Uwielbiam słuchać takich historii… Ona poznaje jego, on poznaje ją… On mówi jej, że lubi małe kotki i ratować pandy, ona opowiada, że chciałaby ratować świat, a teraz to tylko gorszy okres przejściowy albo on chwali się, że jest kimś, tylko chuj wiadomo kim… Ona opowiada, że robi karierę, tylko nie wiadomo w czym… Na tym etapie ludzie zaczynają kręcić o sobie nawzajem filmy we własnych głowach. Kobiety, komedie romantyczne, faceci przeważnie porno. Chociaż wszystko zależy od reżysera, bo jaki reżyser, taki film…

Cieszę się, że wychowałem się w dużej mierze na podwórku, a nie w sieci. Dzięki temu potrafię wciąż nawiązywać znajomości w realnym świecie, a nie tylko w gadce online. To ułatwia, bo nie mam oporu podejść do kobiety na ulicy i powiedzieć, że ujął mnie jej uśmiech i może wypijemy razem kawę. Chociaż życie online spowodowało, że kobiety różnie na to reagują… Z drugiej strony, kiedy rozmawiam z kobiety, a rozmawiam dużo, to coraz bardziej wiedzę to, że ludzie nie potrafią napisać dwudziestu słów do dziewczyny w siebie, w taki sposób, żeby nie wyjść na zwyrola… Zasób słów się zmniejsza z pokolenia na pokolenie…
Poza tym, według badań, iloraz inteligencji również spada. Mam teorię, że niektórzy są już na minusie…

Zaraz wrócę do tematu wyobrażeń… Internet pozwala na wiele mistyfikacji, a ja lubię czuć to narastające napięcie w trakcie rozmowy, to wzajemne czytanie gestów, te poukrywane uśmiechy, przyśpieszony oddech… Wszystko to, czego nie widać w sieci, ja uwielbiam, jest dla mnie szalenie podniecające.

Niestety. Internet nauczył nas tego, że można kłamać, można wysyłać wersje DEMO samych siebie.

Działa to na dwa sposoby… Jedni grają, a Ci, którzy nie grają i tak są podejrzewani o grę…

Wracając do wyobrażeń. Dwoje ludzi się poznaje. Gadają online, gadają dużo, w końcu sami orientują się, że czekają na wiadomość o siebie każdego dnia. Tworzy się więź… Tyle, że jest to wirtualna więź… Są znajomości, które zostają w sieci, są znajomości, w których zaczyna się czuć, że to jest to i trzeba się spotkać, bo musisz kurwa dotknąć, spojrzeć, zobaczyć…

I jak to w życiu bywa, są dwie wersje wydarzeń. Pierwsza jest cudowna, bo nagle patrzysz, jak ona idzie ulicą, patrzysz, jak się porusza, jak się uśmiecha, a potem gadacie i macie wrażenie, że ktoś, jak na złość, przyśpieszył czas i chwila, która miała trwać wiecznie, a gadacie już piątą godzinę, skończyła się zbyt szybko, wiem, jak to jest… I potem nie możesz przestać myśleć, bo bohaterka z Twojej głowy, stała się Twoją rzeczywistością.

W drugiej wersji przygotowujecie się do spotkania, szykujecie się w chuj, już macie wychodzić i nagle przypominacie sobie, że zapomnieliście wziąć ze sobą swojego plecaka z wyobrażeniami o tym człowieku. Idziecie na spotkanie z całym tym wyobrażenie o człowieku, którego nigdy nie widzieliście na oczy, ale…

Po kilku sekundach orientujecie się, że coś jest nie tak, że rozmowa, tak płynna online, w realnym świecie przelewa się jak olej po tuńczyku w basenie, no ni chuja nic nie gra… Jesteście w jednym miejscu, ale jakby obok siebie, niby miała być pięknie, a wiele brakuje do tego, żeby było średnio.
Miało być tak i tak, a wyszło zupełnie inaczej.
Możecie nawet iść do łóżka, żeby sprawdzić poziom dotarcia, ale to też nie jest to… Miało być 50 twarzy Greya, a wyszła Pasja…

Zatem kończycie znajomość w poczuciu wielkiego rozczarowania. I jeszcze zazwyczaj macie do siebie pretensje, że tak się stało…

Otóż…

Nie ma w tym winy ani jednej, ani drugiej strony…

Wina leży w wyobrażeniach…

(Pomijam tutaj pomyłki typu, że on nie miał dwójki, a ona myślała, że ma nieziemskich uśmiech, albo ona była kulawa, a on marzył o jej kołyszących się biodrach…)

Problem polega na tym, że kręcicie sobie w głowach film, a potem na siłę próbujecie wcisnąć swoje wyobrażenia w drugą osobę. To jest główny powód niepowodzeń. Rozczarowań. Masz takie i takie wyobrażenia, masz kilka puzzli osobowości drugiej osoby i kręcisz w głowie, nie wiadomo, jak scenariusze, o człowieku, którego nawet jeszcze się nie widziało.

Popełniłem ten błąd kilka razy i dzisiaj wolę się zaskoczyć niż rozczarować. Wyzbyłem się oczekiwań. Wyzbyłem się wbijania w ramy wyobrażeń. Wolę płynąć, doświadczać i poznawać.

Drugim problemem jest pragnienie natychmiastowej gratyfikacji. Czyli poklikaliście parę razy, coś tam o sobie wiedzie, resztę sobie dopowiedzieliście, więc spotkanie jest tylko formalnością przed związkiem, który wisi w powietrzu. Niestety często jedyne, co wisi w powietrzu to fetor zawodu…

To wszystko powoduje, że mamy zaburzony obraz postrzegania siebie. W pięknym, idealnym świecie online, w którym wszystko jest przefiltrowane, chcielibyśmy, żeby spotkania również były idealne. Chuj z tym. Chcemy, żeby druga osoba była idealna i pasowała do naszych wyobrażeń…

Ludzi nie dopasowuje się do wyobrażeń. Ludzi się poznaje i zaczyna się ich akceptować lub nie…
W tajemnicy powiem, że to działa w dwie strony…

Jeżeli wciąż Ci nie wychodzi, to wiń za to ludzi…

Bo może wciąż kurwa żyjesz wyobrażeniami, które nie pozwalają Ci dostrzec wartości w drugim człowieku…

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mój e-book MYŚLI POURYWANE. Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Chodź, opowiemy sobie o uwodzeniu… Lubię to zdanie…

Napisałem kiedyś taki tekst:

Wiesz, za czym tęsknię? Za rozmową. Prawdziwą rozmową. Za emocjonalnym mięsem, zachłanną chęcią poznania drugiego człowieka, kiedy z każdym słowem rozbierasz kogoś emocja po emocji, myśl po myśli. Wiesz, kwintesencja poznania. Wzajemne rozkładanie się na części pierwsze. Uczuciowy striptiz. Rozmawiasz z kimś, dotykasz emocji i nagle pojawia się świt. Wstaje słońce, nowy dzień, a człowiek obok Ciebie jest jakby bliższy, jest bardziej poznany. Po prostu czujesz, że coś w tej kwestii się zmieniło. Bo rozmowa powinna zbliżać. Tęsknię za tym. Mówisz i nie boisz się powiedzieć tego, co myślisz, co czujesz, nie boisz się zrzucić maski, zdjąć zbroi, odsłonić się całkowicie. To nie jest gówniane pierdolenie o tym, co robisz w życiu, co lubisz jeść, jaką masz pracę, to bardziej pokazanie tego, co kochasz, za czym tęsknisz, czego się boisz, o czym marzysz. Rozmowa, która kręci się wokół życia i śmierci. Marzeń i obaw. I w żaden sposób nie boisz się tej rozmowy, tego, że ktoś się z Tobą nie zgodzi, bo w tej rozmowie chodzi o głód poznania. Wzajemny głód poznania. Po takiej rozmowie w życiu pojawia się coś, czego nie potrafisz nazwać. Coś nowego. Za tym dzisiaj tęsknię.

I tak trochę czytając wypowiedzi różnych osób, nie tylko ja za tym tęsknię.

Mój kumpel poznał dziewczynę, nawet spoko im się rozmawiało. Można byłoby powiedzieć, złapali wspólne flow do czasu, kiedy ona nie zapytała go, ile zarabia. Nie mam nic przeciwko zarabianiu, pieniądze są istotne, bo wiele w życiu ułatwiają, ale jednak uważam, chociaż może jestem staroświecki, że na pierwszym spotkaniu, takie tematy są niepotrzebne. Albo idziesz na randkę, albo podpisać intercyzę. Albo albo…
Z drugiej strony moja znajoma prowadzi album ze zdjęciami facetów, którzy wysyłają jej kutasy, zamiast „dzień dobry”. Proponowałem jej wydać kiedyś taki kalendarz, ale mówi, że nie za bardzo chce… W sumie szkoda…, bo wtedy większość osób posiadając taki kalendarz, wreszcie miałoby usprawiedliwienie, żeby powiedzieć, że ten miesiąc jest chujowy…

Spójrzmy, jak to jest teraz… Pomińmy wszystkie bajki, jakie znamy, że żyli długo i szczęśliwie, jak już się wreszcie odnaleźli.

Dzisiaj wszystko musi być na już. Na teraz. Na zaraz.
A ja wierzę, że na dobre rzeczy trzeba w życiu poczekać.
Nauczył mnie tego dziadek. Kiedyś babcia powiedziała do niego, że chciałaby na stare lata pojechać do Hiszpanii na siedemdziesiąte urodziny i co…
Wstaje w swoje siedemdziesiąte urodziny i mój dziadek czeka z walizkami i mówi „Kochanie, jedziemy”. Pamiętał o tym i czekał trzydzieści siedem lat, żeby to spełnić. Powiedział mi, że na dobre rzeczy w życiu warto czekać, a jeżeli zależy Ci na kobiecie, to możesz czekać tyle, ile trzeba, ale jeżeli ona wybierze inaczej, to możesz śmiało spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że próbowałeś i cieszyć się jej szczęściem.

A więc, gdzie jest kurwa ten flirt w dzisiejszych czasach, gra słów, uwodzenie, czekanie na…

Większość odpowie, że w dupie… I tutaj trochę się zgodzę, bo łatwiej jest potraktować wszystko schematowo niż wysilić się i czymś zaskoczyć.
Kolacja, kino, spacer, seks i może coś zaskoczy, a jak nie to inny zestaw osób do przetestowania.

No kurwa, a ja lubię słowne przepychanki.
No, bo uwodzenie to taniec dwojga ludzi, który wymaga czasu.
Na początku się poznajecie, słuchacie, zapamiętujecie.
Uczycie się wzajemnie siebie, to jak poznawanie kroków, ona coś Ci mówi, ty to zapamiętujesz i kiedy się nie spodziewa, ty realizujesz, to o czym mówiła. Uwodzenie jest wtedy, kiedy ona bawi się przy tobie włosami i zmysłowo rozchyla usta, kiedy stoi blisko i niby przypadkiem Cię dotyka. W innej wersji, kiedy jesteście na kolacji, mówi, że nie ma na sobie bielizny, ale to nie na pierwszej randce, chociaż znam takie przypadki.
W tańcu nie powinno być pośpiechu. Powinna być wzajemna chęć wyczucia siebie i tym jest uwodzenie.

A dzisiaj mam wrażenie, że wszystko dzieje się na poziomie powierzchowności. Wszystko. I nie chodzi mi tutaj o to, że technologia wszystko uprościła, bo technologia jest fajna, jeśli się z niej mądrze korzysta. Jednak zagłębiając się w to, przez Internet ciężej jest wyczuć emocje, nie widzisz mimiki, nie patrzysz w oczy, nie dostrzegasz wielu sygnałów.
To, co kiedyś było ekscytujące i czasochłonne, stało się przyziemne i na pokaz.

Zauroczenie wydaje się dla wielu miłością. Seks obietnicą związku. Wygoda jest brana za szczęście.

Z rozmów zostaje wyciągane to, co niezbędne, a znikają przekomarzania, podteksty, niedopowiedzenia, które rozpalają wyobraźnię.

Z jednej strony tęsknimy za emocjami, z drugiej, zamiast uwodzić, chcemy przelecieć.
Jedno ma rozpalać zmysły, a drugie tylko gasi potrzeby.

Uwodzenie i zwilżanie mózgu, a dotknięcie i przelecenie ciała.

Mówi się, że uwodzenie to sztuka i pewnie w pewnych sensie tak jest, bo wymaga ono wyjścia poza schemat, który zamyka się zazwyczaj w 3 x KKK. Kwiaty, kolacja, kopulacja.

A przecież można inaczej. Można zacząć od budowania wspomnień. Kiedy on chwyta Cię za rękę i tańczycie razem na środku ulicy, kiedy pijecie wino, patrząc na wschód słońca, kiedy razem robicie całkowicie absurdalne rzeczy i macie to gdzieś, bo jesteście we dwoje. Emocje budują wspomnienia najpiękniejsze. I to nie musi być nie wiadomo co, czasem wystarczy postawić na spontaniczność, jednak uważam, że chcąc stawiać na spontaliczność, najpierw musisz poznać drugą osobę.
A poznajesz, słuchając. Wyłapujesz szczegóły w czasie rozmów, kiedy ona patrząc na witrynę, widzi wielkiego misia i rzuca, że chciałaby kiedyś takiego mieć, a ty za jakiś czas dymasz na spotkanie z 1,5 metrowym misiem i chuj z tym, co pomyślą inni, jednak do tego jest potrzebna umiejętność rozmowy, słuchania i zapamiętywania.

Monologi…, zamiast rozmowy, to dzisiaj widzę, każdy chce wypaść jak najlepiej, każdy chce stworzyć z siebie dobrze zaprezentowany produkt, zamiast iść na randkę z radością, większość chodzi ze spiętą dupą, a to zabija spontaniczność.

Tymczasem ludzie tęsknią za głębią, doprecyzujmy, głębią poznania, a nie głębią wkładania…
A drogą do celu jest rozmowa. Mogę to powtarzać bez końca, ale napięcie, pożądanie, więzi, to wszystko tworzy się poprzez rozmowę, to wszystko buduje się w momentach, kiedy czujesz, że coś się w Tobie zmienia, kiedy ona zaczyna patrzeć na Ciebie inaczej, kiedy ty zaczynam marzyć o tym, żeby spędzić z nią dzień, a nie tylko noc.
To mogą być rozmowy o wszystkim i o niczym, ale to są rozmowy, które się pamięta. Kiedy dwie godziny mijają, jak pstryknięcie palcami, kiedy nagle orientujecie się, że wstaje nowy dzień, kiedy tracisz poczucie czasu i zyskujesz poczucie bliskości. Najpierw dotykasz myśli, bo jeśli wejdziesz komuś, pomiędzy myśli, to ciężko będzie Cię stamtąd wyrzucić. Stymulacja mózgu przynosi niebywałe efekty, chociaż nie wszyscy potrafią to robić.
W czasach, kiedy seks jest łatwy, seks intelektualny jest na wagę złota.

Ten pierwszy przynosi spełnienie, ten drugi tworzy więzi nie do rozerwania.

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mój e-book MYŚLI POURYWANE. Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Rozmawiałem kiedyś z dziewczyną w klubie, miała może dwadzieścia parę lat, typowa gadka przy barze. W jakiś stopniu zeszliśmy na tematy damsko – męskie. Kiedy zapytałem, czego tak naprawdę chciałaby od faceta, usłyszałem, że w sumie to, żeby miał fajne auto, porsche na początek może być, żeby pokazał jej świat, bo lubi podróże, żeby miał fajne duże mieszkanie i spędzał z nią dużo czasu. Kurwa. Ja pamiętam swoje pierwsze porsche, ale ono nowe nie było, a w tamtym czasie marzyłem o tym, żeby przespać przynajmniej jedną noc w wymiarze 3 lub 4 godzin, bo był zapierdol, o to mi chodzi…

Lubisz bajki? Zajebiste są prawda?

W bajkach, kiedy rodzice mieli już dosyć rozkapryszonej dziewuchy w zamku, to zamykali ją w więzy, gdzieś na krańcach królestwa, zalewali wszystko dookoła lawą i gdyby chciała wrócić, to stawiali tak jeszcze smoka. To dawało gwarancję spokoju. Ona tam siedziała, haftowała, spała, nudziła się i robiła inne księżniczkowe rzeczy. Szczerze, nie mam kurwa pojęcia, co tam robiła.
Za jakiś czas rodzice orientowali się, że warto się jej pozbyć na stałe i niech męczy się z nią ktoś inny. W tym celu organizowali turniej albo wysyłali posłańców, że w takim a takim zamku jest księżniczka do wzięcia. Warunek ubij smoka i wchodzisz na gotowe, gdyby nikt się nie skusił, to dorzucali pół królestwa. Chociaż uważam, że tam na bank, małym druczkiem, było napisane, że nie ma prawa zwrotu.
I jak to w bajkach bywa, znalazł się wariat, który na to poleciał. Wpadł do zamku, zajebał smoka, wszedł z drzwiami do komnaty, ofiarował jej swoje serce, a ona, że chłopa dawno nie widziała, pokochała go całym serce od razu, albo oddała mu się od razu, zależy jaka bajka.

Bajki bajkami, ale uważam, że ich naleciałości są odczuwalne i w dzisiejszych czasach. Tyle, że księżniczka nie siedzi w wieży, tylko mieszkaniu wynajętym przez rodziców, ma prawo do wychodzenia, zazwyczaj w weekendy do klubu, nie haftuje, tylko pstryka foty na instagrama lub nagrywa tik – tok’i. Na też zdecydowanie większy ogląd na potencjach księciuniów…
Co do wymagań pewnie za bardzo się nie zmieniły i są podobne jak z przytoczonej przeze mnie historii w klubie. W skrócie… Bądź miły, zadbaj o mnie, zadbaj o dom, doceniaj, że nic nie robię, przyjedź, odwieź, zabierz na wakacje, zrób kolacje, zabierz na kolację, miej dla mnie czas, doceniaj czas ze mną, nie pozwól, żebym się martwiła o cokolwiek… To duży skrót…

I teraz tak, ja naprawdę nie mam nic do księżniczek, niech sobie żyją w swoim posypanym brokatem świecie. Jestem pod tym względem tolerancyjny w chuj, jednak uważam, że tolerować to niekoniecznie znaczy znosić czy przebywać w otoczeniu.
Jednak pośmiać się chyba mogę prawda?
A raczej chciałbym w pewien sposób zweryfikować kilka pytań, które mam w głowie.

Księżniczki czekają na tego jedyne, który da im wszystko, ale czy one same z siebie, mogą dać coś więcej niż tylko dupy?

Znowu jestem wulgarny, wiem, ale przy tym uroczy też bywam.

We własnym mniemaniu każda z koronowanych głów, a koronowały się same, wierzy w to, że jest wyjątkowa i każdy powinien się o nie zabijać.
Tyle, że jest wielu gości, którzy naprawdę mają IQ wyższe niż ameba i do tego są poukładani, zaradni, daj Bóg przystojni i ogólnie świetnie odnajdują się w życiu.

I tutaj pada pierwszy strzał, który narusza koronę ułożoną na idealnej główce każdej księżniczki. Czemu akurat ktoś taki miałby zwrócić uwagę na kogoś, kto osiągnął doktorat z dziedziny leżenia i pachnienia.
Czy ktoś taki ma ochotę spełniać zachcianki i wysłuchiwać żali jej kurewskiej mości…
Bo skoro masz wymagania, to licz się z tym, że ktoś może mieć podobne wymagania względem Ciebie. Jeżeli szukasz „idealnego faceta”, to w jakim stopniu ty jesteś „idealną kobietą”?
Owszem możesz siedzieć i czekać aż książę podjedzie pod okno, zawoła, wejdzie, porwie, ale jest duża szansa, że jak zobaczy, kogo porwał, to szybko odniesie na miejsce.
Ty oczywiście po wielu nieudanych próbach stwierdzisz, że faceci to chuje i nikt nie zasługuje na to, by grzać się i przebywać w obliczu Twego majestatu, ale nawet ty z czasem dostrzeżesz, że blask już nie ten, a brokat przestał się świecić. Potem oczywiście możesz stwierdzić po raz kolejny, że faceci na jakiś trafiasz lecą tylko na Twoje wdzięki, ale uwierz mi, że przyciągasz to, czym kusisz, że skoro masz do zaoferowania tylko ciało, to znajdą się w Twoim otoczeniu tylko koneserzy ciała, często jednorazowi zdobywcy…
Taka prawda.
Jednak mało kto wspomina w królewskich kronika dzisiejszych czasów, o tym, że księżniczki i księciunie (bo tacy też są…) skądś się wzięli.
Tak!

Spójrzmy, kto sprawił, że są, jacy są, że ciągle wrzeszczą, że wszystko im się należy, że świat ma leżeć u ich stóp, że każdy ma się kłaniać, że muszą mieć wszystko na już, od razu i najlepiej bez wysiłku…

Właśnie! Królewska para! Któż inny jest odpowiedzialny za wychowanie takich, a nie innych mężczyzn czy kobiet…
No przecież nie ja.

Zatem trochę stając w obronie, chociaż wciąż w dużej mierze mi to zwija, potomków wszystkich królewskich par, za to, kogo my dzisiaj spotykamy w życiu, odpowiedzialni są właśnie rodzice, którzy swoją postawą, swoimi naukami (nie wszyscy, nie wkurwiajcie się) wychowali takie, a nie inne roszczeniowe pokolenie.

Coś wynika z czegoś.

Nie ma ludzi idealnych, nie ma związków idealnych, ale jest coś takiego jak praca nad sobą i praca nad relacją.
Zdrowa wzajemność, bo nigdy nie jest tak, że jest po równo. Czasem ktoś daje z siebie więcej, a potem druga osoba równoważy to, dając coś od siebie. Nie ma tak, że dostajesz to, co włożyłeś. Ludzie mają inne wartości, do innych rzeczy przywiązują uwagę, na co innego zwracają uwagę. Jednak to jest piękne, bo stwarza pole do kompromisów, do wzajemnego budowania we dwoje.
I jeżeli, jeżeli naprawdę czujecie się relacji spełnieni i szczęśliwy, no to kurwa! Mamy to!
Jeżeli jesteś z kimś i czujesz się dobrze, jeżeli jesteś z kimś i cieszysz się każdym dniem, razem pokonujecie przeciwności, to powtórzę! Kurwa! Mamy to! A raczej wy macie.

Miłość to nie jest przeciąganie liny, to stawianie na siebie nawzajem, ale przy wzajemnym szacunku i wracaniu uwagi na swoje potrzeby. Inaczej nie gubisz w relacji swojego poczucia własnej wartości, a wręcz przeciwnie umacniasz się w nim, bo druga osoba Cię w tym utwierdza.
Jeżeli czujesz się w związku, jak największa ofiara lub najwybitniejszy pizdeusz, to wybacz, najwyraźniej coś z Tobą nie tak i nie potrafisz obronić własnego zdania. Pora na krok wstecz, bo nie masz zbudowanej relacji ze sobą, zatem nie zbudujesz nigdy relacji z drugim człowiekiem.

Chcesz mieć cudowną osobę przy swoim boku, najpierw ty musisz być cudowną osobą. Chcesz spędzić z kimś resztę życia w szczęściu i miłości, to najpierw zadbaj o to, żeby to szczęście i miłość odkryć w sobie.

No kurwa proste prawda?

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mój e-book MYŚLI POURYWANE. Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Moja znajoma ostatnio stwierdziła, tak jak wiele kobiet, że „chuj z tym wszystkim Tomasz, wolę być sama”… I tutaj zaczęliśmy tygodniową dyskusję na temat tego, co w dzisiejszych czasach jest zjebane, a co nie, czemu ludzie są, jacy są… Ogólnie, kiedy to się wszystko tak popierdoliło, że łatwiej o wygraną w toto lotka niż o zbudowanie wartościowej relacji.
Zaczęliśmy od postawienia pewnej tezy, mianowicie, że faceci, ale nie tylko, boją się zaangażowania i podjęcia ryzyka, by kogoś poznać.
Zasadne prawda.
W pełni się z tym zgadzam, bo słuchając ludzi, widzę, że większość jest poraniona i pogubiona. Jest też cała masa osób, które już dawno machnęły ręką i postawiły w życiu na coś innego niż relacje.
To z jednej strony zrozumiałe dla mnie, chociaż z drugiej…

Nie jest kimś, kto ma zamiar komukolwiek układać życia. Ja piszę… Opowiadam swoje myśli, czasem pierdolę głupoty, czasem dla zabawy wrzucę coś z humorem, czasem zaprzeczę samemu sobie, by zobaczyć reakcję innych.

Jesteśmy różni, to jest fajne naprawdę. Możemy tworzyć poradniki, może dawać sobie rady, a w ostatecznym rozrachunku i tak każdy z nas przefiltrowuje to przez siebie, przez własne ja.

Kolejna teza, jaką założyliśmy w naszej rozmowie, to stwierdzenie, że o dobry seks łatwiej niż o dobry związek.

Zgadzam się w pełni, bo seks może doskonale istnieć bez miłości, może dawać emocje, spełnienie, a nie tylko zaspokajać żądze, miłość bez seksu niekoniecznie, chociaż znam takie przypadki.
Ale… Znam takie przypadki, że ludzie żyli ze sobą bez seksu lata, każde mocno kochało, ale to, co robili na boku, za obustronnym przyzwoleniem, to inna sprawa.
Widzicie, wszystko to kwestia dogadania się między sobą.
Nic, co ludzkie… I tak dalej…

Moja znajoma należy do tych kobiet, które świetnie sobie radzą, ma dziecko z kimś, z kim po prostu po latach nie wyszło, coś się wypaliło, spełnia się zawodowo, jest fajną mamą, cudowną kobietą i ogólnie naprawdę żyje w sposób świadomy.
Nie toleruje chamstwa, jest samowystarczalna, ale kiedy zaczynamy rozmawiać, stwierdza, że „mogę wszystko zrobić sama, ale kurwa mam takie dni, że potrzebuję się do kogoś przytulić, że chciałabym mieć kogoś nie tylko do nocnych szaleństw, ale też do codziennych zmagań, że seks jest spoko i mogę go mieć, kiedy tylko chcę, ale chciałabym czegoś więcej”.

To normalne, ludzie na jakimś etapie szukają dodatkowych źródeł ciepła, w chłodne dni szczególnie…
Fajnie jest z kimś się podzielić banałami codzienności, a przy tym wiedzieć, że ktoś czeka i tęskni.

Są trzy mity, które głoszą kobiety, a w które faceci niestety zaczęli wierzyć… Nie wszyscy, ale jednak.

Mit pierwszy – kobieta, która odniosła sukces, nie szuka nikogo, bo i tak trudno jej znaleźć właściwego faceta.
Mit drugi – kobiecie, która świetnie sobie radzi sama dużo trudniej jest zaimponować, lepiej odpuścić już na starcie.

Mit trzeci – faceci boją się samodzielnych kobiet, w ich obecności kutaski podwijają pod siebie i uciekają.

Czego chcesz od życia? To jedno z moich ulubionych pytań…

Moja znajoma stwierdza, że niewiele. Tylko mieć kogoś, kto będzie, kogoś, kto zaakceptuje jej syna, kogoś, kto powie, że wszystko będzie dobrze, kiedy jest chujowo, kogoś z kim można się pośmiać, mieć fajny seks, wyjechać na weekend, kogoś, kto będzie kochał, a nie szukał po bokach.

Niewiele? Dla mnie to lista brzmiąca jak całkiem fajna relacja.

Niewiele, a jednak tak wiele…

Warto zadać sobie kilka pytań i poszukać odpowiedzi, zanim postawi się jakiekolwiek wnioski.

Często nasze nastawienie weryfikuje wszystko.

Zatem… O związek teraz ciężko tak?

Ale…

Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, po co nam ktoś w życiu jest potrzebny?

Lubię pozytywny egoizm, bo nie wyklucza istnienia drugiej osoby, a świetnie chroni własne ja.
Jednak wiele osób ciągle źle go postrzega.

Jeżeli Twoja informacja do świata brzmi w stylu „JA i nikt poza mną, JA daję sobie radę, Ja nikogo nie potrzebuję”, no to jak chcesz kogoś znaleźć?
Skoro każdemu poznanemu facetowi dajesz komunikat na zasadzie „spierdalaj, ale chodź:, to czemu się dziwisz…
Nikt nie chce być ozdobą czyjegoś życia, a jego istotnym elementem.
Jeżeli spuścisz trochę z tonu, to otworzysz przestrzeń do tego, by ktoś zaistniał w Twoim życiu.

Cokolwiek powiemy, jakkolwiek będziemy udawać, to o seks jest teraz banalnie łatwo. Dużo łatwiej niż kiedyś.
W dobie Internetu naprawdę nie jest o to trudno. Nie żyjemy już w czasach, w których, żeby wejść w związek, trzeba było pisać listy do wakacyjnej miłości i czekać na odpowiedź. A nie daj Boże, jak jakiś list zaginął. Nie było niepotrzebnych listów jak dzisiaj setek wiadomości pisanych pod wpływem alkoholu… Taka rzeczywistość. Mamy dostęp do wszystkiego, możesz szukać, oglądać, przeglądać i doświadczać.
Kiedyś miałeś do wyboru osoby z najbliższego otoczenia, teraz możesz poznawać ludzi, którzy są setki kilometrów od Ciebie. Seks, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn nie jest już kartą przetargową. Miłość nie zaczyna się od pierwszego włożenia, potrzeba czegoś więcej.
Możecie się oburzać, mówić, że to nieprawda, ale jest jak jest.
Niektórzy traktują to w kategorii „jak nie ta to inna” lub „jeśli nie ten to następny”. Do łóżka zawsze się ktoś znajdzie, do związku już niekoniecznie.
Istotą stworzenia relacji jest zrzucenia z siebie masek, a nie ubrań, bo to już nikogo nie dziwi.
Jeżeli dajesz siebie poznać, jeżeli pokazujesz coś więcej niż cycki lub zdjęcie kutasa, to od razu lądujesz w rankingu na wyższych pozycjach.
Brutalne? Czysto życiowe.

Uważam, że zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn nie ma czegoś takie do jak długotrwały seks bez zobowiązań.
To najzwyczajniej po którymś razie się nudzi albo przeciwnie, zaczynają się tworzyć więzi.
I jednych szybciej, u drugich wolniej.
Możesz wmawiać sobie, że macie idealny układ, możecie mieć dziki seks w każdym kącie mieszkania, potem wspólny wieczór, jakaś luźna gadka, zbicie piątki i do domu, jednak w głowie, w pewnym momencie, któreś z Was zaczyna mieć myśl „a gdyby tak było zawsze”…
Układy nie działają na dłuższą metę, chyba że obiekty się zmieniają, więc jeśli wydaje Ci się, że masz faceta tylko na seks, a Twoje życie jest, gdzieś poza tym, to spróbuj to przycisnąć do ściany i spytać, co się kryje w jego myślach.

Kolejna kwestia to miejsce. Najczęściej zadawany pytanie, jakie otrzymuję, brzmi „gdzie spotkać faceta”…
Zazwyczaj odpowiadam, że wszędzie. To kurwa logiczne, ale postaram się to rozwinąć.
Na pewno nie spotkasz nikogo, siedząc na kanapie i czekając, żeby poznać trzeba wyjść do ludzi, jeżeli w Twoim otoczenia nie ma ciekawych samców, to zmień otoczenie, jeżeli nie masz odwagi, odpal Internet…, a zacznij coś robić poza narzekanie.
Może, ale jednak raczej nie jesteś księżniczką zamkniętą w wieży, o którą walczą ze smokiem miliony śmiałków…, więc zacznij działać.
My faceci naprawdę lubimy rozmawiać, wbrew pozorom nie zależy nam tylko na seksie, lubimy gry słowne, ten moment flirtu z nowo poznaną osobą, jednak ku temu trzeba stworzyć okoliczności.

To, co teraz powiem, może wydać się oczywiste, może się ktoś ze mną nie zgodzić, ale… Dajcie się nam wykazać i pokazać, że nam zależy.
Wiele kobiet swoją samodzielnością podświadomie kastruje facetów przez co, Ci mniej wytrwali odpuszczają.
A my, jesteśmy prości pod tym względem, nie pod każdym, ale pod tym tak.
Daj mu się wykazać inicjatywą, niech przytrzyma Ci drzwi, żeby mógł spojrzeć na Twój tyłek, daj mu szansę na zaplanowanie czegoś dla was, niech trochę powalczy, wzbudzi Twoje zainteresowanie. Początki związku to nie jest pole do eksperymentalnych metod pokazania swojej siły. My uwielbiamy czuć się w pewnych sprawach potrzebni i docenieni, taka z nas konstrukcja. Lubimy się troszczyć, dbać, bo to oznaka, że nam zależy. Mniej słów, a więcej drobnych gestów.

W tym wszystkim jest jednak pewna reguła. Na jednym z etapów znajomości, kiedy już mniej więcej zaczynasz coś czuć, powinnaś pozbyć się swojej pozy niezależnej, niepotrzebującej nikogo do życia osoby.
Zbudowanie czegoś z drugim człowiekiem to głównie kwestia nastawienia, otwarcia się na kogoś, kto pokazuje, że chce, a to jest podstawa do zbudowania wspólnej przestrzeni, która wcale nie zabiera wam waszych przestrzeni własnych.

Otwarcie się na kogoś, zaczyna się od zmiany podejścia do relacji. Od lekkiego przesunięcia granic, by zrobić w życiu dla kogoś miejsce…

Tak mi się przynajmniej wydaje…

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mój e-book MYŚLI POURYWANE. Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Korzystając z tego, że miałem w miarę luźną niedzielę, którą postanowiłem spędzić sam ze sobą, to zrobiłem rajd po wszystkich możliwych forach internetowych, by zasięgnąć „wiedzy” stricte damsko-męskiej.
Niestety wiem mniej, niż wiedziałem, a ów wiedza w większości jest, jakby to powiedzieć, nic niewarta.
Aczkolwiek, każde z tych miejsc to kopalnia poglądów, żywe dyskusje, ale też jedna wielka wojna płci…
Dowiedziałem się wiele o tym, jacy są faceci, a jakie są kobiety… I jestem ciekaw, w którym momencie rozpoczęliśmy między sobą batalię płci…
Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że każda strona trzyma się swoich racji i zamyka się w swojej narracji.

Może właśnie dlatego, wszyscy chcą mieć rację, a przez to tam mało mamy relacji…

„Forumiasta wiedza” zakłada, że kobiety są najlepsze i skomplikowane, za to faceci prości (zdarzało się, że też prostaccy) i posiadają jeden dżojstik, którym wystarczy poruszać i już są szczęśliwi.

Moim zdaniem, podkreślam moim zdaniem, uważam, że kobiety nie są skomplikowane, trzeba tylko wiedzieć, jak z nimi rozmawiać, a faceci nie są prości w swojej naturze.
Co do dżojstika, to też jest mit, bo nie każda potrafi nim dobrze poruszać, ale to zostawię sobie na osobny wpis, gdyż ów wajcha nie jest kluczowa do osiągnięcia szczęścia.

I jeszcze jedno tytułem wstępu, najwięcej komplikujemy sobie sami, a potem się dziwimy, że relacje nam nie wychodzą.

Widziałem w komentarzach setki słów na temat tego, że faceci to są ciamajdy i to kobieta decyduje, kiedy zostanie zdobyta, że zrozumienie kobiety jest trudniejsze niż odkrycie życia w kosmosie, zatem nie warto próbować, tylko kochać mimo wszystko.
Faceci znowu pragną tylko seksu, jedzenia i spokoju. Jak na zawołanie można brać ich do łóżka, bo zawsze im się chce, można ich owijać sobie wokół palca, ogólnie są łatwi w sterowaniu. A raczej jesteśmy łatwi.

I ok! Pytanie tylko jest jedno, skoro naprawdę jesteśmy tacy banalnie prości, to czemu w większości wypowiedzi jesteśmy chujami, z którymi nie można się dogadać.
Przecież instrukcja jest prosta, w myśl tego, co wyczytałem. Nakarmić, chwycić za wajchę i dać spokój.

Więcej, czemu coraz więcej jest samotnych kobiet i mężczyzn. Czemu coraz więcej kobiet stwierdza, że prawdziwych mężczyzn już nie ma? Czemu faceci zdradzają, bo nie mają w związku tego, co mogą dostać poza nim? Czemu kobiety mając kochającego faceta, biegają za tymi łobuzami, którzy traktują je jak przedmioty? Dlaczego powstają książki o uwodzeniu, kursy o radzeniu sobie z facetami, webinary o leczeniu złamanych serduszek?
Dlaczego tak wiele kobiet powtarza, że facet myśli tylko o jednym i łatwiej z nim się przespać niż stworzyć dom…

Jestem gotowy jak nigdy na kolejne „pochlebne komentarze” pod tym wpisem, ale uważam, że to wszystko nie świadczy o tym, że my faceci jesteśmy prostolinijni, to świadczy tylko o tym, że wiele kobiet w swoim osobistym mniemaniu odfrunęła za daleko i straciła kontakt z rzeczywistością… Bo skoro jesteśmy prości, to czemu sobie z nami nie radzicie?

Myślę, że jeżeli coś jest proste, to znaczy, że nie stwarza problemów. Prawda?
Jeżeli proste jest zrobienie czegoś, to robi się to cały czas. A jeżeli nie można, to znaczy, że trzeba się do tego przygotować, poświęcić temu czas, by to zrozumieć.
Gdybyśmy byli dla was prości, to miliony komentarzy o tym, że jest z nami ciężko i chuje z nas, zniknęłyby z Internetu, a większość związku przypominałaby sielanki.
Co za tym idzie, chore, nie bójmy się tego słowa, poglądy o prostocie mężczyzn sprawiają, że zamiast rozwiązywać problemy, szukać ich źródła, bardziej skupiacie się na narzekaniu niż działaniu.

Jednak, żeby zacząć działać i coś z tym zrobić, trzeba przyjąć do wiadomości fakt, że nie wszystko o nas wiecie i wcale nie jesteś prości pod względem uczuć, emocji, marzeń czy planów. Trzeba zrobić swój, ślepo-poglądowy, krok wstecz, by to dostrzec.
I zaraz usłyszę, że pierdolę głupoty, bo ja znam takiego, takiego, takiego, a moje koleżanki co chwilę trafiają na prostaków.
Otóż nasz mózg działa tak, że ma Cię utwierdzać w słuszności tego, w co wierzysz, zatem po prostu podsuwa Ci wszystko to, co ma udowodnić, że faceci są, jacy są, jeśli dodamy do tego prawo przyciągania, w które wierzę, to mamy gotowy scenariusz na tragikomedię, za którą jesteście w dużej mierze odpowiedzialne.

I to ma zdecydowanie szersze zastosowanie. Jeżeli zakładacie z góry, że faceci są prości, łatwi, ubodzy emocjonalnie i tak dalej… To wrzucacie w ten obraz wszystkich spotkanych gości na swojej drodze. To jak jedno wielkie sabotowanie swoich działań. Często ludzie są tacy, jak ich traktujemy. Stają się odzwierciedleniem naszych czynów, względem nich.
Jak się czujesz czy zachowujesz, kiedy podświadomie masz wrażenie, że ktoś podchodzi do Ciebie w kategorii „łatwizny, która nic nie czuje”?

No właśnie…

Zatem może warto odrzucić tezę, że my faceci, jesteśmy prości, a skupić się na zbudowaniu nowego poglądu. Ludzie oddają sobie to, co otrzymują, przynajmniej tak to powinno działać.

I to jest wskazówka dla obu płci, ktoś mi ją kiedyś dał.

Chcesz mieć kochającą i czułą osobę przy sobie, to w taki sposób ją traktuj.

O wiele więcej możemy sobie dać, jako ludzie odrzucają wszystko to, co założone z góry. O wiele więcej możemy poczuć, kiedy podejdziemy do siebie z otwartością na poznanie i zrozumienie siebie.

Przynajmniej ja tak myślę…

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

A teraz spójrz, nie chodzi tutaj o to, czy postawisz wirtualną kawę… Chodzi o to, że mnie wesprzesz, pokazując, że moje słowa mają dla Ciebie znaczenie i lubisz mnie czytać…

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Ręcznie malowane kubki z tekstami!

Kubek “Słowność”

Kubek “Nie mów mi”

Banalnie łatwo jest wierzyć w romantyczną miłość, takie wiesz, że jak idziecie gdzieś, to śpiewają skowronki, gdzie postawicie nogę, to zakwitają kwiatuszki, że patrzycie sobie w oczy i świat zwalnia. Takie miłość jest prosta i łatwa. Jest też względnie miła do obejrzenia, przeczytani, czy zalajkowania. Jest super klikalna… Taka miłość bez skazy jak filmów z happy end’em!
Milusio ogólnie!

I czasem karmiąc się takimi obrazkami, ciężko jest uwierzyć w to, że mogłoby być inaczej. Wszyscy czekają na taką właśnie miłość, większość umiera w niespełnieniu, bo czekając w nieskończoność, wyparował ich czas.

Do powyższego obrazka nie pasują sceny, że ona krzyczy do ukochanego, że jest chujem i ma uciekać do mamusi, a on wtóruje jej, że ona jest jak jej matka i tylko marnuje mu życie.

Ojoj. Takich obrazków nie lubimy…

Bardziej chcemy wierzyć w parę biegnącą ku sobie po łące pełnej kwiatów niż w dwoje ludzi, którzy skaczą sobie do gardeł i próbują rozszarpać tętnice. A jednak tacy również są…
Mój znajomy często powtarza, że wszystko powiedziane w związku, na pewno zostanie użyte przeciwko Tobie, a sądzę, że zna się na tym, gdyż jego żona , a raczej była żona opierdalała go kiedyś, rzucając w niego sztućcami, przez ponad dwie godziny, za to, że go zdradziła. Paradoks…
Z drugiej strony moja znajoma musiała, kiedyś wysłuchiwać przez dwa dni od swojego ukochanego, że facet w łóżku z kobietą, to nie jest on. Szkoda tylko, że zdjęcia twarzy i nie tylko były aż nazbyt wyraźne…

Bo miłość miłością, ale jeśli się o nią nie dba, nie dogląda, nie pielęgnuje, to nagle możesz się obudzić w czasie najgorszej awantury w swoim życiu, która niczym tsunami zmywa z was resztki uczyć i pozostawia po sobie pogorzelisko.

Uważam, że najgorsze, co można w życiu zrobić to wziąć relację za pewnik. W sensie przybyłem, zdobyłem i już nic nie muszę lub zobaczyłam, usidliłam i teraz już będzie na zawsze.

To, co sprawia, że ludzie po pewnym czasie zaczynają sobie skakać do gardeł, ma wiele powodów. Chociaż uważam, że jest kilka, które są kluczowe. Ba! Można nawet je w porę wyłapać i wyeliminować. W myśl złotej zasady, że warto najpierw naprawiać, niż wypierdolić na śmietnik poprzednich związków, bo często problemy pozostają, a tylko imiona się zmieniają.

Zatem o co kłócimy się najczęściej, co nas wkurwia, co sprawia, że wkurw, jest na wyższym poziomie niż uczucia?

Otóż…

Testowanie jest jednym z tych punktów, które przynajmniej mnie wkurwiają najbardziej. To takie badanie drugiej osoby, jej granic. To wszystkie momenty, w których padają najbardziej żenujące zwroty w całej historii związków: „jak Ci się nie podoba, to znajdź sobie inną”, „odchodzę… (+oczekiwanie na reakcje), „leć do swoich kolegów, jak Ci źle”.
Możecie sobie podstawić tutaj dowolne zdanie.

Ogólnie uważam, że warto porozmawiać o tym, czy relacja jest na właściwych torach, ale wiem, że wiele osób uwielbia budowanie napięcia poprzez odgrywanie dramatów, chociaż w tym teatrze prym wiodą kobiety, to jedna jest też szerokie grono chłopców, którzy szybko pną się w tej hierarchii.

Takie sceny będą się zdarzyły coraz częściej, jeżeli ktoś w związku czuje się niepewnie, niedowartościowanie, może wynikać to z jakiś nieprzepracowanych traum czy po prostu kompleksów.
To wszystko powoduje wzrost napięcia, bo kumulowane emocje, są jak zupa, która pozostawiona na dużym ogniu musi wykipieć.
Kobiety są cudowne, bo jeżeli kochają to na maxa, jak sobie coś wmówią, to też na maksa, nie ma taryfy ulgowej. U facetów to objawia się poprzez to, że w głowie pojawią się myśli o tym, że nie zasługujemy na taką cudowną kobietę i zamiast starać się być lepszymi, wolimy odejść, jak w filmach i cierpieć po cichu.

Istny teatr dwójki aktorów.

Co z tego, że widzisz plusy, skoro minusy przytłaczają. Co z tego, że jest cudownie, skoro raz na jakiś czas odbywają się przedstawienia w stylu „udowodnij mi, jak mnie kochasz, bo inaczej won”.
Dlaczego trzeba sprawić komuś cierpienie, w celu wyzwolenia w nim reakcji, w której pokazuje, że kocha.
To zupełnie niepotrzebne serio.

Ludzie szanują ludzi, którzy sami siebie szanują. Warto się zastanowić, czy to jest miłość, kiedy ktoś każe Ci to udowadniać na każdym kroku. Warto się zastanowić, czy cały związek nie jest dla jednej ze strony, tylko oczekiwaniem na coś lepszego. Warto się zastanowić, czy takie zachowanie Ci odpowiada.
A najważniejsze warto się zastanowić, czy masz w głowie wszystkie klepki, czy nie trzeba ich najpierw poukładać, zanim zacznie się tworzyć z kimś związek…

Jesteś moim ukochanym workiem treningowy. Znasz to? Żyjemy w biegu, żyjemy w ciągłym stresie, z którym mało kto sobie radzi, a najczęstszymi, niewinnymi ofiarami są nasze partnerki czy partnerzy, bo po prostu są pod ręką.
Bo ja miałem zły dzień, bo wszystko mnie wkurwia i ty w sumie też, bo mnie wkurwiła koleżanka, a ty kurwa znowu nic nie robisz, w ogóle mnie nie słuchasz.
Lubimy sobie dopierdalać w za to, co nas spotkało w ciągu dnia. Czasem, zanim padnie pytanie „jak ci minął dzień?”, na starcie dostajesz liścia w postaci pretensji, potem kopa w brzuch, bo nie dosłyszałeś, a na końcu leżysz na ringu oskarżany o całe zło tego świata, czy oskarżana o wszystkie błędy dzisiejszego dnia.
Niestety coraz bardziej widać to, że ludzie zamiast emocjonalnego wsparcia, spuszczają sobie, emocjonalny wpierdol z powodu tego, że coś ich wkurwiło danego dnia.
A dlaczego tak się dzieje?
Bo najbliższa osoba jest pod ręką, skoro jest pod ręką, to można się wyżyć, bo przecież kocha, czyli nie odejdzie. Znam pary, które kłóciły się nawet o to, że za długo się nie kłóciły…
Łatwiej jest odreagować w ten sposób, niż spokojnie porozmawiać, bo w czasie rozmowy może wyjść to, że wkurwiliśmy się niepotrzebnie lub bez powodu.
Partnerka czy partner nie są workami treningowymi.
Szacunek względem siebie, po raz kolejny jest kluczowy. Niestety szacunek raz utracony bardzo trudno odzyskać.
To, co trzeba zrobić, to nauczyć się panować nad swoimi emocjami i gniewem. To ty coś spierdoliłeś dzisiaj, ty rozjebałaś sobie swój dzień, druga osoba nie miała z tym nic wspólnego, więc też nie masz prawa urządzać sobie igrzysk, wyrzucają jej w twarz całą swoją złość.

Na autostradzie marzeń, dwoje minęło się w swoich wyobrażeniach o sobie, roztrzaskując się o rzeczywistość.
Bo ona bała się samotności, a on chciał seksu w domu, by nie szukać na mieście. To może skrajny przykład, ale dobrze obrazuje, to z jak absurdalnych powodów ludzie wchodzą ze sobą w relacje.
Po czasie okazuje się, że pasują do siebie, jak śliwki do kefiru… Robi się jednym słowem nieprzyjemnie.
Dla mnie to nic innego, jak przejaw skrajnej, masochistycznej wręcz niedojrzałości.
To taka bardziej zabawa w związki niż świadome tworzenie związku.
W zabawach dziecięcych to jest nawet fajne. Każdy bawił się w szkole w pozorowany ślub. Było ok, potem zostawiało się wybrankę czy wybranka i był luz. Zero papierkowej roboty, podziału zabawek, czy czegokolwiek innego. W dorosłym życiu jest trudniej. Tyle że w dorosłym życiu ludzie potrafią męczyć się ze sobą latami… Pierdolić na prawo i lewo, że jest im źle, a i tak nic z tym nie robić.
Są związki i są związki… Czasem trzeba przyznać się przed sobą, że lepiej coś odpuścić, bo ni chuja nie nadajemy na tych samym falach i wyjść z czegoś, co pikuje do oceanu, jak samolot, któremu skończyło się paliwo.
Wyjście ze stratą, ale jednak z podniesioną głową, bo ruszamy w swoją stronę i mamy szansę na coś nowego, coś, co przyniesie radość.
Coś się dzieje, coś nie gra, to naprawiasz, to jasne, ale naprawiasz do czasu… Jeżeli plan naprawczy nie przynosi rezultatów, to wszystko ma swoje granice. Serio, szkoda się męczyć, udawać, że jest dobrze, jak jest chujowo.
To wyraz szacunku do siebie i do drugiej osoby.

Zderzenie z prawdą bywa bolesne, to jak zderzenie z pociągiem, którym pędzi wprost na Ciebie, ale to również może wyzwolić.
Możesz żyć obok, dosłownie obok człowieka, którego masz serdecznie dosyć i zachowywać się jak mijający się więźniowie na spacerniaku lub wykorzystać kartę „wychodzisz wolny z więzienia” i odejść, zanim pojawią się ofiary w ludziach…

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

A teraz spójrz, nie chodzi tutaj o to, czy postawisz wirtualną kawę… Chodzi o to, że mnie wesprzesz, pokazując, że moje słowa mają dla Ciebie znaczenie i lubisz mnie czytać…

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Ręcznie malowane kubki z tekstami!

Kubek „Słowność”

Kubek „Nie mów mi”

Możemy się umówić, że kto się ze mną nie zgadza, ten pierwszy rzuci kamieniem, a rzucano już we mnie wielokrotnie.
To będzie tekst obiektywno – subiektywny. Jeżeli w ogóle może taki być, jednak wiem, że prawda w nim zawarta, leży po naszej stronie.
A jaka to strona…

Dopasowania, dopasowanka, docieranka, poznawanie się – kurwa zwał jak zwał.
Wszędzie wszyscy mówią o tym, czego pragną kobiety, jaki facet ma być, jaki nie, jak się zachowywać, jakich błędów nie popełniać…
A czego my chcemy?
Panowie, zróbcie hałas, jeśli mam trochę racji…

Mógłbym zamknąć ten tekst w jednym, oszlifowanym już zdanie, że facet to tak naprawdę chce świętego spokoju…
Jednak jest to krzywdzące i bardzo płytkie, bo spokój jest ważny, czy ma być święty, tego nie wiem, ale pod tym pojęciem, kryje się znacznie więcej.
Jeśli będę pamiętał, to rozwinę to potem, albo chuj z tym, teraz.

Spokój i tutaj ciekawostka historyczna, gdyż potrzeba spokoju, wywodzi się z czasów prehistorycznych. Kiedy zmęczony polowaniem, jaskiniowiec wracał do swej ukochanej jaskinowki, jaskoniuni, jaskiniochania – kurwa nie wiem jak to odmienić, kiedy wracał do swej ukochanej, to jedyne czego chciał to spokoju właśnie. Stąd mężczyźni mają to zakorzenione w genach!
Jeżeli w to wierzysz, to proszę, nie słuchaj mnie, nie ma w tym prawdy historycznej za grosze trzy…

Chociaż…

Coś w tym jest prawda? Bo nikt nie chce wracać do domu, w który są awantury o bzdury, ciągłe pretensje, dyktatura poleceń i tak dalej…
Uwierzcie mi, ogarnięty mężczyzna potrafi o siebie zadbać, potrafi nawet w obowiązkach domowych pomagać. Tak, właśnie tak pomagać.

Wróćmy do kluczowej kwestii, czego to chcą faceci…

Na wstępie powiem, że nie chodzi o seks, wspólne zainteresowania, szaleństwa…
To mity z komedii romantycznych i pseudo-poradników dla pań…

Facet chce czuć się akceptowany.

I nie w tym niczego dziwnego! Akceptacja. To, że Ty go akceptujesz! Akceptacja w oczach ukochanej osoby jest dobrem bezcennym. Wtedy wiesz, że nie musisz być idealny, wiesz, że możesz popełniać błędy, masz prawo do słabości i nie musisz niczego udowadniać, z nikim włączyć.

I teraz niby wszystkie z was mi przytakujecie prawda? Tak, tak, akceptacja jest ważna.

Niestety większość kobiet, wciąż próbuje swojego superman’a udoskonalać. Zrób to tak, zrób to inaczej, to mogłeś położyć tutaj, to zrobiłabym inaczej.
Pierdolca można dostać…
Jeżeli ktoś Ci nie pasuje, to z nim nie jesteś, a nie będąc w związku, wdrażasz program ulepszeń…
To tak nie działa.
Wymagacie od nas akceptacji, to dajcie nam to samo.

Facet potrzebuje przestrzeni dla siebie.

Nie chodzi o jaskinię batmana czy coś w tym stylu.
Pisałem już o tym dzisiaj w poprzednim tekście i wspominam dosyć często, że związek to:

ja i mój czas, ty i Twój czas, my i nasz czas.

To jest banalnie proste.

Wy chcecie mieć czas dla siebie, czas dla koleżanek, bo tak przegadujecie problemy, My lubi wyjść z kumplami na piwo i rozmawiać o pierdołach, przemyśleć problemy w samotności czy kurwa posklejać modele samolotów, czy co, kto lubi…
I teraz tak, ustalmy coś.
Facet potrzebuje oderwania, myślimy zadaniowo i lubimy się od tego oderwać.
Tutaj nie chodzi, że wyjście z kumplami kończy się podrywaniem innych kobiet, tutaj nie chodzi, że lubimy iść samotnie na trening, czy po prostu zrobić coś, cokolwiek samemu.
Tutaj chodzi o wasze podejście do tego.
Ile razy mówiłaś swojemu facetowi:

– grasz na konsoli i zachowujesz się, jak dzieciak…
– pewnie idź z kumplami na dupy… (ewentualnie kurwy, bo każda kobieta, która jest poza waszą relacją, obca kobieta, to albo dupa, albo kurwa… – w większości)…

– ja nie mam czasu dla siebie, a ty znowu nic nie robisz…

– zamiast iść na trening, poróbmy coś razem…

Nawet będą w związku macie prawo do spędzania czasu osobno… Serio, to zdrowo wpływa na relację!

A najgorsze jest, to kiedy wy narzucacie nam, co my lubimy robić i co możemy robić w czasie wolnym…

To jak w tym memie, w którym lekarz pyta „czuje się pan zdominowany przez żonę? A żona odpowiada „nie czuje się zdominowany”…

Facet też chce czuć się kochany.

Naprawdę. Tutaj za bardzo nie ma co tłumaczyć…

Facet chce spontaniczności.

W męskim świecie ciągle słyszy się „to jest życie, to jest poważna sprawa”. Każdy wie, że w życiu czasem trzeba przycisnąć, ale czasem też trzeba wrzucić na totalny luz.
Tak, żeby nie zwariować.
Na początku dużo rzeczy robi się spontanicznie, wygłupiacie się, bawicie, a potem nagle kurtyna opada i wszyscy mówią, że to już poważny związek i pewnych rzeczy robić nie wypada, trzeba się zatroszczyć o przyszłość.
No kurwa nie! Nic tak nie zbliża, jak spontaniczność.
Możesz dbać o związek i jednocześnie tańczyć w deszczu, biegać nago po plaży i od czasu do czasu zrobić coś całkowicie dziecinnego.
Każdy ma w sobie dziecko, które potrzebuje zabawy, każdy ma dorosłego, który ogarnia resztę rzeczywistości.

Facet potrzebuje celu!

Nie wiem, może tylko ja tak mam, ale cel w życiu jest ważny. Nigdy nie poświęciłbym dla nikogo swoich planów i marzeń, nie zgubiłbym siebie, ale bardzo chętnie realizował się i wspierał we dwoje w osiąganiu tego, co sobie wymarzyliśmy.

Możesz kochać do szaleństwa, ale jeżeli masz wizję siebie, widzisz drogę, którą chcesz iść, to zacznie obumierać, kiedy ktoś Ci powie, że trzeba to porzucić na rzecz związku…

Facet chce czuć, że go potrzebujesz.
Nie mówię tutaj, o jakiejś chorej więzi, która przeradza się w uzależnienie, chodzi nawet o głupie odkręcenie słoika.
Bardziej chodzi o poczucie tego, niż nie wiadomo, co by to miało być.
Wchodzą w związek mamy określone role, często są one płynne, ale jednak.
O tej potrzebnie najczęściej zapominają kobiety, które na starcie kastrują zdaniem „wszystko mam, wszystko zawdzięczam sobie, nikogo nie potrzebuję”… A potem się dziwią, że ktoś, kto ich słucha, odchodzi, skoro nie potrzebujesz, to nie będę zawracał Ci głowy, oszczędźmy swój czas…
To tak w skrócie.
W relacji ludzie siebie potrzebują, zdrowo potrzebują. Ktoś ma gorszy dzień, ktoś potrzebuje się przytulić, trzeba coś pomalować, trzeba wytłumaczyć nam, jak działa pralka i że proszek do białego, nie nadaje się do kolorów. Banały, a jednak.
Faceci uwielbiają być w waszych oczach superbohaterami… Serio.

Facet lubi, kiedy może się starać.

Nie wiem, czy jest to tajemnica, ale mało, gdzie o tym czytam. Nikt nie lubi, jeżeli ktoś zgadza się z Tobą całkowicie.
Dyskusje prowadzą do nowych wniosków. Różnice potrafią prowadzić do nowych miejsc.
Związek to partnerstwo, szacunek, lojalność miłość, ale powinna w tym być także niezależność, miejsce na różnice, które potrafią dodać pikanterii.
To jak siebie postrzegamy, wpływa na to, jak postrzegają nas nasi partnerzy. I nie mówię tutaj o jakiś przepychanka, chodzi o to, że masz się dla kogo starać być lepszym, bo wiesz, że to wzbogaca też Ciebie.

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

A teraz spójrz, nie chodzi tutaj o to, czy postawisz wirtualną kawę… Chodzi o to, że mnie wesprzesz, pokazując, że moje słowa mają dla Ciebie znaczenie i lubisz mnie czytać…

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Relacje, a raczej ich zbudowanie to sztuka, na szczęście nie jest to sztuka tajemna…
Często słyszę, że było cudownie, ona poznała jego, on poznał ją, rozmawiali, spotykali się i nagle cisza…
Podobno z przerwanymi połączeniami telefonicznymi się nie dyskutuje, ale czy na pewno?
Ludzie znikają, czasem bez powodu, a czasem nie dostrzegasz sygnałów, które świadczą o tym, że robisz coś nie tak.
Jesteśmy różni. Tylko odrzućmy w chuj za horyzont porównanie, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa, bo wszyscy żyjemy na Ziemi i jakoś wreszcie warto byłoby się z sobą porozumieć.
To, co wam kobietom wydaje się dobre, często odbierane jest przez nas facetów, jako sygnały odstraszające.
I jak wspomniałem, to kwestia tego, że podchodzimy do pewnych spraw inaczej, ale to nie znaczy, że nie można tego skorygować i nad tym popracować.

PUNKT PIERWSZY.

Nie potrzebujemy opiekunki, tylko partnerki.

Jeżeli facet jest dla Ciebie istotą i sensem życia, to my nie odbieramy tego jako troskę z Twojej strony, wręcz przeciwnie to pachnie desperacją.
To, co dla Ciebie może być przejawem opiekuńczości, dla nas jest objawem tego, że stawiasz posiadanie faceta ponad siebie.
Zastanów się nad tym?
Czy sama chcesz być z kimś, kto jest wpatrzony w Ciebie, jak w święty obrazem, czy z kimś, kto Cię wspiera, motywuje i buduje coś na jasnych zasadach.
Tutaj kłaniam się nisko świadomość siebie.
Jeżeli uzależniasz swój nastrój, swoje samopoczucie, swój stan ducha od tego, jak Cię widzi facet, jakie ma zdanie o sobie, to znak, że brakuje Ci pewności siebie, a brak pewności siebie jest po prostu nieatrakcyjny.
Jeżeli Twoje zdanie o Tobie jest zależne od tego, jak Cię widzi facet, to wiedz, że coś się dzieje.
Kiedyś pisałem o tym, że związek to taki trójkąt.
Ja, Ty i przestrzeń wspólna.
I o to w tym chodzi, o pewność i świadomość siebie, która przyciąga.
Masz być pogodzona sama ze sobą, szczęśliwa w pojedynkę, to stwarza przestrzeń na to, żeby coś zbudować.
Nadskakiwanie, gonienie, próba przychylenia nieba jest na dłuższą metę męczona i trzeba znaleźć w tym swoistą równowagę.

PUNKT DRUGI.

Twoje nastawienie do świata.

To będzie krótki punkt. Ludzie chcą spędzać czas z osobami, przy których czują się dobrze. Zatem jeżeli Twoja postawa jest wiecznie na NIE, jedyna forma rozmowy, jaką praktykuje to delegowanie zadań, Twój stosunek do rzeczywistości, to ciągłe narzekanie i pretensje, że życie jest niesprawiedliwe, to sama sobie odpowiedz, kto chciałbym spędzać czas z kimś takim. Kto chciałby być z kimś takim…

PUNKT TRZECI.

Takiego sobie Ciebie wymarzyłam…

Wiele kobiet ma w głowie swój obraz idealnego faceta. Niestety w życiu bywa inaczej. Jeżeli żyjesz wyobrażeniami i próbujesz nowo poznaną osobę do nich dopasować, to nie ma przyszłości.
Uwierz mi, jeżeli wchodzi w relację z gotowym planem w głowie, a potem masz pretensje, że ktoś tego planu nie realizuj, że ktoś nie spełnia oczekiwań, to kurwa porażka gotowa.
Facet nie ma być Twoim uzupełnieniem, nie ma być elementem Twojego planu, ma tworzyć wasz wspólny plan.
Chcesz być z kimś, kto traktuje Cię, jako element, przedmiot na drodze do realizacji celu?
No kurwa nie! Zatem warto też spuścić z tonu i pozwolić sobie na spontaniczność…

PUNKT CZWARTY.

JESTEŚ MOIM PRZEZNACZENIEM.

Często jest tak, że ludzie po prostu nie chcą wejść w związek. Po prostu są na takim etapie, że mają inne plany, inne priorytety, albo po prostu szukają siebie.
Powodów może być cała masa.
Jeżeli facet jest z Tobą szczery, a tacy naprawdę się zdarzają, to od razu poinformuje Cię, że nic z tego nie będzie.
Prosty komunikat. Niestety bywa tak, że wówczas kobiety chcą na siłę uświadomić nas, że to błąd, że po prostu jeszcze o tym nie wiemy, ale już gdzieś tam „niosą suknie z welonem” i coś tam, coś tam…
Czasem NIE, znaczy NIE i nie ma co z tym dyskutować.
Naucz się słuchać, a unikniesz rozczarowań.

PUNKT PIĄTY.

JEJ WYSOKOŚĆ KSIĘŻNICZKA!

Mój ulubiony punkt… To swego rodzaju syndrom odklejenia od rzeczywistości, zawieszenia się na etapie komedii romantycznych i bajek z dzieciństwa.
Nie ma ludzi idealnych, ale właśnie ten typ kobiet, chce, żeby faceci byli w każdym calu ideałami. Ich wyobrażenia, wymagania, oczekiwania są często z odległych galaktyk, a same, paradoksalnie, nie dają z siebie połowy tego, co same oczekują.
Kobiety chcą tego, że traktować je z szacunkiem, pozwalać im na niedoskonałości, zatem warto też zastosować to w stronę nas, facetów.
Ideałów nie ma, ideały nie istnieją, a próba wymuszenia bycia idealnym, sprawia, że facet zawija się w kilka sekund.

Oczywiście, co człowiek, to inne powody, ale, bo zawsze jest jakieś „ale”, powyższe najczęściej powtarzają się w męskich rozmowach.
Tak! My faceci też ze sobą rozmawiamy i to nie tylko o sporcie czy seksie…
Wiem, to może być kolejne zaskoczenie.

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

A teraz spójrz, nie chodzi tutaj o to, czy postawisz wirtualną kawę… Chodzi o to, że mnie wesprzesz, pokazując, że moje słowa mają dla Ciebie znaczenie i lubisz mnie czytać…

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

W każdym, ale to w każdym związku z czasem trafia się kryzys. Chociaż nie lubię słowa „trafia”, bo to zakłada losowość, a często jest tak, że odpowiedzialność za wiele sytuacji ponosimy my sami. Słowo „kryzys” też jest mocno nabrzmiałe, ale takie sformułowanie powtarza się nade często. Spójrzmy na związek jak na pory roku. Wiosna, lato, jesień i nagle przychodzi zima. Związki również mają swój cykl. Jest raz goręcej, a raz chłodniej.
Jednak ciągle mamy wpływ.
Ciągle możemy pracować.
Możemy naprawiać, a nie podejmować desperackie decyzje, że to już definitywny koniec i pora na zmianę…

To, co nas w sobie pociąga i przyciąga to pozytywność.
Zgadzamy się?
Osoby, przy których czujemy się dobrze, nastrajają nas pozytywnie. Chcemy spędzać z nimi czas. Na tym polega atrakcyjność, zarówno emocjonalna, jak i fizyczna.

Warto przypomnieć sobie w trudnym momentach swoje początki. Jak to było, kiedy się poznaliście, jak tworzyliście wszystko razem krok po kroku. Jak zabiegaliście o siebie każdego dnia.

Zaangażowanie, uważność, świadomość tego, że się do siebie zbliżacie. Warto spojrzeć wstecz i zobaczyć, w którym momencie pojawi się, zapukała do drzwi rutyna. A wy ją wpuściliście.

Widzicie to? Ten moment, w którym seks stał się przewidywalny, rozmowy płytkie i coraz rzadsze, a wzajemne zainteresowanie osiągnęło poziom depresji holenderskiej i grozi wam już zalanie przez obojętność…

To jest chwila, by powiedzieć sobie „KURWA, STOP!”.

Na szczęście wiele osób jest jeszcze zdania, że związek to ciągła praca, a kiedy coś się burzy, to warto naprawiać.
Dlaczego?
Dlatego, że poświeciliście sobie czas, który jest ważny, że każde z was emocjonalnie coś wzniosło do tej relacji, że szkoda byłoby to stracić.

Błogosławieni, którzy zaczęli o siebie walczyć, by siebie nie stracić.

Na szczęście istnieje szereg sposobów na naprawę. Serio!
I nie są to, nie wiadomo jakie sposoby.

Są wręcz banalnie proste, ale wymagają zaangażowania obu strony.

Dlaczego?

Bo w pojedynkę chuja się naprawi.

Zacznijcie od rozmowy!

To najprostszy sposób.

Tylko uwaga. Rozmowa to rozmowa. Nie „siema, co tam?”, „co słychać?”…
To może być jedna z najtrudniejszy rozmów, z tych rozmów, które zaczynają się od słów „musimy porozmawiać”, a po ich wypowiedzeniu nastaje cisza.
To rozmowa totalna, całkowite oczyszczenie, pranie brudów, zamiatanie syfu, litania pretensji, żalu, złości, coś, co burzy i buduje w jednym.
Taka rozmowa może trwać nawet kilka dni, ale jeśli odbywa się we wzajemnym szacunku, to jest duża szansa, że wyjdziecie z tego silniejsi.
To ma być plan naprawczy, a nie rzeź drugiej osoby.

Zaskocz!

Początki są cudowne, bo każde z was chce sobie udowodnić, że wam zależy. Problem polega na tym, że po czasie, życie codziennie odziera brutalnie z tych magicznych momentu.

Jednak czy na pewno?

Przecież wszystko zależy od nas.

Kto wbił do głowy ludziom, że jak się już jest w relacji, to nie trzeba się starać. Kto powiedział, że małżeński papierek, to gwarancja nierozerwalności związku.

No właśnie.

Zaskoczenie, przełamanie rutyny, odbiegnięcie od schematu.
To kolejny powrót do początków. A raczej przypomnienie sobie o tym, że w relacji chodzi o to, żeby się zaskakiwać.

Drobna uwaga. Pozytywnie zaskakiwać. To nie ma być zaskoczenie w stylu „Kochanie, miałam małą stłuczkę, potrzebne nam nowe auto” lub „wiesz, przez przypadek przespałem się z koleżanką z pracy” – przykłady wybiórcze, możesz podstawić swoje.

Zaskoczenie pozytywne. Na tym się skupcie. Przecież się znacie, wiecie, co lubicie, wiecie o sobie wszystko (tak być powinno), to dlaczego zapomnieliście robić sobie dobrze?

Jakkolwiek to brzmi, ale o to chodzi. Chcesz, żeby było miło, chcesz, żeby drugiej osobie było miło? Nie musisz codziennie wymyślać, chuj wie czego, po prostu zacznij od małych gestów. To nie jest Everest wysiłku, takie pozytywności powinny być na porządku dziennym, bo zbliżają.

Nic na siłę!

Jeżeli przychodzi kryzys i wiele par panikuje. A w panice popełnia się najwięcej błędów. Wówczas na siłę szuka się rozwiązań, które nie zdają testu i tylko pogarszają sprawy.

Zaczynacie szukać z przymusu tego, co chcecie robić we dwoje. Kino, kolacja, film we dwoje.

To wciąż brzmi jak jedno wielkie planowanie związku, a tutaj chodzi o spontaniczność.
O brak reguł, o wyjście poza schematy.

To spontaniczność buduje więzi, odnawia więzi też.

Bardziej ucieszy Cię zaplanowana kolacja w knajpie, która ma ocieplić związek czy spontaniczny obiad przygotowany, kiedy wracasz z pracy?

No właśnie…

KOCHAM CIĘ.

To tylko słowo. Jednak słowa mają moc, o ile za nimi idą czyny.
Możesz powiedzieć „kocham Cię” każdego dnia drugiej osobie na miliony sposobów, poprzez miliony gestów.
Słowa to zalążki bliskości, która jest tak ważna. Słowa bywają wstępem, preludium czynów, które potrafią odnowić wszystko.

Wspieraj.

Wiesz, jak to jest, kiedy walczysz sam z całym światem. Tak…
Widzę często, że ludzie są bardziej obok siebie niż za sobą.
Mam na myśli, że jeżeli z kimś jesteś, to stoisz za swoim człowiekiem murem, choćby się waliło i paliło, chociażby byliście pokłóceni, to kiedy ktoś atakuje Twoje człowieka, to gryziesz do krwi.
Na tym to polega, stoisz za kimś i wspierasz, a nie stoisz obok i patrzysz.

A teraz posłuchajcie…

Zanim zacznie to wdrażać w życie, trzeba wziąć pod uwagę jeden, ale może kluczowy szczegół. Szczegół składający się z malutkich szczególików.

Kiedy decydujecie się naprawiać, to naprawdę decydujecie się naprawiać, a na pierwszym miejscu stawiacie szacunek.
To nie ma być walka o rację, a o relację.

Szacunek jest kluczem.

Drugą ważną rzeczą, pierwszej nie było? Zatem pierwszą i drugą ważną rzeczą jest to, że naprawa to proces.
Nie ma złotego środka, nie ma jasnego terminu, kiedy przyniesie to efekty, nie ma gwarancji, że to pomoże, ale jeśli wam zależy, to robicie wszystko, dosłownie wszystko.
Szukacie, aż znajdziecie, bo jak napisałem na początku, wiele daliście z siebie waszej relacji, więc czy jest sens tak szybko ją pogrzebać?

To pytanie pozostawię tutaj, żeby każdy mógł sobie na nie odpowiedzieć.

Sprawdź też tekst – 10 kroków, które nakierują Cię na szczęście! 

Tutaj kupisz teraz moją drugą książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś!

Kawę postawisz właśnie teraz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Oczekiwania są ważne. Umówmy się , że tak, cokolwiek się nie powie, nie zrobi, każdy ma jakąś wizję tego, jak powinien wyglądać związek.
I dla mnie jest to słowo klucz – wygląd związku, bo uważam, że żyjemy i spotykamy się w trzech przestrzeniach w relacji.

JA, TY, ZWIĄZEK – trójkącik taki. I wobec związku oczekiwania są ważne, wobec partnera czy partnerki istotne, ale powinny zawierać elastyczne pole do manewru, a oczekiwania względem siebie i tego, co do relacji wnosimy, także trzeba brać pod uwagę.

Ale nie o tym…

Kobiece oczekiwania – taki temat mi ktoś podrzucił ostatnio…
Czy są duże? Czy są niewyobrażalnie ogromne? Czy są nierealne? Czy wyssane z palca? Ha! Niejeden by chciał…

Osobiście sądzę, że wymagania kobiece mieszczą się całkowicie w ramach realności i nie są z kosmosu, chociaż nie mam dwie granice, poza które nigdy nie pozwolę nikomu wejść.
Mianowicie nigdy nie zdecyduję się na budowanie czegoś z kobietą, która będzie chciała, żebym porzucił swoje marzenia, to raz. A dwa, jeżeli miałoby to naruszyć podstawy moje JA, inaczej mówiąc, miałbym zgubić w związku siebie, to również się z tego wypisuję.

Zatem…

Co często słyszy się o wymaganiach kobiet?

Każda kobieta ma w głowie obraz idealnego partnera i szereg cech, które są do niego przypisane. Facet na starcie, często nieświadomie, jest zestawiany z listą. A powiedzmy sobie szczerze, ideałów nie ma, a każda kobieta ma swój własnych próg zdawalności. Wiesz, taki klucz odpowiedzi. Wpasujesz się albo nie.
W niektórych przypadkach wymagania są naprawdę wysokie. W niektórych!
Ktoś rozsiał plotkę wśród facetów, że kobiety lubią dawać w związku mniej, niż same wymagają.
Ty masz zapewnić wszystko, a ona ma to wszystko z łaską przyjąć. Ty masz być taki, taki, taki, taki, a ona ma po prostu być.
Ty masz stawać na głowie, starać się o nią, czekać i być na zawołanie, a ona ewentualnie może dać się zdobyć.
Tak bywa, ale to nie reguła.
Specjalnie pomijam tutaj kobiety, których wymagania faktycznie pochodzą z innej planety, ponieważ w miarę wzrostu świadomości, są one, na szczęście, w mniejszości.

A teraz spójrzmy na to pod innym kątem.

Jak wiele razy widziałeś na ulicy kobietę, która szła z gościem, którego zaklasyfikowałeś nie do jej ligi? Nienawidzę takich porównań, ale wiesz, o co mi chodzi.

Jak wiele razy stwierdziłeś wówczas, że pewnie jest on bogaty, a ona poleciała na kasę lub znalazł magiczny eliksir miłości i dolał jej niepostrzeżenie…
Wiem, że to jest szok, kiedy atrakcyjna kobieta idzie z gościem, który atrakcyjność zostawił w domu, a może nigdy nawet obok niej nie stał.
Znasz to? Znasz. Każdy to zna. I w głowie pojawią się pytanie, co on w sobie ma, czego ja nie mam, jak spełnił wszystkie wymagania z listy, co zrobił, jak zrobił?
To pytanie jest tak samo potrzebne, jak próba zrozumienia, że wiele kobiet lubi powtarzać schemat i wpadać z objęć jednego toksyka, w objęcia drugiego.

Jednak zanim kogoś ocenimy, to pomyślmy, czy wymagania faktycznie są tak wyśrubowane…

To będzie subiektywnie, czysto po mojemu, bo trochę z kobietami rozmawiam i lubię ich słuchać…
Jeżeli się mylę, to niech mnie ktoś poprawi…

Czego kobiety tak naprawdę chcą?

I teraz tak. Bądźmy przez moment brutalnie szczerzy, ale myślę, że wymagania kobiet nie są wygórowane, a cała prawda leży, gdzieś w połowie, chociaż bardziej po stronie nas facetów.
I zanim zaczniecie mnie wieszać, to spróbujmy to zrozumieć. Czy zamiast posłuchać kobiet, zrozumieć tego, na czym im zależy, nie jest łatwiej sobie ponarzekać, że kobiety chcą jednak od nas zbyt wiele…
To jest to, co często mówię, że zamiast szukać powodów, to szukamy wymówek…
Zamiast powiedzieć sobie, że do stworzenia cudownego związku, z cudowną kobietą, samemu trzeba być ponadprzeciętnym, to wolimy zamknąć temat w stwierdzeniu, że „one chcą, nie wiadomo czego i na chuj się starać”. Mam wrażenie, że taka prawda zaczęła przechodzić z pokolenia na pokolenie.
Inna prawda jest taka, taką prawdę lubię, że kobiety są naprawdę normalne i tolerancyjne w wielu aspektach życia.
Serio!
Pomijając skrajne przypadki oczywiście.
Kobieta naprawdę nie chce Cię zmieniać, nie ma zamiaru łamać Twojego kręgosłupa moralne, nie będzie chciała spędzać z Tobą 24h, nie będzie Cię zmuszała do robienia rzeczy, których nie lubisz. Mądra i świadoma kobieta wiem, że związek potrzebuje przestrzeni, żeby móc oddychać we dwoje i mieć również swoje życie poza związkiem.

Więc, czego one tak naprawdę od nas chcą?

– Myślę, że „posiadania jaj”, które czasem, a niektórzy na stałe, gdzieś zgubili. Swego rodzaju ogarnięcia życiowego, zdecydowania, tego, że wiesz, czego chcesz i potrafisz do tego dążyć.

– Tego, że wartość słów, które do nich mówimy, niesie ze sobą słowność, a czyny są odzwierciadleniem tego, co mówimy.

– Pasji, ludzie bez pasji są nijacy, a jeżeli masz coś, co Cię w życiu jara, coś, co sprawia Ci przyjemność, to dodatkowy plus.

– Nie rozglądania się na boki. Lubię ten punkt, bo często jest tak, że niby skupiasz się na jednej kobiecie, ale w międzyczasie szukasz miliona wyjść awaryjnych, a to tak nie działa. Spotkałeś ją, to powiedz sobie, że albo ona, albo nikt inny i daj jej to poczuć.

– Zaangażowanie. Tylko nie takie na siłę, zakrawające na poświęcenie, bardziej chodzi o czystą naturalność w celu pokazania tego, że Ci zależy.
– Poczucia bezpieczeństwa. I to jest bardzo szerokie, ale kluczowe. W życiu jest różnie, ale ludzie, nie tylko kobiety, chcą mieć obok siebie kogoś, kto powie „damy radę” i w najgorszym momentach nie odwróci się na pięcie i nie odejdzie.

– Rozmowy. Takiej o wszystkim i o niczym. Rozmowa to najlepszy wyznacznik dbania o relację. Umiejętność słuchania ze zrozumieniem to najlepsze spoiwo każdego związku.

– Bycia, a nie bywania. Związek to obecność. I tutaj nie chodzi o to, żeby biegać za sobą cały czas. To chodzi o czas spędzony razem. Dzisiaj wszyscy gonią, jednak ważne jest to, żeby oprócz czasu własnego, mieć ten czas tylko we dwoje. I to nie musi być nie wiadomo co, to mogą być zwykłe codzienne czynności, które robione we dwoje zyskują na znaczeniu.

– Prawdy, a raczej prawdomówności. To chyba jest oczywiste.

Czy to są wymagania z kosmosu? Raczej nie.
Jednak wielu mężczyzn wciąż wmawia sobie, bazując na skrajnościach, że kobiety chcą gwiazdki z nieba.

I mogę się mylić, ale raczej się nie mylę.

Kobiety chcą normalności, zwyczajnej normalności i tworzenia czegoś razem . I Ty też masz być normalnym gościem, nie macho, który nie ma uczuć, nie wrażliwcem, który nie wie, czego chce, tylko normalnym gościem, któremu zależy i potrafi to okazać.
To naprawdę wiele ułatwia.

Jeżeli wyrwiesz sobie z głowy stereotypowe myślenie na temat wymagań kobiet, jeżeli zrozumiesz, że najpierw trzeba popracować nad sobą, by poznać kogoś, kto czyni podobnie i do podobnych rzeczy dąży.
Jeżeli wyjebiesz slogany o tym, że kobiety są, jakie są, to zauważysz, że pokazując swoje zaangażowania i ofiarując swój czas, otrzymujesz w zamian to samo.

A potem zrozumiesz, że stworzenie związku z fajną kobietą nie jest niemożliwe, wręcz przeciwnie i nie wymaga umiejętności z kosmosu.
Wymaga po prostu kilku podstawowych cech i zdolności, które one naprawdę potrafią docenić.

A teraz…

Złap słowa w moich książkach:

Tutaj kupisz moją drugą książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

A możesz chcesz kubek – Kubek “Powiedz sobie TAK”

A może jednak wiersze – E-book Namiętności…

Podobają Ci się moje teksty? Możesz wesprzeć moją twórczość wirtualną kawą – https://buycoffee.to/nawrocki

Znajdziesz mnie tutaj – (koniecznie zaobserwuj na Instagramie, tam publikuję trochę inne treści) – https://linktr.ee/NawrockiTomasz

Masz pytania? Napisz e-mail

info@tomeknawrocki.pl

Ważne linki

Zapraszam do moich Social Mediów
na Facebooku, Instagramie i TikToku

© 2025 Tomasz Nawrocki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt: Kruku.net

Zgarnij rabat!
Zapisz się do naszego Newslettera aby otrzymać
kod rabatowy 15%.
    ZAPISZ
    Zapoznałam(em) się i akceptuję
    regulamin i politykę prywatności