Wiem, że ten tekst nie wyczerpie tematu. Wiem, że opinii będzie bardzo dużo. Wiem, że część osób przyklaśnie, część powiem „spierdalaj”. Jara mnie to bardzo.
Często piszę, że kobiety mówią, że „prawdziwych facetów już nie ma”. Tak mówią. Serio. Ty nie? To zajebiście. Na drugim biegunie farmazonów stoją faceci, którzy krzyczą „kobiety lecą tylko na kasę”.
Zatem pozwolicie, chociaż, jak nie pozwolicie, to i tak napiszę… Ja po prostu leciutko smyrnę ten temacik.
Uważam osobiście, że pieniądze są w życiu ważne. Najważniejsze. Uważam też, że są wypadkową ciężkiej pracy, wytrwałości i zaradności, a zaradność prowadzi do pewności siebie, a pewność siebie sprawia, że przyciągasz osoby do swojego życia. I chuj z tym, czy przyciągasz z powodu kasy, czy ze względu na to, że emanujesz czymś, co sprawia, że ludzie inaczej Cię postrzegają i chcą z Tobą przebywać.

Uważam, że pieniądze nie są niczym złym. A tak często się o nich mówi. Jesteś chujem, zdobędziesz kasę, dalej będziesz chujem. Jesteś dobrym gościem, zapracujesz, osiągniesz sukces, będziesz dalej dobrym, fajnym gościem.
Mówią to z perspektywy gościa, który pracuje na siebie od szesnastego roku życia, który wie, co to zmywak, wie, jak się pracuje na budowie, a nawet wie jak wydoić krowę i jak przypala się cielakom rogi, żeby się wzajemnie nie raniły. Mówię to z pozycji kogoś, kto dwa razy zbankrutował, położył cztery firmy, pracował na etacie, dorabiając różnymi zleceniami, aż w końcu stwierdził, że stawia wszystko na jedną kartę i zaczyna żyć z pisania, a raczej zaczyna budować nową rzeczywistość wokół tego, co sprawia mu frajdę. I po tym wszystkim mogę powiedzieć, że nie zawsze będziesz robić coś, co lubisz, ale warto się nauczyć robić rzeczy, które są Ci potrzebne, żeby dojść tam, gdzie chcesz. Bezdomnym też byłem przez pewien czas, trochę z przymusu, a trochę dla adrenaliny, żeby mieć o czym pisać. To tak, gdyby ktoś pytał.

Zatem czy jest coś złego w tym, że ludzie patrzą na pieniądze, w tym wypadku kobiety, mówiąc do facetów, którym tak to przeszkadza… Nie, nie ma.

Spójrz, jak ktoś Ci proponuje super fuchę, podwyżkę, awans, to się zastawiasz, czy na to lecisz… No raczej. Analogicznie, zaradność, umiejętność zadbania o finanse, przedsiębiorczość, to są dobre cechy, zdecydowanie lżej się idzie przez miasto, jak wiesz, że masz „naście” tysięcy na koncie, a nie dychę… Prawda? Poza tym znam wiele kobiet, które świetnie sobie radzą zawodowo i prywatnie i szukają kogoś, kto je będzie inspirował i wspierał, jako partner.

Podobne przyciąga podobne. Jednak nie róbmy z kasy wyznacznika, bo wszystko zależy od ludzi i od tego, do czego przywiązują wartość.

Co więcej, uważam, że w dzisiejszych czasach jest tyle możliwości pozyskania darmowej wiedzy, szkoleń, warsztatów, że jeżeli ktoś naprawdę chce, to może zrobić wszystko, żeby zarobić, dorobić, czy nawet się wzbogacić. Warunek? Jeden i ten sam… Trzeba zapierdalać.
Droga do sukcesu nie jest równa ośmiogodzinnej odsiadce na etacie. Kiedy przechodziłem „na swoje” przez pierwszy miesiąc, miałem napady paniki, że chuj z tego będzie, aż wreszcie zaszczepiłem w sobie myśl, że to sobie wyrwę, wygryzę i skąpany we krwi, pocie i łzach wygram. A było zmiennie… A dzisiaj, jak ktoś mnie pyta, co robię i słyszy, że książki piszę i doradzam ludziom, to widzę uśmiech i politowanie. Osobiście pękam ze śmiechu w sobie, bo ja wokół pisania zbudowałem wszystko, wciąż buduję. I książki pozwoliły mi stworzyć kilka ciekawych projektów, które przyciągnęły kolejne projekty, jedna firma zbudowała kolejną i kolejną, chociaż do tych dwóch trzeba jeszcze dokładać. Jednak mam wolność i radość tworzenia i dzięki temu mogę też pomagać ludziom, którzy też chcieliby wydać swoje książki, bo piszą zajebiście.
Wracając do tematu, że kobiety lecą na kasę…

Niektóre tak… Chociaż mało kto o tym wspomina, ale niektórzy goście również lubią opływać w luksusach, jeśli jakaś pani jest chętna im to zapewnić. Pozdro Mordy!
Jednak jest też dużo kobiet, które przyciąga to wszystko, co kasa tylko uwidacznia, czyli cechy osobowości, które do niej doprowadziły.

Specjalnie poruszyłem kilka wątków, specjalnie trochę poślizgałem się po temacie jak łyżwach, bo bardzo jestem ciekaw opinii, jakie się tutaj pojawią, bo nie wiem czemu, ale temat kasy, wciąż jest tematem tabu…
A pieniądze są fajne, zdobywanie jest ich fajne, wydawanie ich jest fajne, możliwości, jakie dają, są fajne, a wcale nie muszą zmieniać Cię, jako człowieka…
Zatem. Bęben maszyny losującej jest pusty, następuje zwolnienie blokady…
Start!

A teraz…

Złap słowa w moich książkach:

Tutaj kupisz moją drugą książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

A możesz chcesz kubek – Kubek “Powiedz sobie TAK”

A może jednak wiersze – E-book Namiętności…

Podobają Ci się moje teksty? Możesz wesprzeć moją twórczość wirtualną kawą – https://buycoffee.to/nawrocki

Znajdziesz mnie tutaj – (koniecznie zaobserwuj na Instagramie, tam publikuję trochę inne treści) – https://linktr.ee/NawrockiTomasz

To będzie czysto subiektywna instrukcja. Taka moja. Jeśli się nie zgadzasz to dobrze, bo możemy o tym porozmawiać i czegoś się od siebie nauczyć.

Ja piszę z perspektywy kilku związku, które były mniej lub bardziej udane, to moje wnioski, to jest to, na czym teraz opieram swoje życie, jeśli chodzi o tworzenie czegoś we dwoje.

A tworzenie czegoś na cztery ręce i dwa serca jest fajne. Ciągle tak uważam, jednak teraz dużo bardziej świadomie podchodzę do tego, zanim na coś się zdecyduję.
Możesz powiedzieć, że to wrodzona ostrożność, niemiłe doświadczenia, cokolwiek.

Każdy z nas jest inny, każdy z nas jest wyjątkowy. Każdy z nas dokonuje swoich wyborów.

I teraz spójrz, każdego dnia kogoś spotykamy na swojej drodze, w pracy, na imprezach, w sklepie… Ludzie, biegając i krążąc życiowo, przecinają się swoimi ścieżkami.

Nie mówię tutaj o sytuacjach z komedii romantycznych, kiedy to sklepie upada jej jabłko, powoli toczy się pod Twoje stopy, schylasz się, chcesz je podnieść, nagle wasze dłonie się spotykają, zaczyna grać chór anielski, czas zwalnia, wasze spojrzenia się spotykają i wydaje Ci się, że to jest właśnie to, że to ona będzie tą jedyną, kiedy patrzysz, jak zaczyna się uśmiechać i orientujesz się, że brakuje jej jedynki i czar pryska…
Nie no dobra, nie nadaję się na pisanie scenariuszy do komedii romantyczny… To fakt…

Na spokojnie.

Poznajesz kogoś, obserwujecie się, badacie teren wokół siebie. Spotkanie jak każe inne, zamieniacie parę słów, wymieniacie się numerami, zaczynacie rozmawiać…

Tak to wygląda prawda? Zgadzamy się tutaj…

Nie ma żadnego pierdolnięcia, strzały amora, błyskawic z niebios, a za to jest coś, czego teraz może nie da się nazwać, a zazwyczaj mówi się o tym, że coś zaczyna się dziać.

I teraz pytanie. Co stać się powinno, by nastał związek?

Może zadajesz sobie to pytanie tak jak ja, a może znajdziesz tutaj odpowiedź.

PUNKT PIERWSZY!

SPOTKANIE.

Logiczne? No nie do końca, bo z jednej strony każdy, że do nawiązania jakiejkolwiek relacji potrzebne jest spotkanie kogoś, kto nam się spodoba.
A z drugiej strony często, za często słyszę, że ludzie nie potrafią nikogo poznać.
Spójrz, jeżeli nie dajesz sobie przestrzeni na poznanie kogoś, jeżeli nie poszerzasz swojego otoczenia o nowych ludzi, to jak chcesz doprowadzić do spotkania…

PUNKT DRUGI!

POCZĄTEK ZNAJOMOŚCI.

Powiedzmy sobie, że pierwszy kontakt mamy już za sobą. Parę słów padło, coś nam się spodobało. I co dalej? Większość nie ma pojęcia, co dalej zrobić z tym, żeby znajomość się rozwijała.
Inaczej mówiąc, ludzie strasznie się spinają, kiedy mają nawiązać znajomość z kimś nowy…
Mógłbym powiedzieć „wrzuć na luz i bądź sobą”. A wielu powie, że łatwo się gada.
Tyle, że jeżeli ma to być znajomość, która dokądś prowadzi, to nie może się skończyć na gadaniu o pogodzie. To powinno być coś więcej, elektryczna chęć poznania drugiego człowieka, zainteresowanie się tym, co ma do powiedzenia, jasne sygnał, że chcesz więcej się dowiedzieć. Subtelny flirt, który zaczyna przeobrażać się w istotę poznania kogoś bardziej. Wtedy to ma sens… Wtedy jest szansa na kolejne spotkania.

PUNKT TRZECI!

KOLEJNE SPOTKANIA.

I to jest niby proste, a z drugiej strony nie takie oczywiste. Bo mógłbym powiedzieć, że jeżeli ktoś chce spędzać z Tobą czas, to robi to bez względu na wszystko, ale życie nauczyło mnie, że każdy, ale to każdy człowiek coś w sobie nosi. Może to być niepewność, drzazga w sercu, kolec w duszy, może też być tak, że naprawdę jest na pewnym etapie życia, w którym tego czasu ma mało.
I teraz pojawia się pytanie, które i ja sobie zadaję „Czy warto o kogoś zabiegać?”
Z mojej perspektywy, jeżeli jest przysłowiowa chemia, to TAK, do upadłego… Do momentu aż jest nadzieja, że ten ktoś, może jest właśnie tym kimś, ale… To kwestia indywidualna.
Jeśli pojawiają się iskry, jeżeli powietrze jest przesączone wyładowaniami elektrycznymi, jeżeli zaczynasz czuć, powstają więzi, chęć kolejnych spotkań, to dobry znak.
Tyle że to powinno przebiegać naturalnie, nie być jednostronną inicjatywą, a wspólną „pracą”, bo jak wiadomo, w pojedynkę niczego się nie uciągnie na dłuższą metę.
Warto też wspomnieć, że na określonej liczby randek, która gwarantuje, że to jest to, która przynosi odpowiedzi na wszystkie pytanie, jakie rodzą się w głowie.

PUNKT CZWARTY.

ZACIEŚNIANIE WIĘZI.

Jeżeli ma się już za sobą kilka spotkań, a przy tym ma się umiejętność słuchania drugiego człowieka ze zrozumieniem, to pewne wnioski można wyciągnąć.
Warto pamiętać tym, że kolejne spotkania, randki, zwał jak zwał, wcale nie muszą się skończyć związkiem. Po drodze może się wysypać wszystko, może też dojść do tego, że faktycznie coś nie zagra, ale zostaniecie dobrymi znajomymi.
Takie jest życie.
Jeżeli jednak spotkania przebiegają dobrze, chemia narasta, powietrze jest już ciężkie od uczuć, to warto sobie zadać pytanie, samemu sobie „kim ten człowiek może dla mnie być?”, a potem się tego trzymać, bez rozglądania się na boki.

PUNKT PIĄTY.

ZWIĄZEK.

OK! Fanfary. Zagrało. Niestety jest tak, że wiele osób po wejściu w związek zaczyna odpuszczać, a jeżeli dojdzie do małżeństwa, to na pewnym etapie jest już to regułą.
Otóż jeżeli już jesteście razem, to warto o swojej relacji rozmawiać, wyznaczać jej kurs, informować co jest ok, a co nie, co można zmienić. Związek jest jak żywy organizm, trzeba do doglądać każdego dnia, żeby nie umarł śmiercią naturalną.
Blisko buduję się poprzez obecność i wsparcie, a szczera rozmowa naprawdę ułatwia funkcjonowanie i rozwiązywanie problemów. Dużo słów, mniej niedomówień, dużo gestów, mniej pretensji.

Oczywiście to nie zawsze tak wygląda, ale uważam, że w większości przypadków to podobna droga.
Oczywiście możesz się ze mną nie zgodzić…

Złap słowa w moich książkach:

Tutaj kupisz moją drugą książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

A możesz chcesz kubek – Kubek “Powiedz sobie TAK”

A może jednak wiersze – E-book Namiętności…

Podobają Ci się moje teksty? Możesz wesprzeć moją twórczość wirtualną kawą – https://buycoffee.to/nawrocki

Znajdziesz mnie tutaj – (koniecznie zaobserwuj na Instagramie, tam publikuję trochę inne treści) – https://linktr.ee/NawrockiTomasz

Słyszę to przynajmniej raz dziennie i czytam to pod prawie każdym moim postem o relacjach… I już trochę mnie wysadza ze skarpet, kiedy to czyta…

Znam wielu fajnych gości, którzy są ułożeni, mają rodziny. Znam też takich, którzy akurat podnoszą się, bo dokonali niewłaściwych wyborów. Życie. Na tym to polega, na zbieraniu doświadczenia. Sam też jestem zajebistym goście. Tak, tak wiem, zaraz pomyślisz, że się wywyższam, ale ja mocno stąpam po ziemi i uważam, że tak właśnie jest…, ale ten tekst nie jest o mnie. Moje decyzje i moje wybory, to coś zupełnie innego.

Wracając do tych fajnych gości. Ich relacje też są fajne. Fajni ludzie, tworzą fajne relacje. Prawda?
Prawo przyciągania. Niewątpliwie. A może po prostu wybieramy ludzi, przy których czujemy się dobrze, to raz, a dwa, taki którzy gdzieś wirują na naszym poziomie. Wysokość poziomu warunkujemy sobie sami.
Oczywiście to nie jest reguła, bo reguł jest wiele i zachodzi w nich wiele zmiennych, nie ma jednej recepty na sukces. Są związki udane, są takie, które kończą się rozstaniami.
Jednak spójrz… Czy nie jest tak, że ludzie jednak szukają kogoś podobnego do siebie. Chuj z tezą, że przeciwieństwa się przyciągają, przeciwieństwa są fajne na chwile, jako zastrzyk adrenaliny, ale jeśli ogień trafi na wodę, to w końcu ją zgasi… Metafora taka, wiesz?
I teraz popatrz, bo mógłbym skończyć ten tekst i uciąć wszystkie spekulacje piszą, że „fajni ludzie, tworzą fajne związki”.
Koniec. Kropka.
Jednak to nie wyjaśni tego, że wiele kobiet wciąż wierzy, a inne kobiety je w tym uświadamiają, że inteligencja, zaradność, przedsiębiorczość odstrasza.
Serio, przeczytałem kilkanaście artykułów na ten temat i aż się dziwie, że kobiety mogą to robić innym kobietom. Mam na myśli, utwierdzanie ich w przekonaniu, że tak właśnie jest…

Dlatego, jeżeli wydaje Ci się, że tak właśnie jest, to posłuchaj mnie teraz uważnie.

Zastanówmy się razem, kim jest silna osoba. Tak ogólnie, bo według mnie silną osobę definiuje to, że jest asertywna, zaradna, ma zdrowe poczucie własnej wartości, jest na swój sposób wrażliwa, otwarta, ma do siebie dystans, praktykuje wdzięczność, nie ocenia, darzy szacunkiem innych, wie, czego chce, ma cele i plany, jasno komunikuje się z innymi, na bieżąco rozwiązuje swoje problemy.

Zgadzamy się tutaj?

A teraz pomyślmy, czy są powody, żeby się takiej osoby bać?
No raczej nie.

Chodźmy dalej.

Skoro ustaliliśmy, że takie cechy raczej nie przerażają, to w czym rzecz?

Otóż, co może zniechęcać…

Często jest tak, że ludzie budują wokół siebie mur, nie do końca z właściwych cegieł…

Siła, moim zdaniem, nie upoważnia do wywyższania się, sukces nie obliguje do pomiatania innymi. Niedostępność nie zachęca. Testowanie nie dla wszystkich bywa przyjemne.

A na szczycie tego wszystkiego jest mój ulubiony slogan. Kobiety, większość, go sobie upodobały…
Brzmi mniej więcej tak „skoro potrafię o siebie zadbać, to żaden mężczyzna nie jest mi do szczęścia potrzebny” .

Gratuluję. Właśnie to jest jeden z czynników, że facet nie ma ochoty spędzać czasu, poznawać kogoś, kto stawia sprawę w takim świetle.

Tutaj nawet nie chodzi o nas, facetów. Nikt, ale to nikt nie będzie zabiegał o kogoś, kto na starcie pierdolnie tekstem, że nikogo nie szuka, nikogo nie potrzebuje i w ogóle wszystkich ma gdzieś…

Jest zatem różnica, pomiędzy byciem zaradną, silną kobieta, a pozorowaną zimną suką, która ma facetów za nic…

Wiem po sobie, chociaż nigdy nie stawiaj mnie, jako przykładu, bo ja często robię wiele rzeczy skrajnie szalonych…

Spójrz, jak facet spotyka kobietę, która świetnie radzi sobie w życiu, przy tym jest zabawna, a także wrażliwa, a co za tym idzie, lubi spędzać z nim czas i jest otwarta, żeby coś zbudować to… Fanfary. Jest duża szansa, że coś z tego będzie. Nie mówię, że to pewnik, ale jednak…
To samo kobiety. Jeżeli widzą, że facetowi zależy, że jasno to okazuje, jest zdecydowany, a przy tym również pełen szacunku. No kurwa, aż się ciśnie na usta, że mogą żyć długo i szczęśliwie.

Za to ręka w górę, kto chce być z kobietą, która patrzy na Ciebie z góry i sprzedaje na dzień dobry liścia w postaci „nikogo nie potrzebuję”…

Nie widzę rąk…
Jeśli dalej wierzysz, że faceci się boją silnych kobiet, to spójrz z perspektywy, czy Twoje zalety nie są przypadkiem otulone w całą gamę cech, które mogą się wydawać z pozoru odpychające.
I możesz być najcudowniejszą kobietą pod słońcem, ale jeśli wysyłasz sygnały o tym, że nikt nie jest w stanie Cię zdobyć, zauroczyć, cokolwiek, to uwierz mi, sama siebie sabotujesz.

A teraz znajdźmy wspólną płaszczyznę tego wszystkiego…
To, co nas określa, to nasz charakter, osobowość, to jacy jesteśmy i to jest cudowne.

Osoba, którą ciągle biegnie do przodu, realizuje się, nie będzie traciła czasu na kogoś, kto nie potrafi wstać z kanapy…
I to nie jest brutalne… To jest normalne.

Uważam, że najpiękniejsze relacje tworzą się, kiedy ludzie wiedzą dokąd w nich zmierzają. Do tego każda z osób coś do tej podróży wnosi.

Wygląd przyciąga. Ok. Jesteś piękna i seksowna to na pewno każdy się Tobą zainteresuje. Tak działa natura.
Jesteś piękna wewnętrznie to każdy będzie chciał z Tobą być.
I nie chcę słuchać tutaj pierdolenia, że faceci lecą na wygląd. Ok, wygląd przyciąga, ale czasem, a z czasem jeszcze bardziej trzeba zacząć rozmawiać i odnaleźć wspólne płaszczyzny porozumieć, żeby było fajnie.
Jak słyszę tekst typu „nikt nie chce ze mną być, bo nie jestem piękna” to mnie chuj strzela… Chociażby dlatego, że piękno zewnętrzne jest pojęciem względnym i jest też kwestią gustu, a dbanie o siebie zewnętrznie i wewnętrznie nie jest takie trudne.

Dlatego… Spójrz na to z innej perspektywy…
Jeśli ktoś chce Cię poznać, ale tak naprawdę poznać, a nie tylko ślini się na Twój widok, to postaraj się to odwzajemnić. Poznanie nie boli, poznanie nic nie kosztuje, a można wiele zyskać, jeżeli tylko się troszeczkę opuści gardę…

Tutaj kupisz moją drugą książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

A możesz chcesz kubek – Kubek “Powiedz sobie TAK”

A może jednak wiersze – E-book Namiętności…

Podobają Ci się moje teksty? Możesz wesprzeć moją twórczość wirtualną kawą – https://buycoffee.to/nawrocki

Znajdziesz mnie tutaj – (koniecznie zaobserwuj na Instagramie, tam publikuję trochę inne treści) – https://linktr.ee/NawrockiTomasz

Czy miłość ma swoją uniwersalną instrukcję obsługi… Nie wydaje mi się. Chociaż byłoby dużo łatwiej, z drugiej strony, to co łatwe, szybko się nudzi.

Definicja? Każdy z nas ma inną, bo myślę, że miłość zależy od punktu jej widzenia przez osobę, która jej doświadcza.

Jedno wiem na pewno. Miłość wymaga pracy, dojrzałości, czasu i tego, żeby o nią dbać. A to wbrew pozorom jest dużo trudniejsze niż pisanie o tym. Wiem to, sprawdziłem to własnej skórze. I tak, położyłem w życiu na łopatki kilka związków.

To nauczyło mnie, że czasem jest tak, że możesz mocno kochać, ale jednak coś sprawia, że odchodzisz.

To jedna z najboleśniejszych rzeczy w życiu. Odejść, pomimo… Przerwać coś, co jeszcze się tli…

Ktoś powie, że kiedy się kocha, to się nie odchodzi… A ja po latach mogę przyznać, że czasem kocha się mocno, ale i tak się odchodzi…

Nie zawsze powód jest oczywisty, nie zawsze z zewnątrz wydaje się być ważny, nie zawsze da się go dostrzec na pierwszy rzut oka, ale jest to jak rana postrzałowa, z kulą utkwioną w sercu… Taka nieoperacyjna zadra, przez którą sączą się uczucia i ulatują z Ciebie z kolejnymi sekundami…

Może wiesz, o co mi chodzi, może nie…

Kiedy zastanawiałem się nad takimi powodami, które sprawiają, że kochający ludzie się rozstają, przyszły mi do głowy trzy, które znam i dwa, o których słyszałem… A może ich być tyle, co definicji miłości… Chociaż po zastanowieniu, to myślę, że powód jest jedne, a reszta wynika tylko i wyłącznie z niego…

Jednym z najważniejszych powodów… Za jeden z najważniejszych powodów uważam samotność w związku. Często ludzie o tym mówią, że pomimo tego, że się z kimś jest, to jednak nie czujesz tej obecności. Mijający czas sprawia, że pojawia się obojętność, że to już nie jest tak, jak na początku.

I tak, zgodzę się, że związek dojrzewa i przechodzi różne etapy, ale to nie znaczy, że trzeba przestać się o niego troszczyć, dbać o siebie nawzajem.

Czasem to uczucie jest tak głośne, że cisza pomiędzy ludźmi zagłusza ich cały świat. Odejście boli, ale jeszcze bardziej boli pozostanie w tym strzępku relacji, w której ktoś walczy, a o ktoś już dawno złożył broń…

Myślę, że samotność to wstęp do wszystkiego tego, co niszczy relację, w której uczucia jeszcze się tlą.

Samotność prowadzi do braku namiętność, zanika bliskość, chowa się pożądanie, to sprawia, że związek traci jeden z ważnych elementów. Staje się coraz bardziej niekompletny, a dwoje ludzi, którzy kiedyś siebie chcieli, zaczyna się mijać.

Do tego dochodzi brak rozmowy, wsparcia i zrozumienia, które są jednymi z najważniejszych, tak uważam, elementów zdrowej relacji. Ludzie w relacji potrzebują rozmowy, pisząc rozmowa mam na myśli coś więcej niż usilne pierdolenie o pogodzie, czy zapłacie rachunków. Każdy z nas ma plany, obawy, marzenia, o których chce opowiedzieć, chce być wysłuchanym przez osobę, która jest ważna, a co więcej, pragnie być w tym wszystkim zrozumianym. Nie ocenionym, a zrozumianym. To istotna różnica, a ja zauważyłem, że ludzie, którzy tracą bliskość stają się wobec siebie  agresywni, nie mam na myśli agresji fizycznej, ale agresje emocjonalną. To, że dwoje najbliższych sobie osób, nagle staje po przeciwnej stronie barykady, a zamiast się wspierać, zaczynają sobie rzucać kłody pod nogi.

Po jakimś czasie dochodzi do tego rutyna, rutyna, która zabija wszystko. To tak jakby ktoś spuściła na związek szarą, zakurzoną kurtynę, która zabija wszystkie kolory.

Znika potrzeba spędzania razem czasu, wszystko wydaje się, jakby zautomatyzowane, pozorne, powierzchowne. Obojętność potęgowana narastającym poczucie osamotnienia zaczyna dusić.

Jest taki moment, chwilę przed rozstaniem, nazywam to zryw. Polega o na tym, że jedna z osób ostatkiem sił, próbuje coś zmienić, uratować, a im bardziej próbuje tym bardziej się spala w tym wszystkim.

I wówczas pojawia się w głowie myśl, że to koniec…

Możesz patrzeć na człowiek i czuć wszystko, a pomimo tego, wiedzieć, że nic więcej się nie wydarzy…

I dalej myślę, że to jedno z gorszy uczuć, jakie może nas spotkać. Bezsilność, która sprawia, że się wychodzi i już nie wraca…

A teraz spójrz, nie chodzi tutaj o to, czy zostaniesz moim patronem lub postawisz wirtualną kawę… Chodzi o to, że mnie wesprzesz, pokazując, że moje słowa mają dla Ciebie znaczenie i lubisz mnie czytać…

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Zostań moim patronem i odbierz książkę i plakat.

Kliknij tutaj i kup moją książkę!

 

Rozmawiając z ludźmi, coraz częściej, słyszę to, że ludzie są samotni. Słyszę to prawie każdego dnia pod postacią pytań „gdzie mam kogoś znaleźć?”, „dlaczego nikt mnie nie chce”, „co robić…?”.

Mam wrażenie, że większości tych pytań można byłoby uniknąć, większość tych osób, po prostu postawiła w życiu na samotność. Świadomie lub mniej świadomie, ale jednak.

W dużej mierze jest to kwestia nastawienia. Zawsze będę powtarzał to, że nastawienie jest kluczowe. Jeżeli obserwują szczęśliwe pary, kręcisz w swojej głowie film pod tytułem „ja nigdy tego nie doświadczę”, to jako reżyser i producent swoje życia, na własne życzenie, wkładasz się w ramy bycia osoby nieszczęśliwej.

Zmiana sposobu myślenia bywa trudna, ale w tym przypadku jest niezbędna.

I teraz powiem coś, co może Ci się nie spodobać, ale z racji tego, że przerobiłem to na sobie, to mam do tego pełne prawo.

Często problem nie leży w innych ludziach, problem może być w Tobie. Możesz być sabotażystą własnego szczęścia.

Budowa relacji wymaga tego, że sam ze sobą żyjesz w zgodzie.

To jak budowa domu. Wyobraź to sobie! Do tego, żeby powstał DOM potrzebna jest dobra ekipa. Kierownik budowy, architekt (skupmy się na nich). Nie zbudujesz domu zatrudniając wiolonczelistę lub księgową.

Rozumiesz metaforę? Do tego, żeby zacząć budowę potrzebne są również odpowiednie narzędzia.

A Twoje narzędzia nosisz w sobie. Trzeba się tylko nad tym zastanowić i je odnaleźć.

Narzędzie numer jeden! Duporuch!

To nic innego, jak to, żeby przestać narzekać i zacząć nad sobą pracować.

Jestem zdania, że związek powinno budować się na wspólny wartościach i wzajemność. W skrócie. Dajesz i bierzesz. Równowaga.

Jeśli nie masz oczekiwań, nie wiesz, czego chcesz, to jak masz zbudować zdrową, dojrzałą relację…

Zatem masz jakieś oczekiwania względem przyszłej drugiej połówki.  Chcesz związek jak z bajki, ale czy Ty do tej bajki pasujesz?

Często jest tak, że wymagamy nie wiadomo czego, a sami mamy wielkie niedociągnięcia w nas samych. Chodzi o to, że warto zadbać o siebie. Tak. Całościowo. O swoje wnętrze, jak i o swój wygląd. To kwestia atrakcyjności. Duchowej i fizycznej.

Wymagasz ok! Jednak Ty również musisz wymagać od siebie. Masz nieskończone możliwości i dostęp do wiedzy, by pracować nad sobą. Wykorzystaj to, a znajdziesz taką osobę, jaką chcesz. Warunek jest jeden. Ty też musisz być atrakcyjną osobą.

Chcą dużo, powinno się dawać dużo. To prosty wniosek, prosty rachunek.

Narzędzie numer dwa! Spotykajło!

To również bardzo proste. Chcą spotkać kogoś, z kim zbudujesz relację, musisz zacząć poznawać ludzi. Otwórz się na ludzi. Wyjdź do nich! Każdego dnia otaczasz się tymi samymi osobami, które znasz na wylot, a połowa pewnie Cię wkurwia i dziwisz się, że nikogo nie poznajesz. Praca – dom to Twoja stała trasa. No to gratuluję…

Zacznij odkrywać. Znajdź pasję. Żyjemy w świecie Internetu, możesz poznać setki osób codziennie. Oczywiście, są pojeby, są internetowi gawędziarze, ale to nie znaczy, że nie ma tam wartościowych ludzi. Zmień swoje nawyki, zacznij nowe hobby, zmień otoczenie.

Im więcej ludzi poznasz, tym większa szansa, że kogoś spotkasz, kogoś, kto może być tym kimś.

Narzędzie numer trzy! Bylejakowyjbajka!

Bardzo, bardzo, bardzo… Bardzo często słyszę, że lepiej obniżyć oczekiwania niż żyć w samotności.  Zazwyczaj wtedy w głowie wybucham śmiechem. Słuchaj, jak się skupiasz na tym, co złe, to równasz się do tego, co złe i nijakie. Dlaczego masz iść na kompromis i być z kimś na siłę, tylko dlatego, że boisz się samotności.

Naucz się żyć w pojedynkę. To pierwszy i podstawowy krok, a następnie skup się na tym, żeby być z kimś, przy kim czujesz się dobrze. Chciej wszystkiego to, co najlepsze! Czy to egoizm? Nie. To po(d)stawa!

Jeżeli boisz się samotności, to lecisz w pierwszy lepszy związek z osoba, która okaże Ci trochę zainteresowania. Jeżeli znasz swoją wartość i jest Ci całkiem spoko w pojedynkę, wówczas szukasz kogoś, kto sprawi, że razem będziecie się wspierać i wzrastać.

Chciej kogoś, a nie potrzebuj. Zawsze to powtarzam.

Narzędzie numer cztery! Dobrodetektor.

Krótkie i skuteczne narzędzie. Obserwuj i poznawaj człowieka po jego słowach i czynach. Jeżeli się zazębiają, jeżeli to tego dochodzi szacunek, zrozumienie, słuchanie, wparcie i obecność to śmiało w to idź.

Możesz spotkać kogoś jak z okładki, do tego inteligentnego, zabawnego, zaradnego, ale jeżeli ten człowiek będzie Cię traktował jak gówno, to chyba wiesz jak to się skończy…

Narzędzie numer pięć! Narzekaczościnacz.

Skończ narzekać, że nie masz szczęścia w miłość. Zamiast jęczeć i marnować całą energię na litanie mówiącą o swoich niepowodzeniach, skup się na tym, żeby odzyskać spokój i równowagę wewnętrzną. Twoje życie jest odbiciem tego, o czym myślisz i takie też rzeczy, osoby i zdarzenia do niego przyciągasz.

Narzędzie numer sześć! Życiolejce.

Czyli weź życie w swoje ręce i nie czekaj. Miłość przytrafia się tym, którzy są na nią gotowi i działają, a nie którzy na nią czekają.

Życie to Twoja odpowiedzialność. Twoje działania przybliżają Cię do tego, czego pragniesz. Zatem chwyć lejce swoje życia w ręce i zacznij działać używając powyższych narzędzi.

Życie jest po to, żeby je przeżyć, a nie po to, żeby się na nie godzić…

 

Przekonaj się, co moje książki zmienią w Twoim życiu!

Kup teraz moją drugą książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

Kup teraz moją pierwszą książkę (bestseller) – Książka – “Na własnych zasadach”  

Kup teraz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

POSTAW KAWĘ!

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

 

Miłość? Lokata? Zwrot z inwestycji?

Tak, wiem jak to brzmi… Strasznie i pewnie wiele osób ma teraz oczy jak złotówki czytając ten wstęp, ale spójrzmy na to zupełnie inaczej.

Zanim powiesz sobie w głowie, że miłość jest bezinteresowna, cudowna, romantyczna i takie tam inne „ohy” i „ahy”, to pozwól, że coś Ci powiem.

Cokolwiek sobie pomyślisz po tym tekście, to wierz mi, że ja się z Tobą zgadzam i chciałbym również dodać kilka słów od siebie.

Związek dwojga ludzi to pewnego rodzaju inwestycja we wspólną przyszłość. Nie inwestujesz, co prawda, pieniędzy, ale dajesz drugiej osobie swój czas, emocje, uczucia i zaufanie. Kredyt zaufania. Tak się mówi. Czasem ten kredyt przepada bezpowrotnie, ale to nie o tym będzie ten tekst.

Początki są usłane różami. Zazwyczaj. Spotykacie się, tęsknicie, nie możecie się sobą nacieszyć. Gdziekolwiek nie pójdziecie towarzyszy Wam chór skowronku, które radośnie śpiewają miłosne piosnki, a gdzie nie postawicie stóp, tam eksplodują bukiety róż, które przyozdabiają Waszą drogę…

Na tym etapie wszystko jest pięknie. Wspólne plany, obietnice deklaracje. Słowa fruwają wokół Was, oplatając, przylepiając się do Was i wypełniając wizją przyszłości we dwoje. FOREVER LOVE wyryte nie tyle, co na drzewie, a w mózgu… To nic nie kosztuje na tym etapie. Ot, taka darmowa porcja wielkich słów wypowiadanych pod wpływem rodzącego się zakochania.

Prawda jest taka, że każdy wnosi coś do relacji. Wartości, emocje, czas to nic innego jak wkład własny. Problemy zaczynają się w momencie, kiedy ktoś daje więcej niż otrzymuje, Znasz to? Ja znam to doskonale. Pojawiają się pierwszy ryski na idealnej szklanej bańce, w której dryfujecie… Niestety wiele osób wciąż żyje w przekonaniu, że należy dawać jak najwięcej i nie liczyć na nic, bo miłość powinna być bezinteresowna. Owszem, ślepa miłość taka jest, a potem budzisz się, patrzysz w lustro i widzisz, że się rozpadasz… Zainwestowałeś, zainwestowałaś i się najnormalniej w świecie się nastąpiło przeinwestowanie.

Co zrobić, żeby zachować swoje środki i zbierać z nich odsetki?

Tutaj znowu posłużę się typowo bankowymi porównaniami. Może nawet giełdowymi.

Po prostu inwestuj z głową. Małe kwoty. i sprawdzaj czy jest zwrot z inwestycji. Chodzi o to, że nie grasz od razu wszystkim tym, co masz. Nie rzucasz wszystkich środków, jakimi dysponujesz w nadziei, że ktoś odpłaci Ci się tym samym…

Czy to brutalne? Nie to podejście zdroworozsądkowe.

Dajesz, obserwujesz, sprawdzasz.

Często mówię o wzajemności i zdrowym egoizmie. I wciąż będę podtrzymywał swoje zdanie. Znasz siebie, szanujesz siebie, więc nie pozwól się wykorzystywać. Jeżeli trafisz na kogoś, kto to doceni, to cudownie. Wzajemnie będzie dawać sobie to, co najlepsze. Budować związek oparty na współpracy i partnerstwie. I to jest fajne! Jednak może zdarzyć się też tak, że przeinwestujesz… Przyzwyczaisz kogoś tylko do brania i potem nagle zaczniesz mieć pretensje, że nie dostajesz niczego w zamian. A z jakiej racji? Dawałaś czy dawałeś bez opamiętania, nie upominając się o to samo, więc osobę winną za to możesz zobaczyć, patrząc w lustro.

I kiedy zauważysz to, że dajesz więcej niż otrzymujesz, to masz dwa wyjścia. Zwrócić drugiej osobie uwagę, licząc na to, że zrozumie i Cię doinwestuje lub po prostu zamknąć lokatę, zabrać swoje środki i iść dalej, w poszukiwaniu lepszy źródeł zarobku.

Tak. Wiem jak to strasznie brzmi, ale z drugiej strony nie powiesz mi, że ten przykład nie jest trafiony.

Wnioski?

Lokuj uczucia tam, gdzie będę wzrastać i się pomnażać, z kimś, kto zainwestuje w Ciebie, tak jak Ty w niego.

 

A teraz spójrz, nie chodzi tutaj o to, czy zostaniesz moim patronem lub postawisz wirtualną kawę… Chodzi o to, że mnie wesprzesz, pokazując, że moje słowa mają dla Ciebie znaczenie i lubisz mnie czytać…

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Zostań moim patronem i odbierz książkę i plakat.

Kliknij tutaj i kup moją książkę!

Pozwólcie, że zatańczę tutaj na wstępie mały, spokojny walc z Adamem, który wielkim poetą był… Nie do końca pamiętam, czy to powiedziano o Mickiewiczu, czy też nie…

„Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
W myśli twojego odnowić obrazu?
Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
Że on jest zawsze blisko mej pamięci.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?”

Przejdźmy do pytań, które każdy z nas, a ja wielokrotnie, zadał sobie przynajmniej raz w życiu.  Nie powinienem pisać, że „każdy”, bo nie mogę się wypowiadać za wszystkich, ale zakładam, że w sprawach miłości, takie pytanie przewinęło się w głowach wielu.

Pytanie: Czy to jest miłość, czy kochanie? Inaczej. Czy to jest tylko zakochanie, a może to już miłość?

Różowe okularki na początku robią swoje prawda? Poznajesz człeka i nawet, jak jest z pozoru szary, to okularki dodają mu barw. Może być też odwrotnie, zdejmujesz okulary i ten człowiek, wciąż promienieje blaskiem i ciepłem.

Czy jest uniwersalny test sprawdzający? Czy jest coś, co pozwala jednoznacznie stwierdzić, że kochasz całym sobą, a nie toniesz w zakochańczym soku?

Nie wiem. Serio! Znam setki historii, sam przeżyłem wiele w tym temacie i pewności nie mam. Co więcej, nie pokusiłbym się, a kusi bardzo, o stwierdzenie, że coś można wziąć za pewnik w tej kwestii.

Ale…

Miłość sprawia, że na wiele rzeczy patrzymy inaczej. Tak mówią. Ja bym powiedz, że tak robi w nas zakochanie. Miłość, taka dojrzała, widzi więcej, a co za tym idzie, widzi i akceptuje. To dla mnie znacząca różnica.

W zakochaniu nie widzisz wad, wszystko jest kolorowe, proste, łatwe. A miłość, wcale nie jest ślepa… Miłość pozwala nam obiektywnie spojrzeć na człowieka i powiedzieć sobie „Nie będę Cię zmieniać, chcę Cię takiego, jaki jesteś, razem możemy dążyć do tego, żeby było nam razem jak najlepiej.  To moje zdanie. I w tym wypadku „mojsze zdanie, nie jest bardziej prawdziwe od Twojszego”… Każdy ma swój punkt widzenia. To jest piękne.

Dlatego. Kurtyna w górę i powiem Ci, tak czysto subiektywnie, co moim zdanie różni zakochanie od miłości.

Leć ze mną!

Pierwszą kwestią, o której chciałbym powiedzieć to zasada potwierdzenia. Tak ją nazwijmy. Zakochanie ma to do siebie, że ciągle szukasz w partnerze dowodów miłości, ciągle wymagasz zapewnień, że jesteś dla kogoś najważniejsza/y.  Brakuje tutaj stabilności emocjonalnej.  Cechuje ten stan ciągłe rozchwianie i napady wątpliwości „kocha, nie kocha”, „nie pisze, więc może nie kocha”, „nie może się spotkać, to pewnie już nie kocha”…

Natomiast miłość dojrzała, tak uważam, buduje w Tobie poczucie pewności. Masz świadomość, że tworzysz związek z kimś, kto Cię kocha i nie potrzebujesz stałych zapewnień. Po prostu to czujesz.

Druga rzecz, która odróżnia zakochanie od miłości, to poczucie bezpieczeństwa. To trochę nawiązuje do tego, co powyżej, ale jednak ma to inne podłoże. Tutaj w zakochaniu nie opuszcza Cię lęk przed porzuceniem. Na każdym kroku boisz się, że ktoś Cię zostawi, jeśli tylko powiesz coś złego, albo nie daj Boże, zrobisz coś nie tak. Tracisz przy tym pewność i całą masę energii. A miłość dojrzała, nie dość, że sprawia, że Twoja energia wręcz zyskuje, to jeszcze masz w sobie spokój, który wynika z tego, że czujesz się akceptowana/y i wiesz, że możesz być sobą, bo to nie sprawi, że ktoś nagle odejdzie.

Trzeci punkt. Lubię go, od razu powiem. Rollercoaster i oaza. Tak bym go nazwał. Chodzi o to, że zakochanie to cała paleta emocji, które się ze sobą przeplatają. Wydaje Ci się, że nie masz nad nimi kontroli, że zachowujesz się irracjonalnie w wielu sytuacja. Za to miłość dojrzała, jest jak oaza. Czujesz spokój, który potęguje druga osoba. Razem, we dwoje, pracujecie nad tym, co trzeba poprawić oraz pielęgnuje to, co już udało się Wam zbudować. Nikt nie potrzebuje codziennych skoków adrenaliny, by docenić relację, za to spontaniczność wynikające ze znajomości siebie, może być bardzo podniecająca.

I ostatni punkt jest taki, że zakochanie, poprzez emocje i swoje lęki, powoduje, że ludzie są zdolni do poświęceń. To głupota. Mówiłem to wielokrotnie… Zakochanie prowadzące do poświęcania siebie, tylko po to, żeby utrzymać relację, nie jest niczym dobrym. Dojrzała miłość oparta na wzajemności pozwala na wspólne dochodzenie do kompromisu, w których nikt nie traci, a także nie ma poczucia, że zrobił coś wbrew sobie.

Myślę, że przykładów może być więcej, podałem swoje ulubione. Może zdarzyło Ci się to u siebie zauważyć, a może nie.

Mam nadzieję, że nie zanudziłem Cię swoim wywodem i dalej ze mną zostaniesz!

A teraz spójrz, nie chodzi tutaj o to, czy zostaniesz moim patronem lub postawisz wirtualną kawę… Chodzi o to, że mnie wesprzesz, pokazując, że moje słowa mają dla Ciebie znaczenie i lubisz mnie czytać…

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Zostań moim patronem i odbierz książkę i plakat.

Kliknij tutaj i kup moją książkę!

 

Uważam, że nic tak nie rujnuje relacji, jak bezsensowne pretensje. Ogólnie pretensje. I zaraz wytłumaczę Ci, dlaczego tak myślę. Przynajmniej postaram się wyjaśnić. Możesz się ze mną zgodzić lub nie. Możemy nawet podyskutować, bo to fajne prawda?

Abstrahując od tego, że czasem mamy gorszy dzień i lubimy przypierdolić się do drugiej osoby bez powodu, bo mleko źle odłożone w lodówce, bo skarpetki leżą pod kanapą i łapią kurz, bo łazienka zajęta, bo śmieci nie wyrzucone, bo bałagan, bo… I tak dalej. Znasz to, każdy to zna… To są moim zdaniem przypierdolki bez cienia sensu. Zdarzają się, są z reguł niegroźne, rozchodzą się po kościach, przemijają z wiatrem…

Jednak już same pretensje są jak husaria nacierająca na drugą osobę. Pretensje są pewnego rodzaju zdaniem wyrażanym w sposób bardzo agresywny. To moje zdanie oczywiście. Pretensja, bez względu na to, jaki ma cel, zamysł zawsze jest formą ataku na drugiego człowieka. Ataku na emocje, ataku, który ma wywołać ból. I żadna, ale żadna pretensja nigdy nie sprawiła, że ludzie poprzez refleksję zbliżyli się do siebie. Wręcz przeciwnie. Bliskość generuje rozmowa, zrozumienie, słuchanie. Bliskość i poczucie wartości w związku buduje się poprzez pochwały, docenianie siebie, a nie atakowanie. Atak wywołuje chęć odwetu. Pretensja podsyca chęć obrony swojego zdania, swojego terytorium emocjonalnego.

Często słyszę od ludzi, że żyją w relacjach, w których ktoś do kogoś ma ciągłe pretensje. Otóż to rodzi się z tego, kiedy nasze oczekiwania względem drugiej osoby nie są spełniane. Kiedy ktoś nie potrafi się dostosować do naszego zdania, wówczas pojawia się chęć uzmysłowienia tego, o co nam chodzi. Niestety tutaj zamiast spokojnej rozmowy, często następuje zmasowany atak. A życie w ciągłym strachu przed pretensjami nie wytrzymał jeszcze żadne związek. Uwierz mi.

To normalne, że czasem się wkurwiamy, czasem coś powie się w złości i potem tego się żałuje. Następuje moment otrzeźwienia i najzwyczajniej można się przeprosić i oczyścić atmosferę. To normalne, jeśli zdarza się raz na jakiś czas. Natomiast, jeśli trwasz w ciągłej obawie przed tym, czy to, co robisz, zadowala drugą stronę, to rodzi się problem, ponieważ Twój umysł zatopiony w stresie, zaczyna odbierać drugiego człowieka, jak potencjalne zagrożenie, a jeżeli zaczynasz traktować kogoś, jak wroga, to wtedy następuje proces wycofywania się, ucieczki. I to nieuchronnie prowadzi do rozpadu relacji, bo na logikę, kto chciałby żyć w ciągłym strachu i stresie, w obawie przed kolejnym atakiem.

I tutaj zmierzam do tego, żeby uzmysłowić, a może po prostu powiedzieć, że styl bycia, oparty na ciągłych pretensjach, to oznaka niedojrzałości, swoistego lęku, chęci manipulowania i podporządkowania sobie drugiej osoby. I jest to problem osoby, która atakuje, a nie tej, która jest atakowana.
Kiedy masz problem ze sobą, wówczas stwarzasz problemy wokół siebie. Kiedy coś Cię w środku uwiera, to druga osoba często obrywa przez przypadek. A takie przypadkowe obrażenia wpływają na jakość relacji, a nawet prowadzą do jej końca. Żaden człowiek nie wytrzyma ciągłych ataków, ciągłego pouczania, ciągłego opierdalania o wszystko. Na bazie tego nie da się zbudować niczego stałego, na bazie tego nie ma szans na to, żeby wytworzyły się więzi, bo każdy atak sprawia, że są one rozszarpywane na kawałki.

Miłości nie stworzy się, nie zrodzi się na fundamentach stworzonych z lęku i strachu. Miłość rodzi się w ciszy, w zrozumieniu, w poznawaniu siebie i rozmawianiu o tym, co jest dobre, a co złe. A nad tym, co złe się pracuje. Pracuje się we dwoje, na cztery ręce.

Myślę, że warto się nad tym zastanowić. Warto przemyśleć, czy to, co robimy, nie sabotuje naszej relacji, czy zamiast atakować, nie trzeba usiąść i spokojnie porozmawiać o tym, co nas boli. Zwykła rozmowa potrafi zdziałać cuda, potrafi uleczyć i zbliżyć. Trzeba tylko chcieć rozmawiać…

Kliknij tutaj i kup moją książkę…

Ludzie uwielbiają gierki…

Wiesz, karty, uno, monopoly i tak dalej i tak dalej. A najbardziej uwielbiają gierki w związkach…

Jest taka gra „karteczki”… Kto oglądał „Furię” może kojarzy scenę z baru. Główni bohaterowie, zanim się powybijali, grali właśnie w taką grę. Sam też lubię w nią grać ze znajomymi. Wydaje mi się, że właśnie „karteczki” są najbardziej powszechną, związkową gierką na świecie… Ludzie się poznają, patrzysz na kogoś i widzisz, że ma karteczkę z napisem „czuły i kochający” albo „bezinteresowna i dobra”, a w rzeczywistości okazuje się, że to albo nieczuły kutas, albo oziębła suka… Nie wybaczajcie słownictwa, będzie tego więcej. (wrażliwcy językowi mogą przestać czytać) Czy nie byłoby prościej, gdybyśmy od razu byli ze sobą szczerzy?
Teoretycznie.

Scena pierwsza. Randka. Fajna knajpa i przychodzi, powiedzmy, Andrzej (to postać wymyślona). I Andrzej mówi: Cześć, jestem skurwysynem. I mamy jasność. I druga osoba wie już na starcie, czego może się spodziewać. I jeśli, powiedzmy, Asi (postać fikcyjna) to odpowiada, to mówi: Marzyłam od dziecka o skurwysynie, to najprawdopodobniej będą szczęśliwi.

Scena druga.

Dyskoteka. Do baru podchodzi, hmm, Dżesika (postać, daj Boże, fikcyjna) i tam stoi, niech będzie, Olek. Coś tam gadają i Dżesi mówi: Kręci mnie kasa, nie umiem nic robić, tylko laskę i ogólnie szukam księcia z bajki. I jak Olkowi to pasuje, to cudnie. Idą w to dalej.

Rozumiecie analogię. Szczerość powinna leżeć u podstaw ludzkości, a zamietliśmy ją pod dywan. Schowaliśmy ją za „karteczkami”. A zamiast niej, uprawiamy emocjonalno-uczuciowy hazard. Na randki przychodzą wersje DEMO, nie poznajemy się, tylko idziemy od razu do łóżka i potem jakoś głupio się wycofać… I jakoś to życie leci… Do czasu aż ktoś nagle pokaże swoje prawdziwe oblicze. I wtedy druga strona robi wielkie oczy…, bo wcześniej nic nie było mówione.
Komplikujemy na potęgę… A może przecież być tak prosto, tak przyjemnie, gdybyśmy grali, tyle że w otwarte karty od samego początku…

Nie?

Kliknij w ten link i kup moją książkę…

(CHUJ – Charyzmatyczny hazardzista ujmujący jedności…)

I pisząc JEDNOŚĆ mam na myśli Twoją osobistą spójność. Poczucie własnej wartości. A taki ktoś będzie za wszelką cenę chciał wygrać dla siebie wszystko i zostawić Cię z niczym.

Naucz się opuszczać takie gry. Chociaż wiem, że to nie jest proste, że to może najtrudniejsza rzeczy jaką trzeba będzie zrobić. Może to będzie najtrudniejsza rozgrywka, jaką przyjdzie Ci rozegrać. Jednak stawką jesteś TY. Twoje szczęście.

Problem polega na tym, że chuje grają znaczonymi kartkami. Oszukują. Grają udając, że wcale nie zależy im na wygranej, bo liczysz się Ty.
Nie będę Ci mówił jak masz żyć. Jednak mogę Ci powiedzieć, że taka gra nie prowadzi do niczego dobrego. To tylko strata czasu. To tylko próba wmówienia sobie, że z czasem będzie inaczej. To seria przerwanych rozgrywek i kolejnych powrotów do nich.

Znasz to?

Przerwa i kolejna kolejka. Przerwa i gramy znowu. Chuj grać musi. Tutaj nic nie jest prawdą, wszystko jest na niby, ale Ty myślisz, że po kolejnej przerwie coś się zmieni, że gra będzie wreszcie uczciwa, że karty będą otwarte.

Nic się nie zmieni. A Ty się łudzisz. Wiem. A ja znam masę osób, które wciąż prowadzą takie gry i liczą, że coś nagle będzie inaczej. Nastąpi szczęście. Sam grałem kilka razy, a raczej byłem pionkiem w czyjeś grze. Ty też chcesz być pionkiem?

Z chujem nie wygrasz, po prostu nie siada się z nim do stołu. Jeżeli oczekujesz czegoś prawdziwego w życiu, to nie trać czasu na gierki, na zakłady o własne emocje, na pokera własnymi uczuciami.

Relacja to nie jest kasyno, bo kasyno wygrywa zawsze, dlatego chuj zrobi Ci je z życia.

Postaw na siebie. Wyjdź z gry. Połóż karty. Odejdź od stołu. Nawet za cenę przegranej. Czasem trzeba przegrać jedną grę i skończyć, by ostatecznie wygrać siebie.

Nie będzie łatwo. Nie będzie prosto. Jednak walcz. Pamiętaj, że chodzi o Ciebie. Pamiętaj, że prawdziwe życie jest, gdzieś poza tym wszystkim, co sztuczne i pozorne.

Twój wybór. Twoje życie. Twoja decyzja.

 

 

A teraz, jeśli podobają Ci się moje teksty, to możesz wesprzeć moją twórczość. To wiele dla mnie znaczy…

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Zostań moim patronem i dobierz książkę i plakat.

Kliknij tutaj i kup moją książkę!

Masz pytania? Napisz e-mail

info@tomeknawrocki.pl

Ważne linki

Zapraszam do moich Social Mediów
na Facebooku, Instagramie i TikToku

© 2025 Tomasz Nawrocki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt: Kruku.net

Zgarnij rabat!
Zapisz się do naszego Newslettera aby otrzymać
kod rabatowy 15%.
    ZAPISZ
    Zapoznałam(em) się i akceptuję
    regulamin i politykę prywatności