych spraw, które niczego do niego nie wniosą. Tym bardziej szkoda go tracić na setkę jebniętych „złotodoradców”. Czas to wartość, czas to waluta, którą dysponujemy. 

I ja chciałbym wydawać go z rozmachem, ale tylko wtedy kiedy wiem, że będzie to dobra inwestycja. Nie chciałbym już marnować go na byle jakie przyjemności, na robienie czegoś na siłę, na relację, która jest pozorna, na 50%, bo tak ma być. Gówno prawda, tak być nie musi. To Ty podejmujesz decyzję. Ktoś powiedział mi kiedyś, że jeśli przejdziesz przez ogrodzenie i zostaniesz pogryziony, to pogryzł Cię pies, jeśli zrobisz to drugi raz, to tak naprawdę sam się pogryzłeś. Uświadomienie sobie tego zmienia całą perspektywę. Pokazuje tunel możliwości jakie masz i jak je tak naprawdę wykorzystujesz.  

Możesz ŻYĆ, albo może się przez to życie prześliznąć bez większych emocji, w kapsule bezpieczeństwa, z zapiętymi pasami i w zwolnionym tempie.  

A ja chciałbym wszystkiego doświadczyć i jestem w stanie zaakceptować konsekwencje tego doświadczania.  

Najtrudniejszą rzeczą w życiu jest zaakceptować, że nie musimy się w nim godzi na chujowe sprawy, które zaprzątają nam głowę. Łatwo powiedzieć? Nie, zajęło mi to 28 lat zanim to do mnie dotarło.  

I nieważne czy chodzi o biznes, miłość, pracę, przyjaźń czy cokolwiek w co wierzysz.  

W miłości przede wszystkim nie warto godzić się na związek z kimś, kto tak naprawdę nie zrobiłby dla Ciebie nic w momencie kiedy trzeba byłoby zrobić wszystko.  

Walka, i jestem w tym bardzo uparty, bardzo konsekwentny i wielu powie, że głupi, że przesadzam. Jednak tak, o miłość się walczy, a potem całe życie się ją pielęgnuje.  

Dzisiaj nie zmarnuję ani jednej sekundy na kogoś, w kogo nie wierzyłbym bezgranicznie, komu nie ufałbym całkowicie. To nie ta bajka, nie moja piaskownica. Jak kochać to na całego, do krwi. Niech to będzie miłość tak gorąca, że pocałunki pozostawiają ślady poparzeń na skórze, Niech wgryza mi się w szyję i niech pozostają mi blizny po jej paznokciach na moich plecach. Niech będzie dla mnie jak zastrzyk z dopaminy w korę mózgową. Wszystko w myśl zasady – kochaj mnie, przeleć mnie, mów do mnie, uwierz we mnie.  

W miłości teraz nie pozwolę sobie na tanie kompromisy, bezpodstawne zapewnienia czy debilne obiecanki. Już nie. Jesteś, więc bądź całkowicie, tak żebyśmy z czasem zapomnieli, gdzie zaczyna się jedno, a kończy drugie.  

Jeśli komuś to odpowiada to zapraszam. Nie boję się już mówić, co myślę, co czuję, czego chcę. To świadome decyzje, przemyślane wybory, pozytywne myśli.  

Jesteś obok, wymagasz uwagi, chodzisz mi po głowie pozostawiając wgniecenia w moim mózgu, więc nie dziw się, że będę próbował Cię złapać, złapać i już nie wypuścić i czas poświęcony na to, to nie jest czas zmarnowany. To nasz czas, czas, który inwestujemy w siebie, w nas i zobaczymy gdzie nas to zaprowadzi, bo dokądś nas to prowadzi i nie mam zamiaru się przy tym rozmieniać na drobne. Odpowiada Ci to, więc BĄDŹ. 

W życiu nie ma idealnych momentów, żeby kogoś spotkać. Czekanie i wierzenie w to, to bajki z komedii romantycznych, których nikt nigdy nie ogląda do końca. Przynajmniej nie ja. 

W życiu chodzi o to, żeby działać, żeby samemu sobie te momenty tworzyć.  

Dlaczego kobiety nie są dość dobre dla siebie!  

I to wcale nie będzie tekst wychwalający kobiety, wbrew pozorom.  

Chociaż… 

Mogę to powiedzieć na głos i mogę się na temat kłócić z każdym, ponieważ uważam, że kobiety są lepsze od mężczyzn. To kwestia paru prosty rzeczy, odpowiednia kobieta u boku mężczyzny sprawia, że on może więcej, paradoksalnie staje się lepszy. Czemu tak się dzieje? Tego nie wiem. Czy tak jest? Wystarczy spojrzeć.  

Kobiety to jeden wielki ZWIELOKRATNIACZ tego, co od nas otrzymują.  

Z doświadczenia wiem, że męskie rozmowy w szatni na siłowni, czy przy piwie to raczej nie są górnolotne poematy na tego kobiecej psychiki. Sądzę, że kobiece rozmowy również nie należą do takich, w których jakikolwiek facet chciałbym uczestniczyć, ponieważ albo by się załamał, albo zdziwił. Albo albo. 

Żyjemy w dość pokręconym świecie, w którym status kobiety samodzielnej dalej wzbudza sarkastyczny uśmiech na ustach wielu, najśmieszniejsze jest to, że wzbudza uśmiech na ustach i kobiet i mężczyzn.  

Czasy się zmieniają, czas płynie naprzód i kto kurwa wbił kobietom do głowy, że zdrowy egoizm i chęć czegoś więcej od życia to coś złego? Zdrowy egoizm – to tutaj jest istotne.  

Dlaczego przyjęliśmy, że kobieta to płeć słaba i nie radząca sobie w życiu. Znam wiele kobiet, znaczna część z nich jest bardziej zaradna od moich kumpli i w kilku kwestia naprawdę mogłaby ich zawstydzić.  

I tutaj pojawia się pewien paradoks. Wpadamy ze skrajności w skrajność, bo albo wielbimy kobiety-księżniczki, które od życia absolutnie nie chcą niczego poza adoracją, wakacjami, prezentami i słit-fotkami na Insta, albo trafiamy na kobiety silne, odnoszące sukcesy, które wiedzą czego chcą i nie boją się po to sięgnąć.  

Paradoks polega na tym, że w pierwszym przypadku faceci w miarę potrafią się zachować, w drugim totalnie im odpierdala, ponieważ nie ma instrukcji obsługi, to młody wzorzec i nikt nie wytłumaczył jak postępować z kobietą, która tak naprawdę Cię nie potrzebuje, ale jeśli ją zainteresujesz to najzwyczajniej w świecie będzie Cię chciała obok, świadomie i to najlepsze uczucie jakiego możesz doświadczyć w życiu.   

Dlaczego nikt nie wpoił kobietom tego, że warto mówić o swoich potrzebach głośno i stanowczo, zarówno w seksie jak i w związku, po prostu w życiu.  

Czemu nie uczymy kobiet egoizmu względem własnych potrzeb, nie słuchamy, nie rozmawiamy? Czemu w związkach nie stawiamy na zdrowy egoizm w stylu „kocham cię, ale daj mi przestrzeń dla mojej pasji, dla chwili wyciszenia, a potem znów będę cieszył się tylko tobą”. 

Kobiety są silniejsze od nas, psychicznie rozwalają nas na łopatki, bo kobieta potrafi żyć w związku, w którym jest niekochana, niedoceniania i wręcz pomiatana i robić to z taką pasją, że gdyby nie uważał tego za głupotę, to na moment bym się zachwycił. Kobiety mogę znieść dużo więcej w imię wyimaginowanej teorii „on się jutro zmieni’ i latami stać pomiędzy zuchwałym, lecz cichym, 'zostaję’, a pełnym wkurwienia 'nigdy więcej’. 

Po drugiej stronie barykady stoją kobiety pewne siebie, są same, ale nie są samotne, straciły wiarę w to, że ktoś będzie je w stanie ogarnąć, czasami złapać za włosy i przyciągnąć do siebie, ktoś, kto będzie je trzymał w pionie i z kim wspólnie będą mogły cieszyć się wspólnymi sukcesami.  

Żyją w przekonaniu, że lepiej mieć kota, kurwa kota, nawet chomika niż szukać mężczyzny w oceanie pełnym chłopców. 

Z reguły mam w dupie społeczne nakazy i zakazy. Chciałbym, żeby każdy żył po swojemu. Bardzo nie lubię łatek, tych przyklejanych nam przez innym i tych, które kleimy sobie rano w lustrze sami. To wszystko komplikuje, z łatwością komplikujemy sobie najprostsze sprawy. Niekończąca się litania uśmiechów ponumerowanych zgodnie z dniem tygodnia, ułożonych frazesów na wypadek spotkania kogoś znajomego i robienia dobrej miny do złej gry, chociaż z tyłu wszystko mi się wali, to nie powiem, że jest ok.  

Idą powyższym tropem facet staje przed dylematem – księżniczka – 'zabiorę Ci wszystko, bo mi się należy’ – kobieta niezależna – 'niczego od ciebie nie chcę. Dam sobie radę.’ 

Patrząc z perspektywy kobiety – facet – cześć maleńka postawić ci drinka, a potem skoczymy na wczasy – albo i tutaj brakuje mi tekstu, bo zazwyczaj boimi się podchodzić do takich kobiet niezależnych… tylko dlatego, że rozmowa wymaga wysiłku, inteligencji, nie będzie łatwa, relacja będzie wymagała czasu, budowania, a nie każdy może temu sprostać.  

Brakuje mi tutaj środka. Czegoś w stylu „Ok, podobasz mi się, staraj się o mnie, interesujesz mnie, więc tego nie spierdol”, w opozycji do „poznałem wartościową dziewczynę, lubię z nią rozmawiać, ona potrzebuje uwagi, jest inteligentna i chciałbym ją widywać tak często jak często mi na to pozwoli, bo wiem, że potrzeba na to czasu, to ona jest warta każdej sekundy’.  

Mam wrażenie, że większość ludzi żyje w świętym oczekiwaniu na to, aż ktoś powie im jak mają żyć.  

Odpowiedź jest prosta: Jak wam się kurwa podoba! 

Podoba Ci się? – Napisz do niej! 

On Ci się podoba? – No kurwa patrz powyżej – i nie przejmuj się tym, co kto pomyśli.  

Zacznijmy żyć, a nie myśleć o życiu jakie chcielibyśmy mieć, bo któregoś dnia się obudzimy i będziemy przejebanie w dupie z czasem, który pozostał. I do tego będziemy sami. 

Kiedyś mówiłem, że jak kochać to księżniczkę, jak kraść to miliony. Pomyliłem się, kurwa dzisiaj posypuję głowę popiołem, mogę na kolanach udać się na pielgrzymkę w worku pokutnym i biczować się za głupoty jakie siedziały mi w głowie. Bo, teraz wiem, że milion lepiej smakuje jak sam go zarobisz, tak, da się. A księżniczki są przereklamowane, bo całe życie siedząc w swojej wieży i monotonnie czekając na księcia z bajki tak naprawdę nie znają życia i nie potrafią zainteresować mnie niczym, totalnie niczym.  

Teraz, w pełni świadomy swoich słów jestem przekonany, że najbardziej fascynujące kobiety stanowią wyzwanie, są wyzwaniem. I częściej niż kiedyś mam wrażenie, że piękne, inteligentne kobiety mają problem ze znalezieniem faceta, który na nie najzwyczajniej w świecie zasługuje. Są już tym po prostu zmęczone. Oklepanymi hasłami powtarzanymi przez bandy dupków na imprezach, czy knajpach, intrygami pseudo-koleżanek i tym, że świat jest pełen idiotów, którzy jedyne czego szukają to chwili seksu i żadnych pytań po.  

Dojrzała i świadoma siebie kobieta, jeśli będziesz miał kiedyś to szczęście i ją spotkasz, to jednym z niewielu wymagań jakie będzie przed Tobą stawia to po prostu to, żebyś nie był idiotą i potrafił po męsku pokazać jej, że ją chcesz, że jest najważniejsza i dla Ciebie jest całym światem. Nie, nie powiedzieć, bo słowa to  tylko słowa, pokazać – to istotna różnica w tym wszystkim.  

Kobiety, które są wyzwaniem najczęściej są same, bo po prostu nie chcą spierdolić sobie życia z pierwszym lepszym skurwysynem, który jedyne co może im gadać to stek kłamstw opakowany w kolorowe hasła, kwiaty i parę prezentów, a kiedy przyjdzie moment, żeby zachować się jak mężczyzn to go nie ma. 

Mnie to nie satysfakcjonuje, ja chcę więcej. Chcę mieć świadomość, że żeby coś w życiu docenić to trzeba się o to wyjątkowo mocno starać, a to co podane na tacy szybko się nudzić.  

Różnica widzisz?  

Mało facetów zauważa takie kobiety w swoim otoczeniu, a nawet jeśli, to w ostatecznym rozrachunku wybierają idiotki, ponieważ ich instrukcja obsługi je dużo prostsza. Wystarczy znać kilka dobrych knajp, mniej więcej pamiętać kiedy w ich kalendarzu są terminy wizyt u kosmetyczki czy fryzjera i ciągle je czymś zaskakiwać, najlepiej drogim czymś. 

Jak już trafiają na kobietę, która jest pewna siebie, seksowna, inteligentna i wie czego chce od życia to odpuszczają, bo ona wymaga czasu, uwagi, nie zadowoli ją byle jaka rozmowa, czy dobrze dobrany garnitur, bo to nie ta bajka. Ona naprawdę nie wymaga od Ciebie zbyt wiele, kilku prostych zasad i bycia facetem, którym pokaże jej, że jest dla niego wszystkim i to nie jest tylko pusty frazes.  

I mam wrażenie, że takie kobiety straciły już bezpowrotnie wiarę w mężczyzn, w to, że naprawdę są jeszcze goście, którzy tak jak nasi dziadkowie gotowi byli za nie zabijać, którzy słowa takie jak honor, lojalność, miłość, wierność mieli wytatuowane i mocno zakorzenione w głowach, bo facet to facet, a kobieta ta jedyna zasługuje na wszystko, co najlepsze.  

Dlatego teraz chciałbym wreszcie powiedzieć, że może staroświecko, naiwnie czy nawet zabawnie chciałbym bardzo, choć nie wiem, czy mi się uda, przywrócić kobietom wiarę w Mężczyzn, czy mi się uda, tego nie wiem.  

Wiem, że kobiety, o których piszę nie będą szukały chwilowych uniesień, nie będą wierzyły w byle jakie słowa czy gesty. One tego nie potrzebują. Oferta tanich złudzeń to nie ich bajka, to one są świadome siebie i swojej wartości. Mają klasę, taką wiesz, ze starych filmów puszczanych o 3 w nocy, gdzie on biegł za nią w deszczu, a ona tak naprawdę nie potrafiła uwierzyć w to, że ją chce. A to jest możliwe.  

Dzisiaj chciałbym poznać, a może już poznałem kobietę, która wejdzie mi pod skórę, zakocha duszę i wgryzie mi się głęboko w umysł. Taką, która będzie mnie chciała, ale nie będzie mnie potrzebowała. Bo prawdziwa kobieta Cię chcę, a nie potrzebuje i to jest subtelna różnica, która zmienia wszystko. Taką, z którą będę mógł rozmawiać do rana i kochać się w każdym miejscu i o każdej porze, taką, z którą nawet milczenie będzie egotycznie podniecające i której mógłbym o wschodzie słońca opowiadać różne historie, a ona będzie się śmiała i powtarzała, że jestem „wariat”. Taką, o którą będę musiał walczyć i która zanim mi zaufa pójdzie ze mną na 30 randek i której mogę rano przynosić kawę do łóżka i zostawiać listy i mogę ją gonić w deszczu i całować każdą kroplę z jej twarzy i razem będziemy niemożliwi. Taką, która wymaga uwagi, potrzebuje czasu, żeby pokochać i taką, która będzie moją codzienną inspiracją i muzą.  

I ja wierzę w jej istnienie.  

Więc może warto przeanalizować i zastanowić się dlaczego łatwiej wybierać nam tępe idiotki, które dobrze wyglądają na zdjęciach w Insta, a nie poświęcimy czasu i uwagi i całej energii na zdobycie kobiety, która będzie na całe życie, która razem stworzy coś tak trwałego, że wręcz niemożliwego.  

Dlaczego odpuszczamy kiedy coś wymaga czasu? 

Dlatego jak już ją spotkasz i wtedy kiedy ja ją spotkam, zachowaj się jak facet po męsku, powiedz, że ją chcesz. Weź za rękę i uświadom jej, że nie interesuje Cię nikt poza nią i że potrzeba dużo czasu zanim Ci uwierzy, ale Ty na nią poczekasz. I daj się ponieść temu, co ona może Ci ofiarować. Szanuj i kochaj i bądź w tym wszystkim facetem, a nie pizdą z baru szukającą seksu na jeden wieczór.  

Milczymy, bo nam tak wygodniej… 

Popełniałem ten błąd setki razy, przyznaję. Kurwa zanim zrozumiałem, że to najbardziej wkurwiająca rzecz na świecie, zanim ktoś wbił mi do tego jeszcze nieskalibrowanego umysłu, że warto w związku rozmawiać, bo to potrafi naprawić wszystko. Musiałem żyć w tej nieświadomości wzorców wpajanych mi do głowy przez telewizję, innych ludzi, znajomych do tego stopnia, że wziąłem je jak swoje. Wdrukowanie, czyli przejęcia wzorca od innych osób. Tym wzorcem było to, że facet nie rozmawia o uczuciach, częściej milczy niż mówi i w pewnych sytuacjach po prostu wychodzi. Z tym, że facet na co dzień milczy to mogę się trochę zgodzić, bo jak patrzę na pary, gdzie koleś idzie ze swoją powiedzmy to „dziunią” i jest tak nadmuchany, że rozsadza mu policzki to się nie dziwie, że nie może mówić, on po prostu ma całe powietrze w sobie, żeby klata lepiej wyglądała.  

Wracając do prawdziwego życia.  

Kobiety to znają, kobiety to wkurwia, a my faceci dalej nic z tym nie robimy.  

I tutaj pora uświadomić sobie jedną istotną rzecz, że kiedy kobieta krzyczy to jest dobrze, naprawdę, jeszcze Cię kocha, są emocje zależy jej, jeśli rzuca talerzami to jest jeszcze lepiej, ale kiedy zaczyna milczeć to koniec. Odpuściła, miłość przepadła, żar wygasł, ktoś wyrzucił popiół. 

Znam gości, którzy potrafią rozmawiać w swoich związkach o problemach, o potrzebach, oczekiwaniach, mają też umiejętność słuchania kobiet, a to rzadkość, naprawdę. To są dobre związki, fajne relacje, czuć chemię w powietrzu. 

I to nie o nich będzie ten tekst.  

Odkąd pamiętam słyszałem w domu, że lepsza najgorsza prawda niż kłamstwo, słyszałem, że należy szanować i chronić kobiety za wszelką cenę, bo tak postępują mężczyźni. Słyszałem też, że jak mężczyzna powie kobiecie, że ją kocha, to na zawsze i nie ma takiej siły, która może sprawić, że coś się zmieni, że jak przychodzą problemy to się rozmawia, że jak się komuś ufa, to ufa się bezgranicznie, że jak decydujesz się z kimś być to w chwilach kryzysu zamiast odpuszczać zaczynasz walczyć mając w głowie to, dlaczego zdecydowałeś się być właśnie nią. Paradoksalnie zrozumiałem to dopiero niedawno. Chociaż moja babcia i mama dzień w dzień jak zdarta płyta wpajały mi wartości, za które teraz im dziękuję, chociaż wtedy miałem je za nic. One wciskały mi to do głowy, a mój tata bez zbędnych słów swoim zachowaniem udowadniał mi, co się w życiu liczy.  

I jak teraz rozglądam się po ludziach to tęsknię. Bo dla mnie słowa miłość, szacunek, honor, lojalność, przyjaźń, prawdą są jak przykazania, potrzebowałem czasu, żeby je przyswoić, chociaż miałem je na wyciągnięcie ręki w domu rodzinnym, ale jak widać każdy musi przejść swoją drogę zanim zrozumie co jest ważne.  

Gdzie są czasy, bo może urodziłem się za późno, kiedy tak jak nasi dziadkowie mężczyźni byli w stanie bić się o swoje kobiety, kurwa, ginąć za nie. Gdzie się podziała miłość aż po grób, że Cię nie opuszczę aż do śmierci, w zdrowiu i w chorobie, teraz przysięga małżeńska powinna brzmieć „i będę się kochał tylko z Tobą aż do śmierci”.  

A dzisiaj łatwiej jest odpuścić, pomilczeć, bo jej przejdzie itp. Debilizm. 

Kurwa, facet to facet i powinien brać odpowiedzialność za swoje decyzje i czyny, a przede wszystkim powinien liczyć się z ich konsekwencjami.  

Milczenie to nie jest rozwiązanie, to ucieczka, a facet nie może uciekać, po prostu nie może.  

I już wiem czemu tak jest. Bo dla większości facetów, nie mówię tutaj o mężczyznach tylko o facetach, którzy jeszcze nie dorośli, a próbują bawić się w życie, takie postępowanie jest najzwyczajniej wygodniejsze. Komfort milczenia.  

Uczono mnie, że jak coś spierdolisz to masz się do tego przyznać, przeprosić i porozmawiać jak to naprawić, że nie ma innej opcji, że tak postępują mężczyźni! PONOSZĄ KONSEKWENCJE SWOICH DECYZJI.  

A mnie się wydaje, że obecne czasy są pełne przerośniętych chłopców, którzy nie dość, że nie radzą sobie z kobietami, to jeszcze uciekają przed problemami, mają kłopoty z podejmowaniem decyzji, a największy problem mają z samymi sobą. Kurwa! Gdzie się nie spojrzysz to tak jakbyś widział kolejny sezon ZAGUBIONYCH. Niedojrzali emocjonalnie udający dorosłych, prężący muskuły przed lustrem na siłowni, a jeśli trzeba stanąć na wysokości zadania i faktycznie pokazać, że jest się mężczyzną, to nagle brakuje języka w gębie, a wzrok nerwowo szuka wyjścia awaryjnego.  

Jednak nie mówię tutaj o wszystkich. Nie generalizujmy. 

Znam kilku fajny facetów, a pewnie jest ich więcej, którzy zamknęli się w sobie, bo trafili w życiu na nieodpowiednie kobiety i one skurwiły im rzeczywistość na lata, i oni może już nigdy nie powiedzą nigdy nikomu co czują. Chociaż po zastanowieniu to temat na osobny tekst.  

Więc kiedy milczenie wkrada się do waszego związku to najnormalniej w świecie weź swojego faceta za pysk, przypierdol nim o ścianę i daj jasno, naprawdę jasno do zrozumienia, że nie masz zamiaru żyć z kimś, kto ucieka kiedy pojawią się problemy, więc może wybierać. Związek to walka, walka zespołowa i wspólne stawianie czoła przeciwnościom.  

Świat jest pełen obietnic rzucanych na wiatr i rozwiewanych na wszystkie strony świata. Świat też jest pełen ludzi, którzy tracą czas w pogoni za obietnicami innych. 

Próbujemy nawzajem rozkodowywać słowa innych i przekonujemy się w głębi serca, że teraz będzie inaczej, że teraz wszystkie słowa przyniosą spełnienie. Tak nigdy nie będzie, ponieważ ludzie upodobali sobie do przesady to, że bez konsekwencji mogą powiedzieć już wszystko, wszystko wszystkim.  

Wmawiamy sobie z masochistyczną celnością wymierzoną w samych siebie, że teraz będzie inaczej. Otóż nie, nie będzie. I najwyższa pora to zrozumieć i zacząć żyć.  

Tłumaczymy się sobie nawzajem. Ona nie dzwoni, bo może nie ma czasu, on może musiał zostać dłużej w pracy, ona jest przestraszona, on nie jest gotowy na związek, boi się, cierpi, nie czuje, czuje za dużo. Pierdolenie. 

Miliony razy, na miliony różnych sposobów próbujemy rozłożyć na części pierwsze najprostszy komunikat jaki może dać nam druga osoba. A odpowiedź jest zupełnie prosta. Kiedy komuś zależy, to zawsze znajdzie dla Ciebie czas. Napisze, wyśle smsa, znajdzie chwilę, żeby się z Tobą zobaczyć. Proste?  

A my kolejny raz łudzimy się, że słowa dają pewność realizacji.  

Logicznie patrząc. Bo wszystko oparte jest na banałach. 

Ktoś nas olewa od dłuższego czasu, nie odpowiada, nie odzywa się, zero wiadomości to komunikat brzmi: Mam Cię w dupie albo nie znaczysz zbyt wiele dla mnie. Prawda?

Jeżeli komuś na Tobie zależy, jeżeli szuka kontaktu z Tobą, to zawsze znajdzie jebane 60 sekund, żeby coś do Ciebie napisać. Chociażby to miało być głupie: Oddzwonię potem, przepraszam jestem w pracy. Taki sms to 15 sekund pisania. 15 sekund! W czasach, w których na przeglądanie Instagrama tracimy godziny dziennie. Przestańmy łapać się z dziecinną naiwnością na bzdury, którymi karmią nas ludzie, którzy w żaden sposób nie widzą w nas kompanów do czegokolwiek, którzy widzą w nas zapychaczy czasu kiedy akurat się nudzą, którzy piszą tylko wtedy kiedy akurat ich ktoś olał i my jesteśmy pod ręką, bo szkoda naszej energii. Mojej, Twojej, naszej. Na chuj jałowe relacje, które są od czasu do czasu, które trwają 15 minut i urywają się na miesiące?  

Czas to dzisiaj wartość bezcenna, ofiarowując drugiej osobie swój czas podświadomie mówisz: ZALEŻY MI NA TOBIE.  

Banalne, bardzo banalne, jednak dla wielu z nas to ciągle czarna magia.  

Wszystkie piękne słowa nauczyliśmy się z wystudiowanym uśmiechem rzucać nawet najbliższym prosto w twarz.  

Tęsknię, kocham, dziękuję, potrzebuję, doceniam, czekam.  

Kurwa nie, tak to nie działa. 

Jak się tęskni, to się robi wszystko, żeby zobaczyć drugą osobę.  

Jak się kocha, to się to okazuje każdego dnia. Tak, każdego dnia robi się tej osobie prywatne Walentynki. 

Jak dziękujesz, to się odwdzięcz.  

Jak potrzebujesz, to chuj, nie potrzebuj tylko naucz się wspierać i dbać o samego siebie, bo w związku się trzeba WSPIERAĆ, a nie potrzebować!!! 

Jak doceniasz, to zrób coś dla drugiej osoby. 

Jak czekasz? To kurwa nie czekaj tylko do niej/niego jedź! 

Przestańmy się łapać na promocyjne obietnice i słowa tak tanie, że nawet w Biedronce nie znajdziesz tak niskich cen… 

Szanując siebie sprawimy, że inni zaczną nas szanować! 

Masz pytania? Napisz e-mail

info@tomeknawrocki.pl

Ważne linki

Zapraszam do moich Social Mediów
na Facebooku, Instagramie i TikToku

© 2025 Tomasz Nawrocki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt: Kruku.net

Zgarnij rabat!
Zapisz się do naszego Newslettera aby otrzymać
kod rabatowy 15%.
    ZAPISZ
    Zapoznałam(em) się i akceptuję
    regulamin i politykę prywatności