Zastanawiałem się, jak zacząć ten tekst. Tekst, który chodzi, a raczej przechadza mi się po głowie od dłuższego czasu… I chyba dalej nie wiem… Jednak…

Let’s go!

Żyjemy w czasach, w których niektórzy uważają, że wszystko można kupić. To całkiem możliwe, ale z drugiej strony, żeby coś kupić, druga strona musi chcieć coś sprzedać. Jest popyt, jest podaż. To po prostu prawo rynku i ten rynek odkąd istnieje ludzkość, sprzedaje również miłość. Ktoś chce swoją „miłość” sprzedać i ktoś jest gotów za nią zapłacić, to z pozoru proste. Tylko z pozoru.

Nie należę do świętych, spędziłem w nocnych klubach trochę dawnego życia. Całkiem sporą część nocy, a to tylko dlatego, że moje znajome, współlokatorki czy nawet przyjaciółki lata temu wybrały sobie taką drogę. I takie miejsca to skarbnica różnorakich historii, których uwielbiałem słuchać. Kalejdoskop osobowości, mieszanina marzeń, ogrom pragnień, strzępki uczuć… To wszystko wiruje tam w powietrzu. Wiruje do tego stopnia, że czasem można to dostrzec i dotknąć.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że gdyby nie cała otoczka i nagromadzenie czerwonego światła, to mogłyby być bardzo przyjemne miejsca. Z drugiej strony podziwiam kobiety, które tam pracowały, które tam pracują, które może będą pracować. Z tamtych lat wciąż znam kilka z nich, z kilkoma spotykam się na kawę do dzisiaj, kilka ze mną nie rozmawia, a o kilku słuch zaginął. Parę z nich ma teraz zupełnie normalne życie, parę z nich uśmiecha się do mnie z ekranu telewizora, parę z nich jest teraz wziętymi influencerkami. Dotarły tam, gdzie chciały, o to mi chodzi. Nigdy żadnej z nich nie oceniałem, każda z nich miała swoją historię. Lubię je po dziś dzień. To, co było, zostało tam, gdzie było, czyli w przeszłości.

Abstrahując od tego, że taniec, że drinki, że iluzoryczne poczucie uwagi i pożądania, to wydaje mi się, że nie można spotkać tam nic więcej… Taniec jak taniec. Totalny brak emocji, czasem, gdzieś błyśnie Ci zarys nagich piersi i tyle. Zadowalasz się tym lub idziesz dalej, a im idziesz dalej, tym większe prawdopodobieństwo, że skończysz z darmowym drinkiem, po którym będziesz w stanie oddać wszystkie pieniądze albo kończysz nago w pokoju na niewygodnym łóżku.

Nawiasem mówiąc, miałem znajomego, który wyrzucając kolejne tysiące twierdził, że wyzwoli Vanessę z sideł tego okropnego klubu, bo ta podobno go kocha… Dużo czasu zajęło mi przekonanie go, że Vanessa kochała również gościa przed nim, a za taką kasę, to nawet ja jestem w stanie powiedzieć mu, że go kocham i uciec z nim w siną dal. Im częściej o tym myślę, tym bardziej zastanawiam się nad motywacją przyjścia z własnej woli do tego typu miejsc… Miejsc moim zdaniem wypranych z emocji, pozbawionych czegokolwiek, co warte uwagi…

To tak tytułem wstępu, bo puenta będzie zawierała się w kilku zdaniach.

Chodzi o emocje. W życiu, w miłości, w seksie… To one określają czy coś ma sens, czy całkowicie jest go brak. Płacenie komuś za dwie minuty tańca ma taki sens jak chodzenie na grzyby późnym popołudniem. Płacenie komuś za seks ma w sobie tyle emocji, co odrabianie zadań z matematyki.

Życie i wszystko z nim związane powinno opierać się na emocjach. W większym lub mniejszym stopniu. One powinny w nas coś otwierać, zapalać, powodować powstanie uczuć. To, co podane na tacy, to, o co nie trzeba walczyć, nie ma najmniejszego znaczenia, nie stanowi dla nas wartości, nie potrafimy tego docenić, a co za tym idzie, nie będziemy umieć o to zadbać czy zawalczyć.

Uważam, że życie powinno opierać się na doznaniach, na tych emocjach, które prowadzą do zrodzenia się w nas uczuć. I to nie powinno proste i łatwe. To powinno wymagać czasu i zaangażowania. Czasem powinno nawet boleć, palić w sercu, rysować duszę, bo tylko wtedy, będziemy w stanie dostrzec istotę tego, o co tak bardzo zabiegaliśmy.

Są proste drogi w życiu, które prowadzą donikąd.

Są drogi wyboiste, pełne zakrętów, które nas budują i prowadzą do celu.

A wybór jak zawsze jest po naszej stronie.

Pisałem o tym kilka razy i napiszę ponownie. Chociaż to nie będziemy motyw przewodni tego wpisu. A może będzie? Chyba jednak trochę będzie.

Stoję sobie z boku i przeglądam czasami różnego rodzaju publiczne „pranie związkowych brudów”… Na początku sielanka, sesje, love, zapewnienia o wiecznej miłości aż po grób, wyznania, całuski, a po chwili „bang”. Rozstanie.

Chciałbym tylko nadmienić, że ów czas od tzw. „love forever” do „hate forever” to mniej więcej jakieś pół roku. No może góra rok.

Niestety ludzie w dzisiejszych czasach inaczej postrzegają czas, a może żyją w innej czasoprzestrzeni. Tego nie wiem, nie znam się i nie mam zdania. Wiem tylko tyle, że ludzie potrafią w krótkim czasie przejść od miłości, ogromnej miłości do nienawiści.

W chuj szybko. Nie zdążysz nawet wypowiedzieć słowa MIŁOŚĆ, a ich związku już nie ma. Jak oni to robią? Nie wiem.

I potem następuje to, co zawsze powtarzam. Wielkie sprzątanie w mediach społecznościowych. Wszystkie piękne sesje, śnieżnobiałe uśmiechy, zdjęcia z wakacji, wspólne obiadki, wspólne zdjęcia przy choince, na choince, pod choinką, na rękach, za rękę, pod rękę to musisz zniknąć. Bo ich już nie ma…

Oj algorytmy tego nie lubią. Nie lubią kiedy powstają dziury w wirtualnym świecie.

Jednak do czego zmierzam, bo zmierzam.

Rozstawałem się w życiu kilkanaście razy, kilkanaście razy coś z kimś kończyłem, coś się wypalało, coś jednak okazywało się nie być tym czymś… Z kilkoma kobieta z mojej przeszłości mam kontakt, z kilkoma mam świetny kontakt, kilka mnie nienawidzi, kilka ignoruje, takie jest życie.

Z perspektywy tego właśnie życia mam radę dla wszystkich tak wielce zakochanych po tygodniu znajomości…

Nigdy nie mów źle o osobie, z którą kiedyś przyszło Ci być. Kurwa, tu nawet nie chodzi o to, czy coś wypada, czy nie. Tutaj nie chodzi o to, czy ktoś zasłużył, czy nie. Tutaj nawet nie chodzi o szacunek. Chodzi o to, że osoba, którą teraz starasz się zmieszać z błotem… była Twoim wyborem. Rozumiesz. Tu czarno na białym jedziesz po człowieku, którego wcześniej sam/a wybrałeś/aś. Widzisz paradoks? Czy tylko ja go widzę?

Dla mnie ludzie, którzy publicznie, ale nie tylko, próbują oczernić swoich byłych, oczerniają równocześnie siebie. I pomijaj tutaj kwestię tego, że rozstawać powinno się z klasą, rozstawać się trzeba umieć.

Chcę tylko zwrócić uwagę na ten jeden, dla mnie, istotny szczegół… Na to, że ludzie zupełnie nie myślą nad tym, co robią. Nie myślą, że ich wybory, a potem również ich słowa świadczą o nich samych.

I to potwierdza, a raczej utwierdza mnie w tym, że żyjemy coraz mniej świadomie, że nie bierzemy odpowiedzialności za to, co robimy, że skupiamy się na tym, żeby komuś dopierdolić, kiedy jest nam źle, nie patrząc na to, że uderzamy w samych siebie.

Chcę wszystkiego, byle z Tobą…

Chciałbym, żebyś była niemożliwa, i żebym każdego dnia musiał weryfikować moje zdanie na Twój temat, i chciałbym wreszcie pozwolić Ci się zaskoczyć. I uśmiechałbym się przy Tobie i tylko dla Ciebie, i rozmawialibyśmy w łóżku z samego rana i planowalibyśmy, co będziemy dzisiaj robić, a potem ostatecznie i tak zostalibyśmy cały dzień leżąc, albo pojechalibyśmy nad morze tylko po to, żeby zobaczyć zachód słońca.

Chciałbym, żebyś zmuszała mnie do mówienia o sobie, i żebyś znała każdy mój sekret i żebyś Ty mówiła non stop i zdradzała mi swoje myśli. Chciałbym Cię ściskać w ramionach do tego stopnia, że zaczynałabyś się wyrywać i mówić, że Cię duszę.

Chciałbym Ci się przyznać do rzeczy, o których nikomu nigdy nie mówiłem, i chciałbym, żebyś nigdy się przy mnie nie wstydziła.

Chciałbym Ci się przyznać do wielu banalnych rzeczy, taki jak to, że rozpoznaję Cię po stukocie Twoich szpilek na posadzce, że lubię na Ciebie patrzeć, że zabawnie mrużysz oczy kiedy się uśmiechasz, a po Twoim spojrzeniu doskonale wiem, kiedy nie masz na sobie bielizny.

Chciałbym dać Ci wolność, z której nie skorzystasz i spokój, który sobie cenisz i chciałbym odbierać Cię pijaną po imprezie z koleżankami i zanosić do łóżka i leczyć Twojego kaca następnego dnia.

Chcę pisać Ci sms-y po pijaku, tylko po to, żebyś wiedziała, że o Tobie myślę i kurwa bardzo tęsknię, kiedy za długo nie ma Cię obok. I to mnie wkurwia, wiesz?

Chciałbym się z Tobą włóczyć po wszystkich europejskich stolicach, wieczorem, nad ranem, w samo południe, na trzeźwo, po pijaku, byle z Tobą.

Chciałbym budzić Cię rano i mówić „pakuj się, wyjeżdżamy” i robić Ci całą masę niespodzianek.

Chciałbym opowiadać Ci niestworzone historie 'na dobranoc’ i rozkładać Cię na części pierwsze i zastanawiać się, co Ci akurat teraz siedzi w głowie i o czym myślisz i chciałbym się bać, że może nie jesteś szczęśliwa, a potem uświadamiać sobie, że muszę się bardziej starać.

Chciałbym wychodzić z Tobą na imprezy i bić się za Ciebie przed klubem, bo ktoś Cię zaczepił lub krzywo na Ciebie spojrzał, chciałbym za Ciebie oberwać wielokrotnie.

Chciałbym planować z Tobą przyszłość, robić wiele rzeczy pierwszy raz i opowiadać Ci o tym, że w sumie to kupmy sobie loft w jakiejś starej fabryce, albo apartament w centrum miasta, albo zróbmy to wszystko po Twojemu i zamieszkajmy gdzieś w małej chatce w lesie, żebym mógł codziennie rąbać drewno do kominka, a czas stanie w miejscu.

Chciałbym Ci mówić, że czas, że czas, zaczął się liczyć w moim życiu od momentu, kiedy się w nim pojawiłaś. I że w moim życiu są rzeczy ważne i ważniejsze i wszystkie na raz tracą sens kiedy myślę o Tobie.

Chciałbym się z Tobą kochać w każdej części naszego mieszkania, i w kinie, i w samochodzie, i na parkingu w centrum handlowym i zawsze i wszędzie, i na imprezie u znajomych i chciałbym się przy Tobie zapominać i szeptać Ci do ucha, że Cię uwielbiam.

Chciałbym, żebyś była mnie pewna, i ja chciałbym to czuć, chciałbym, żebyś miała świadomość, że mogę za Ciebie zginąć, że moje życie jest warte poświęcenia dla Ciebie.

I chciałbym, żebyś była moją religią, moim wyznaniem, główną prawdą wiary i poranną modlitwą.

Chciałbym, żebyś miała świadomość, że gdyby Twoje słowa byłby litanią, to ja już byłbym święty.

I chciałbym, żebyś wierzyła we mnie bezgranicznie, znała na pamięć.

Chciałbym robić z Tobą masę głupich rzeczy, takich, których nie zrobiłbym z nikim innym.

Chciałbym Cię nosić na rękach przy wszystkim i tańczyć w deszczu w centrum miasta, a Ty mówiłabyś, że zwariowałem, a to byłaby prawda, bo tak, zwariowałem na Twoim punkcie.

Chciałbym Ci kupić watę cukrową, tylko po to, żeby patrzeć, jak kleją Ci się palce i cała się nią brudzisz, bo to najsłodszy widok na świecie, a Ty mówiłabyś mi „spierdalaj, nie patrz na mnie” i zalotnie byś się uśmiechała.

Kurwa chciałbym o Tobie opowiadać nieznajomym w barze, że jestem szczęśliwy i że czuję się tak, jakbym miał skrzydła.

Chciałbym z Tobą czegoś najprostszego na świecie, chciałbym być bezwstydnie szczęśliwy i chciałbym, żebyś była dumna, że jesteśmy razem.

Chciałbym zadawać sobie setki pytań, na które odpowiedzią byłoby Twoje imię i chciałbym rościć sobie prawo do Twojego uśmiechu i wkurwiać bym się chciał na Ciebie, kiedy ktoś na Ciebie spojrzy. I kłócić bym się z Tobą chciał i to tak, żeby wkoło latały talerze i wazony, bo lubię nasze emocjonalne podejście do nas… I potem chciałbym Cię przepraszać.

Chciałbym Ci przynosić setki róż i poranną kawę. Stworzyć coś, co jest z jednej strony banalne i magiczne, proste i nie do rozwiązania.

Chciałbym mieć z Tobą plany i sukcesy.

Chciałbym, żeby między nami było wszystko jasne.

Chciałbym Ci mówić, że Cię kocham i chciałbym to słyszeć od Ciebie. Chciałbym się z Tobą kochać i zasypiać przy Tobie, chciałbym budzić się w nocy i sprawdzać, czy jesteś, chciałbym oglądać z Tobą setki filmów i w milczeniu czytać książki.

Chciałbym za Tobą tęsknić, czuć ten ból, który ściska gardło, bo akurat musiałaś wyjść gdzie na chwilę, a ja nie mogę Ci się przyznać do tego, że już czuję się samotny i zaraz do Ciebie zadzwonię tylko po to, żeby usłyszeć Twój głos.

Chciałbym być Twoim wsparciem, niezawodną piątą linką spadochronu, która zawsze zadziała, najlepszym przyjacielem, kochankiem, partnerem i chciałbym, żebyś miała podobnie i żebyś czasami mówiła mi, że jestem 'wariat’.

I chciałbym Ci mówić o wszystkim, co tylko we mnie siedzi i co czasami nie daje mi spać i wiem, żebyś to zrozumiała, i chciałbym, żebyś mi ufała i we mnie wierzyła całkowicie.

Żyjemy w czasach przedziwnych, w czasach, w których zdecydowaną
większość rzeczy wmawia nam się od małego. Polewa się nas schematami,
stereotypami, namacza się nas wyobrażeniami i wymaganiami otoczenia, konwenansami, regułami, co wypada, a co nie wypada.
Formuje się nas na kształt i podobieństwo czegoś z góry przyjętego jako pewnik.

I tak od dziecka, od poczęcia, od przedszkola do późnych lat szkolnych. I w tym
wszystkim, w całym tym lamencie ogólnoprzyjętych rad i zasad uczy się
chłopców, że powinni być twardzi jak stal, silni jak Herkules, odpowiedzialni i zaradni, opiekuńczy i zdecydowani. Bo tylko to pozwoli wyrosnąć im na prawdziwych samców alfa, na samców, którzy wszystko wiedzą, zawsze zwyciężą, osiągną każdy cel, rozwiążą każdy problem, nigdy nie ulegają emocjom i zawsze zachowują spokój, nawet jeśli wokół wszystko przypomina ruiny, świat płonie, to oni powinni zachować kamienną twarz. Wszelkie odstępstwa od tych zachowań są z góry niedopuszczalne i określane mianem cioty lub w uproszczeniu i zmiękczeniu beksy albo maminsynka.
Z kolei dziewczynkom tłucze się do głowy za pomocą pluszowych jednorożców, że są predestynowane do bycia płcią piękną, piękną i nieskazitelną z natury, że powinny być wrażliwe i emocjonalne, że powinny znaleźć księcia, który się ową wrażliwością zaopiekuje, da dom i schronienie, by jak matka natura chciała, one mogły się skupić na byciu matkami i na podtrzymywaniu domowego ogniska, które bez nich za
chuja nigdy nie zapłonie.

I tak to przesiąknięci stereotypami, wrzuceni na głęboką wodę
dorosłego życia zaczynamy zderzać się ze sobą i rozumieć, o ile ktoś w porę to zrozumie, że świat to jednak nie jest czarno – biały, że wzór, schemat społeczeństwa wbijany nam do głowy raczej nie ma racji bytu na dłuższą, bądź krótszą metę.
Bo schemat zakłada z góry, że facet działa, zdobywa, kobieta czeka i daje się zdobywać. Kobieta myśli sercem, mężczyzna myśli penisem, kobieta potrzebuje miłości, facet potrzebuje seksu.
I w całym tym pozornie uporządkowanym przez schematy świecie od małego
każda z płci doskonale wie jaką rolę społeczną powinna przyjąć. Problem polega na tym, że bywamy różni, że kształtują nas inne doświadczenia oraz to, że schemat postępowania nie zawsze się sprawdza.

Dlatego wyjście poza na podstawie tego, co czuję się w sercu, powinno być powszechnie stosowanym rozwiązaniem. Bo życie w zgodzie z samym sobą generuje pełnię szczęścia bez względu na to, co myślą inni.

Wiesz, tak mi się wydaje, że obecnie nie wystarczy już tylko kochać.

Trzeba kochać mądrze.

To taka miłość w pełni świadoma, która faktycznie uskrzydla poprzez subtelne połączenie wspólnej więzi i osobistej przestrzeni. Miłość to nie jest złota klatka, mydlana bańka, w której jesteście zamknięci przed światem otoczeni różową poświatą szczęścia tylko we dwoje. Takie bańki zazwyczaj pękają z mega pierdolnięciem, ewentualnie kastrują osobowościowo jedną z osób, w najgorszym wypadku obie, a pomimo tego trwa się w tej operze mydlanej, bo wiadomo lepszy swój upiór w garści niż ktoś wartościowy na dachu.

Chodzi mi o to, że miłość to wymagania, wzajemne wymagania. I to dotyczy obu stron. Do tego dochodzi ciężka emocjonalna praca, którą trzeba wykonywać każdego dnia. A nam się wydaje, że związek działa na zasadzie „jesteśmy razem i chuj. Teraz wszystko będziemy robić we dwoje w imię naszej wielkiej miłości #bigloveforevertogetherkisshug„.

Otóż nie. Związek to relacja opierająca się na dwóch niezależnych jednostkach, które mają pełne prawo do swojej przestrzeni i pasji. To, co z tego wynoszą, wkładają we wspólną relację. To doświadczenia, spostrzeżenia, wnioski, tematy do dyskusji. Rozumiesz?

Spędzając ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę, pozbawiacie się tej przestrzeni, wystawiacie się na rutynę, biegnięcie jak w horrorach w stronę pokoju, w którym wcale nie straszy tylko wieje nudą. Dlatego uważam, że związek, zdrowy związek to połączenie czasu spędzanego we dwoje i czasu spędzanego osobno i mam tutaj na myśli czas na realizowanie siebie, by potem móc być, się realizować we dwoje. Bo czas spędzony z samym sobą prowadzi do zrozumienia siebie, pokochania siebie i bycia szczęśliwym sam ze sobą, by ostatecznie móc się tym szczęście dzielić z drugą osobą.

Zrozumienie tego to znaczący krok w stronę dojrzałej relacji, która stworzy więzi na lata. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

A do wszystkich „wielce zakochanych, miłością wieczną”, która trwa już wieczne-pół roku. Pamiętajcie. Usuwanie wspólnych zdjęć z Instagram’a trochę trwa…

Jednak to nie będzie tekst o gryzieniu… O rozgryzaniu też nie, chociaż wielu połamało sobie na tym zęby.

To będzie tekst o dochodzeniu… Dochodzeniu do prawdy poprzez doświadczanie rzeczywistości, nawet kiedy wokół wszystkim się wydaje, że jest chujowo.

Do tego potrzebny jest wstęp. Wstęp jest ważny, bo buduje historię, a to będzie historia. Historie, najlepsze historie nam się zdarzają. Możesz wiele zaplanować, ale zawsze pierdolnie Cię coś znienacka. Tak, że powiesz sobie „o kurwa, to jest to!”.

I nic już nie jest takie samo. Są dni, kiedy wychodzisz z domu i wracasz po prostu inny. Innym zupełnie, a nawet czasem taki nie swój. To taka historia.

Pisałem już kiedyś o tym w mediach społecznościowych, ale ostatnio wróciłem do tej historii i mnie olśniło. Jebło wręcz, bo wnioski czasem nas jebią, ale tak pozytywnie. Dają orgazm z lewitacją. Wypierdalają pod niebiosa.

Wracałem lekko pijany z Warszawy. Parę lat temu. Był wczesny wieczór lub późne popołudnie. Nigdy tego nie rozróżniam. Nie interesuje mnie ten podział. Wysiadłem na dworcu, wyciągnąłem papierosa i szukałem ognia. W końcu poszedłem go kupić. Na rogu stała grupa ludzi, taki wiesz, że większość z nas, by nigdy nie podeszła. Oddzielali mnie od sklepu. Podjąłem to wyzwanie. Trochę z przymusu, a trochę dlatego, że zawsze pcham się tam, gdzie jest najciemniej. Ich wiek? Między 30, a 60. Ich zawód? Granie i stanie w miejscach różnych. Ich historie? Miód na moje uszy.

Zanim doszedłem do sklepu, dostałem nie tylko ognia, ale i zapałki. Moi PROMETEUSZE. Potem kolejnego i kolejne. Potem wódkę i tak staliśmy trochę niemrawo, a trochę z chęci rozmowy, a trochę dlatego, że po pijaku gada się z każdym. Żyli na ulicy, potem wracali do mieszkania, czy też mieszkań i znowu wracali. Stali bywalcy rogów ulic i skwerów miast. Spytałem wtedy kobietę, około pięćdziesiątki, czym jest dla niej szczęście. A ona spojrzała na jednego gościa, urody mocno dyskusyjnej i powiedziała…

Tutaj na chwilę zmienię temat. Znacie ten parafrazowany przez wszystkie blogi tekst:

„Najważniejsze to wstać rano i mieć się z kim napić herbaty”… Ten tekst był już tak przerabiany, że nawet autor nie wie, który jest jego…

A ona powiedziała, że szczęście to móc wstać rano, spojrzeń na tego swojego chłopa, zrobić sobie kawę i porozmawiać…

I ja niedawno zrozumiałem, że ona rozgryzła życie! Rozjebała. Kobieta stojąca dwadzieścia godzin pod dworcem rozgryzła życie.

POROZMAWIAĆ! To zmienia wszystko.

Bo jak wstajecie razem, od razu bierzecie telefony i bez słowa jecie śniadanie, nawet kurwa z tą herbatą, to jest źle.

Jak się budzicie, może jest i herbata, kawa, cokolwiek, ale potem mijacie się, zadając sobie zdawkowe 'zawieziesz dzieci”, „wychodzisz”, „idziemy do mojej mamy”… To macie problem.

Jednak kiedy budzisz się, patrzysz na drugiego człowieka i możesz z nim chwilę poleżeć rano, bo jest ważny i pogadać o życiu, to nawet kurwa kawy czy herbaty nie potrzebujecie. Karmicie się rozmową, pijecie siebie nawzajem. To jest istota szczęścia, kwintesencja poranka. Chcieć, po prostu chcieć… Poświęcić parę minut drugiej osobie, bo ona sprawia, że dzień ma sens, że poranek, staje się lepszy…

I ja się dzisiaj pod tym podpisuję! Wszystkimi kończynami!

To będzie tekst o nie-poświęceniu. Z pełną świadomością tego, że nie
wszystkim się to musi podobać. Według słownika „poświęcenie” to czyn
pełen odwagi świadczący o oddaniu czegoś, w imię dobra drugiego
człowieka. To również gotowość do ponoszenia ofiar.

W moim przypadku to historia o poświęceniu siebie, w imię dobra innych i składaniu ofiary z własnego ja. I nie ma w tym krztyny żalu. Jest wdzięczność,
która przyszła z czasem. To coś jak baśń, w której król jest nagi,
Kopciuszek zgubiła nie pantofelek, a wierność i zasady, Księżniczkę na
ziarnku grochu uwierało wszystko, tylko nie własna nieporadność,
Pocahontas odpłynęła na statku z nieznajomym, Śnieżka przysnęła i
przegapiła moment na szczęście, jest też wiele innych
pseudoksiężniczek, które pomyliły bale, są trolle, dwa smoki, jeden
myśliwy i cała masa krasnoludków. Nie wierzę w poświęcenie, jeśli
chodzi o miłość.

Zanim to zrozumiałem, musiałem 7 razy się przeprowadzić, w większości z miłość, zostawiając za każdym razem za sobą wszystko, co było ważne. Tak, w imię dobra drugiego człowieka.


Tylko dobro, z początku wspólne, zaczęło być zbyt zachłannie
wchłaniane przez jedną ze stron. Gubiłem i potykałem się o własne,
wyssane truchło, o wiele razy za dużo. Oczywiście, święty nie byłem,
ale nie potrafiłem stawiać granic własnych emocji, które były okrutnie
gwałcone. I nie żałuję ani minuty, bo zdarzały się momenty szczęście w
tym wszystkim. I jestem wdzięczny za każdą dobrą i złą chwilę.


Wyciągnąłem wnioski ze swoich błędów i krzywd zadawanych przeze mnie
też. Poznałem kilku ciekawych terapeutów. Zamknąłem swoje demony w
klatce, chociaż każdego dnia słyszę, jak drapią pazurami o kraty. Nocą
słychać je wyraźnej. Niektórzy mówią o nich strzygi, siadają na klatce
i nie pozwalają się obudzić. Znam je na pamięć. 10 lat zajęło mi
zrozumienie siebie i tego, że związek to równowaga i wzajemność. Bez
cienia pierdolenia o poświęceniu. W miłości nie składa się ofiar, w
miłości nikt nie wymaga poświęcania się dla niego. Często my wmawiamy
sobie, że tak trzeba, a potem z dumą wspominamy, jak to wiele
poświęciliśmy. Gówno prawda. Jak spotykasz kogoś, kto Cię rozumie i
szanuje, to o poświęceniu nie ma mowy. Za to jest piękny język
wzajemności i harmonii, na które wszystko się buduje we dwoje. Wierzę
w to dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Widzisz, może ona wcale nie jest taka chłodna, tylko po prostu jest nieufna, bo ktoś ją kiedyś mocno zranił.

Możesz, zamiast wyzywać, to bardziej docenisz jej szczerość i to, że Cię nie olała, tylko jasno powiedziała, że nie ma ochoty na znajomość. Może, zamiast ją oceniać, spróbujesz zrozumieć. Może to nie jest tak, że ona myśli tylko o sobie, może to jest tak, że ona całe życie myślała o innych, zapominając o sobie i może dopiero teraz, w tym momencie, po wielu upadkach, próbuje się odbudować i wstać. Odzyskać wiarę w siebie i może nawet bardzo się tego boi. Może ona pragnie, żeby ktoś ją wysłuchał, a nie przeleciał. Zrozumiał, a nie zakładał z góry, że zna. Może ona potrzebuje trochę uwagi, normalnej rozmowy i nie chce być atakowana zdjęciami kutasa na „dzień dobry”. Może jest znudzona słuchaniem o tym, że jest piękna, bo życia tak ją skopało, że ona nie czuje wobec siebie nic, nie wierzy w nic, nie kocha siebie. Może za tym uśmiechem kryją się łzy. Może ona potrzebuje czasu i nienachalnej znajomości, żeby się otworzyć. Może ma marzenia zapisane gdzieś na kartce, w które mocno wierzy. Może potrzebuje przyjaciela, który na nowo otworzy ją na miłość.

Pomyśl o tym…

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Faceci nie są zimni z natury, jednak są sytuacje, które wychładzają nas do tego stopnia, że przypominamy wielką górę lodową.

Facet, który swoje przeżył, milczy. Milczy nie dlatego, że nie czuje nic, milczy, bo czuje wszystko. Serce Kobiety zranione krwawi, a męskie serce zamienia się w kamień. Piszę z perspektywy doświadczenia. Kamień, a czasem w warowną twierdzę chronioną przez setki wojski, fosę, smoka i strzelców na każdej z wież. I też mamy problem z zaufaniem, bo facet jak się otworzy na Kobietę, to ma w sobie przerażające poczucie bezsilności. To wręcz paraliżujący strach i świadomość, że ona może zranić. Jeśli do tego dochodzi, to świat wywraca się do góry nogami. To lekcja samobiczowania się, nieradzenia sobie z emocjami, gniewu i popadania w obsesję. Z pozoru wydaje Ci się, że on dużo pracuje, a może dzieje się tak dlatego, że nie chce mu się wracać do pustego mieszkania, wydaje Ci się, że on jest skurwysynem, który neguje wszystko, a może tak naprawdę on nie potrafi nazwać emocji, jakie nim targają. Może Ci się wydawać, że trzyma dystans, a on po prostu się boi, boi się tego, że skoro poczuł i dostał po dupie, to znowu tak się stanie.

Z drugiej strony on ma świadomość, że Twoja obecność jest ważna i tu pojawia się kolejna obawa, że jeśli poczuje coś znowu, do Ciebie, to nie będzie w stanie przestać. Może za jego szybkim trybem życia, kryje się strach, że dogonią go własne myśli. Może katowanie się na siłowni ma zagłuszyć poczuciu, że dał się zranić. Może to, że lekceważy wszystko, mówi o tym, jak bardzo mu zależało. Może po raz pierwszy w życiu tak się czuje, może ocenianie przez pryzmat chwili, nie prowadzi do jasnych wniosków. Może czas jest tutaj kluczowy, bo facet otwiera się jak zardzewiałe drzwi lub stoi za tymi drzwiami mały chłopiec, który jeszcze dobrze Cię nie zna i boi się otwierać nieznajomym, więc obserwuje. Może właśnie taki poobijany gość, jeśli dasz mu poczucie, że jesteś, wybuchnie falą uczuć do Ciebie, bo okażesz się jego wybawieniem przed nim samym.

I nie będę namawiał, ale wierzę, że połamani, kiedy się poskładają, to kochają bardziej.

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że czasem trzeba pozwolić sobie odpuścić. Pozwolić sobie i drugiej osobie odejść. Chodzi o to, że tak trzeba, że jest to świadoma decyzja dwojga ludzi, którzy w pełnej zgodzie rozumieją, że robią to dla swojego dobra. I tak mówię to ja.

Umówmy się rozstanie dwojga ludzi, to zawsze jest pewnego rodzaju porażka. Nie udało się nam, nie daliśmy rady, gdzieś straciliśmy uważność i coś się posypało. Jednak to się zdarza. Naprawdę. Przerabiałem to własnej skórze kilka razy. Nie było w tym winy, poczucia żalu, pretensji. Był po prostu rozdzierający serce smutek. Czasem coś się wypala niezależnie od nas. Idziesz z kimś ramię w ramię i trafiasz na rozwidlenie, mrugasz i nagle tracisz drugiego człowieka z oczu…

Znam to z własnego doświadczenia. Przeprowadziłem taką operację na sobie i pacjent przeżył. Drugi pacjent też ma się dobrze i jest teraz szczęśliwa. To była wybuchowa relacja. Przepełniona namiętnością, rozstaniami, kłótniami, marzeniami. Były też wyzwiska, wzajemne dopierdalanie, kopanie słowne i mnóstwo sytuacji, z których dumny nie jestem. To było jak próba postawienia domku z kart w czasie sztormu. I w tym wypadku rozstanie nie jest porażką. Przynajmniej do dzisiaj tak nie uważamy, dało nam to dużo wniosków na przyszłość. I teraz kiedy patrzę na nią, jak pije kawę i się uśmiecha, to wiem, że tak musiało być. Wiem, że jest szczęśliwa i ja też. Próbowaliśmy po prostu budować coś na składnie fajerwerków, które od czasu do czasu wybuchały nam pod nogami, raniły przy tym stopy. I jestem jej wdzięczny, że była, jestem jej wdzięczny, że teraz możemy normalnie porozmawiać, tak jak ludzie, którym nie wyszło, ale wciąż mają do siebie szacunek i potrafią się lubić. Nie mogę powiedzieć, co by było gdyśmy usilnie starali się to ciągnąć. Pewnie straty w sercach byłby ogromne. Pewnie złamalibyśmy się nawzajem. To było, wydarzyło się i pozostanie przeszłością.

Oczywiście, można było wiele rzeczy zrobić lepiej, można było to jakoś przegadać, ale to był inny czas, inna świadomość. Przychodzi taki moment, że czujesz całym sobą, że potrzebujesz spokoju, a nie ciągłej sinusoidy emocji, że ten ogień między Wami już nie grzeje, tylko spala, że nurt nie napędza, ale porywa, że nie budujecie, a niszczycie. Może to kwestia poczucia bezpieczeństwa, tego, że wracasz i masz pewność, że ktoś czeka, a nie zastanawiasz czy znowu coś się nie wypierdoli po drodze, prowadząc do awantury. Ogień jest dobry do pewnego czasu, potem marzysz o kominku.

My zrozumieliśmy, że nasz kominek rozpalił się zbyt mocno i od jego żaru zajął się cały salon, a potem DOM.

Rozumiesz. Kiedy masz czas, to możesz szaleć, możesz szukać, może dzielić emocje, targać zmysły, a potem nagle coś się zmienia i jest inaczej. Rozjazd, skrzyżowanie i wiesz, że to będzie bolało, że serca przez jakiś czas będą złamane, ale to dla Waszego dobra, bo złamane serca mogą się posklejać, ale wyrwane z piersi w imię szaleństw miłosnych nie zrastają się już nigdy. To kwestia wyboru i chyba dojrzałości. Tak, dojrzałości, zrozumienia tego, czego się pragnie dla dobra swojego i drugiego człowieka.

Jeden z wniosków, jaki mi pozostał z tej relacji, jest taki, że serce to bardzo twardy organ, jest ono wręcz stworzone do ciągły zmartwychwstań. Serio. Może gubić rytm, mogą pojawić się szmery, może na moment przestań bić, ale kiedy pojawia się ktoś, kto potrafi, jest nastawić na nowo, wówczas odzyskuje swoją harmonię.

Bo miłość dla mnie to harmonia. Wspólne bicie dwojga serca, które razem wyznaczają rytm naszego życia.

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Masz pytania? Napisz e-mail

info@tomeknawrocki.pl

Ważne linki

Zapraszam do moich Social Mediów
na Facebooku, Instagramie i TikToku

© 2025 Tomasz Nawrocki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt: Kruku.net

Zgarnij rabat!
Zapisz się do naszego Newslettera aby otrzymać
kod rabatowy 15%.
    ZAPISZ
    Zapoznałam(em) się i akceptuję
    regulamin i politykę prywatności