Najpierw są zaloty, podchody, tańce godowe, teatr słów i gestów. Najpierw jednej i drugiej stronie zależy, a kiedy obu stronom zależy to już jest duży plus. To ma szansę się udać. To naprawdę jest szansa na to „żyli długo i szczęśliwie”, jeśli tylko po drodze nic nie spierdolą. A spierdolić można dosłownie wszystko.

Nie wiem czemu, ludzie z góry zakładają, że jeżeli już ze sobą są, to nie muszą się starać. Nie wiem, kto wbił do głowy przekonanie, że raz zdobyte, pozostanie już na zawsze. Nie wiem, serio. To tak, jakby ktoś w momencie powiedzenia, że jesteśmy razem, tracił cały zapał.

A w momencie, kiedy zaczynacie odpuszczać, nawet stopniowo, w banalnych kwestiach, wówczas zaczynają powstawać zadrapania na relacji, a w takie zadrapania może wdać się zakażenie i pacjent, w tym wypadku relacje, może z tego nie wyjść…

Krok pierwszy.

Poluzowanie. Niby to nic z pozoru nie znaczy, ale jednak powoli, delikatnie, w pewnych kwestiach przestajecie się starać. To, co kiedyś było ważne, teraz przyjmuje rangę niebywałego poświęcenia. To, co kiedyś miało znaczenie, teraz schodzi na dalszy plan, a wszystko tłumaczycie sobie tym, że życie, że codzienność, że… Po prostu pierdolone wymówki mające na celu usprawiedliwienie braku chęci…

Krok drugi…

Nagle wszystko zaczyna Wam przeszkadzać. To, co było kiedyś ok, dzisiaj jest nie do przyjęcia. Ciągłe pretensje, wieczna krytyka. Uderzacie w siebie z niebywałą celnością, szukając słabych punktów, tak, żeby zabolało… Zaczynacie skakać sobie do gardeł z powodu błahostek…

Krok trzeci…

Wraz z ataki pojawia się narastający brak szacunku, wyśmiewanie. Wyobraźcie sobie to tak. Kiedyś graliście w jednej drużynie, dzisiaj stoicie po przeciwnych stronach boiska i próbujecie przeciągnąć szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Kiedyś byliście duetem, a teraz jedno z pogardą patrzy na drugie i próbuje zaznaczyć swoją wyższość…

Krok czwarty…

Powiedzmy, że nazwiemy to „powarkiwaniem”. Jeżeli ktoś cały czas się przypierdala o wszystko, to nawet normalna rozmowa jest traktowana, jak atak. A jeśli ktoś Cię atakuje, to Twój organizm się spina, żeby ten atak odeprzeć. Atak rodzi kontratak. I tak z dnia na dzień toczycie coraz większe walki, z których nikt nie wyjdzie zwycięsko…

Krok piąty…

Królowa klęsk relacji, cesarzowa rozpierdolu, caryca rozpadu. Obojętność. Jeżeli żyjecie w ciągłym trybie walki, to siłą rzeczy zaczyna uciekać od tego, co boli. W tym wypadku od siebie. Wycofanie się z pozoru jest tylko unikaniem walki, tak naprawdę to pozwolenie na to, żeby druga osoba się oddalała wprost proporcjonalnie do tego, jak my się oddalamy. Kiedy nie ma szans na rozmowę, problemy zamiata się pod dywan czy chowa do szafy, to z czasem robi się w domu burdel, a mając na myśli dom, myślę o Waszej relacji. Dystans, ciche dni, unikanie. To wszystko prowadzi do tego, że stajecie się sobie obcy, to rozrywa więzi…

I tutaj stajecie przed wyborem, bo zawsze jest wybór. Stanąć ponad konfliktem i mimo wszystko zacząć o siebie walczyć, czy pogodzić się z porażką. To zawsze trudna decyzja, bo trzeba spojrzeć na wszystko z boku, na chłodno, dostrzec nie tylko wspólne błędy, jak i błędy własne. To bolesna analiza tego, że ktoś coś robi źle, a my również nie pozostajemy bez winy.
To pozwala spojrzeć na relację z innej perspektywy i daje szansę na rozwiązanie konfliktu, a nawet na wzmocnienie związku. Warunek jest jeden… Trzeba bardzo mocno chcieć we dwoje… A czasem poprosić o pomoc specjalistę, który będzie pełnił rolę mediatora. Wszystko, naprawdę wszystko jest możliwe, jeżeli się chce… Naprawdę.

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Ok! Pozostańmy przy temacie zdrady, bo temat wywołał spore poruszenie. A tam, gdzie poruszenie, tam są emocje.

Wiele osób doświadczyło zdrady, ja też. Wiele osób też wypowiadało się, nie mając ze zdradą do czynienia. Szereg poglądów, szereg odczuć, masa emocji.

Znam to.

I teraz, mówiąc z własnego doświadczenia, chciałbym powiedzieć, że większość osób, które deklaruje, że zdrada dla nich to koniec związków, tak naprawdę nie wie, co mówi.
Teoretyzować można wzniośle na ten temat, kiedy zdrady się nie zaznało, ale wiele przypadków pokazuje, że, nawet kiedy ktoś nas zdradził, to zamiast odejść, włączą się w nas tryb walki. Walki o relację, walki o uczucie…

Mam rację? Pokiwaj głową, jeśli się zgadzasz. No dobra, nie wiem, czy kiwasz…

Obok zdrady nie można przejść obojętnie. Nie ma tak, że mówimy sobie, że się stało i jakoś staramy się przejść z tym do porządku dziennego. Po prostu się nie da. Nie ma magicznego przycisku, który wymaże wspomnienia i pozwoli zachować codzienność w stabilnych ramach. Kiedy dochodzi do zdrady, to życie trzęsie Ci się pod nogami, a Ty chodzisz i łapiesz się, czego tylko się da, żeby się emocjonalnie nie wypierdolić.

Pytanie. Czy zdradę można wybaczyć? Czy po zdradzie można żyć dalej?

To były dwa pytania. Wiem.

I powiem tak. W życiu można wszystko. W relacji również, jeżeli obie strony tego chcą.

Kiedyś też pewnie powiedziałbym, że zdrada to kurestwo, zniszczenie zaufania, oszustwo i tym podobne.

Dzisiaj. Niekoniecznie.

Na początku zawsze pojawia się złość, złość to naturalna reakcja, która następuje, kiedy dowiadujemy się, że mamy rogi, którymi haczymy o futryny drzwi. To emocje, to tsunami rozgoryczenia. Wkurwienie i bezsilność w jednym. I tego nie zapomnisz, nawet się nie łudź, że ktoś sprawi, że to, co się stało, odejdzie w niepamięć. Zdrada jest, jak rana postrzałowa, pocisk się rozpadł i kawałki na zawsze utknęły w ciele. Dlatego porzuć nadzieję, że to odejdzie. Nawet jeśli jesteś mistrzem czy mistrzynią wypierania niewygodnych zdarzeń, to i tak Cię to dopadnie. Znienacka, kiedy się nie spodziewasz, to będzie wracać, a Twoja reakcja na to, będzie definiować to, czy dalej będzie się chciało coś budować na nowo.

Jeśli faza wkurwienia i rozgoryczenia już minęła, to dochodzi się do momentu, w którym trzeba się określić co dalej. W tym momencie wiele zależy od obu stron. Tutaj nie działa zasada, że „ok, wybaczam Ci, bo Cię ciągle kocham”. W tym wypadku to się nie sprawdza, bo patrząc na drugiego człowieka, cały czas będzie sobie kręcić w głowie film, jak do tego doszło, jak to wyglądało, kiedy to się działo…
Jednak postanowienie spróbowania jeszcze raz, pomimo bólu, to ważny krok. I tutaj niestety jest to bardzo niepewny krok, nie ma tu gwarancji, że się znowu coś po drodze nie spierdoli.

I tutaj warto wejść na scenę we dwoje i każda ze stron powinna mieć głębokie przekonanie i chęć walki o relację. W tej chwili zaczyna się ciężka praca. Praca, która nie gwarantuje tego, że się uda.
I jeszcze jedno. Nigdy już nie będzie tak samo, nie będzie tak, jak przedtem. Będzie zupełnie inaczej.
To będą godziny rozmów, bolesnych rozmów, milczenia, znowu rozmów. To będzie rozkładanie Waszej relacji na części pierwsze i próba poskładania ich na nowo. Będzie bolało, będzie kurewsko mocno bolało, bo wszystkie warstwy emocjonalne zostaną zdarte, wszystkie zaniedbania, powody, kłamstwa, zaniechania zostaną wywleczone na światło dzienne.
Ale… Znam przypadki, że dobrze przepracowana trauma potrafi wzmocnić związek.
Naprawdę. Możesz się nie zgodzić, ale tak jest.
Spójrz, stało się najgorsze z możliwych, a teraz jest etap, że jedna i druga strona chce to naprawić. Zaczyna się od podstaw, a budując od podstaw, można wyeliminować wcześniejsze błędy konstrukcyjne związku.
Jest szansa na coś lepszego. Naprawdę jest.

I to trzeba przepracować, temu trzeba stawić czoła, jeżeli chce się dalej być, chce się dalej coś tworzyć, pomimo tego, co się stało.

Ale… Bo „ale” jest zawsze. Nawet chęci często nie wystarczą.
Wówczas zaczyna się rollercoaster. Z jednej strony osoba skrzywdzona chce ratować, z drugiej tonie w bólu, że nawet koło ratunkowe w postaci wybaczenia nie pomaga.
Niby się jest razem i coś majstruje, by było lepiej, ale z tak naprawdę cała relacja jest, jak sztuczne podtrzymywanie życia w nadziei, że nikt nie odłączy wtyczki i jakoś to pociągniemy. Takie próby to, jak bieganie po polu minowym z wiarą, że na minę jednak się nie nadepnie. A niestety nadepnie się zawsze.
A wtedy nie ma co zbierać.

Mamy zatem wersję optymistyczną i wersję pesymistyczną.

Jest też wersja, powiedzmy sobie, otrzeźwiająca!

Gdy dochodzi do zdrady, to nigdy wina nie leży po jednej tylko stronie. Zdrada jest efektem. A przyczyn może być wiele, chociaż wiem, że większość zaraz podniesie lament, że tak nie jest. Jest. Bez cienia wątpliwości z małymi wyjątkami, jak to w życiu bywa.
Osoba skrzywdzona musi chcieć to przepracować i być gotowa na to, że usłyszy szereg argumentów, co w relacji było złe, że do tego doszło. Osoba, która skrzywdziła, musi być gotowa ponieść konsekwencje i mocno starać się zadośćuczynić temu, co się stało. Stąd wniosek, że prace naprawcze powinny podjąć obie strony.

Natomiast jeżeli, pomimo prób, chęci, wiary wszystko chyli się ku upadkowi, to wniosek jest jeden. Relacja zmarła śmiercią naturalną już dużo wcześniej. Po prostu jej nie ma i tak samo nie ma czego ratować…

Tak niestety bywa…

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Rozmawiając z ludźmi, słuchając ludzi, zauważam, że wszyscy brzydzą się zdrady, każdy ją neguje i określa mianem największego zła, jakie można wyrządzić drugiej osobie, ale…

No właśnie, bo zawsze jest jakieś „ale”, które stawia w wątpliwość wszystko to, co powiedziało się wcześniej.

Bo zdrada sama w sobie jest zła, ale często jest bardziej złożona, niż nam się wydaje.

Ludzie uwielbiają wszystko komplikować, gdyby tak nie było, świat byłby piękny, a związki udane i szczęśliwe. Niestety tak nie bywa. W życiu zdarza się seria komplikacji, które sami sobie fundujemy z rozmaitych powodów…
I nie jest prawdą, że zdradzają tylko mężczyźni, chociaż wiele kobiet ciągle tkwi w tym poglądzie pełnym iluzji. Zdrada nie ma płci… Co więcej, możesz kogoś bardzo kochać, a pomimo tego zdradzić. Zdrada może być zaplanowana, może też być impulsem, bo mózg, kiedy jest podniecony nie myśli racjonalnie, tak jest prawda. Możesz się zgodzić lub nie, ale tak właśnie jest.

Faceci zdradzają, bo…

Nie odkryję Ameryki, pisząc, że faceci zdradzają, ponieważ chcą uciec od domowego życia i ciągłego napięcia z nim związane.
Weźmy taki przykład. Niby udana rodzinka, wszystko fajnie, hajs się zgadza, on zarabia, ona też, dzieci, wakacje, no normalnie sielanka…
Jednak z czasem pojawi się rozdźwięk… Coś w jakimś aspekcie życia się zjebało i ona zaczyna się czepiać o bzdury, on zaczyna pracować coraz więcej, ona dopierdala się jeszcze bardziej, więc on wycofuje się coraz bardziej.
To typowe. To schematyczne.
Zazwyczaj tak to wygląda. I nagle w otoczeniu pojawia się kobieta, a może zawsze była, gdzieś w pobliżu. Przyjdzie, porozmawia, zrozumie, wysłucha, doradzi. Jest miła sama w sobie i urocza ponad wszystko.
W głowie pojawia się równanie.

Żona = awantura. Ona = miło spędzony czas.

Banalne prawda. A jednak…

Schemat polega na tym, że jak ktoś Cię w domu regularnie opierdala o głupoty, jeżeli zarzuca Ci, że się wycofujesz, że nie spędzasz czasu z rodziną, to wynikiem tego jest fakt, że Twój kutas nie cieszy się na widok żony tak, jak dawniej, bo mózg jasno daje do zrozumienia, że ona krzyczy i jest zła. W uproszczeniu. Opierdalanie działa na kutasa tak, jak sprint do zimnego morza bez przygotowania. Nawet viagra nie pomoże. Z drugiej strony jest w otoczeniu ktoś, kto nie ma dla wymagań, nie ma oczekiwań, a to tego wygląda tak, że cieplej robi się na serduszku i nie tylko…

Przepis na zdradę, którego Gesslerowa, by się nie powstydziła. I wiem, co teraz powie większość kobiet, że jak się kocha, to się nie zdradza, jak się ma rodzinę, to się trzyma kutasa w spodniach…

Ok. Tyle, że związki mają przynosić radość, a kiedy dzieje się coś złego, to zaczyna się od rozmowy, a nie urządza niekończącą się wojnę podjazdową w postaci regularnych pretensji…

A kobiety zdradzają, bo…

(teraz w głowie słyszę krzyk kobiet „kobiety nie zdradzają„)…

Otóż zdradzają, nawet częściej niż mężczyźni. Mam setki wiadomości z wyrzutami sumienia, że miał być krótki romans, a teraz się zakochała, że rodzina się sypie, kochane szantażuje. I tak dalej…

Kobiety po prostu rzadziej przyznają się do tego, że zdradzają, a poza tym, kiedy zdradzają, robią to w bardziej wyrafinowany sposób i świetnie się przy tym kamuflują.
A dlaczego zdradzają. Z podobnych przyczyn, jak mężczyźni, czyli po prostu coś się w związku pierdoli, a zamiast porozmawiać, naprawiać, lepiej popierdolić się na boku. A reszta sama się ułoży, a ni chuja nigdy się nie układa. O dziwo!

Może kobiety też lepiej potrafią sobie znaleźć wytłumaczenie swojej zdrady, dołożyć do tego całą filozofię, że on nigdy nie miał dla niej czasu, a kolega z pracy zawsze czas miał.

Zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet wygląda to podobnie.

Paradoksalnie, w tym wszystkim nawet nie chodzi o seks…
Nie o to chodzi w zdradzie, chodzi o coś znacznie większego.
Chodzi o to, że ktoś zwraca na nas uwagę, że ktoś ma czas, że dla kogoś wreszcie jesteśmy ciekawi, że ktoś słucha, że ktoś rozumie.
Seks jest tylko wypadkową tego, co się dzieje w głowie, w myślach, kiedy dostanie się odrobinę więcej uwagi.
Chodzi o to, że ktoś nas chce, że dla kogoś jesteśmy wyjątkowi, nawet jeżeli wiemy, że to tylko namiastka, pozory, to jednak wiara podsycana wyobraźnią robią swoje.
Zdrada to rodzaj tęsknoty za tym, co w obecnej relacji, gdzieś się zagubiło i zamiast szukać tego we dwoje, to każde poszło na boki, szukać dawno zgubionego szczęścia.

I każdy zawsze wytłumaczy sobie zdradę na sto różnych sposobów. Powodów do zdrady może być wiele, ale zdrada zawsze spowoduje rozpierdol. Nie od razu, ale jednak. Zdrada nie bierze jeńców, zawsze są ofiary.

A powody do zdrady…

Zakochanie. Tak po prostu.
Adrenalina. Bo brak jej w związku.
Próba utwierdzenia się w tym, że trzeba coś zmienić.
Znam dziewczynę, która zdradzała, bo jak to mówiła „chcę utwierdzić się, że kocham swojego partnera, bo każda zdrada powoduje u mnie ból”. Swoją drogą ciekawy sposób na potwierdzenie swojej miłości. Jeszcze ciekawsze jest to, co na ten temat myślał jej partner…

A tak naprawdę, zdrada jest informacją, że coś się w relacji pierdoli. Jest sygnałem, że wewnątrz coś jej nie tak, że coś się gubi, coś się zaniedbało, że gdzieś się zbłądziło. Wewnątrz relacji, zatem w relacji warto byłoby to naprawiać, a nie szukać rozwiązań na zewnątrz.

Bo zdrada jeszcze niczego nie naprawiła. Nie słyszałem historii, a słucham codziennie kilkunastu, że ktoś zdradził i nagle związek cudownie się naprawił.

Zdrada to również informacja, że może w życiu, coś nie funkcjonuje, że coś jest nie tak, że szuka się odskoczni od czegoś, z czym ciężko sobie poradzić.

Zdrada wywodzi się z braków. Braków, które mamy na co dzień i które próbujemy ślepo zapełnić obecnością innych ludzi, próbujemy je otulić innym ciałem, zamaskować chwilą niemyślenia o tym, co jest poza danym momentem.
To jeden z powodów.

Drugi to zaniedbania. Zaniedbania w relacji, w której się uchyliło drzwi dla rutyny. Ludzie myślą, że jeżeli już siebie mają, to nic złego się nie wydarzy, że można sobie poluzować, odpuścić lekko. Można przestać się starać, bo ten ktoś jest i ma być. Zdrada rozkwita na polu pełnym pretensji, olewania, kłótni, braku zainteresowania, niesłuchania i wszystkiego tego, co można w relacji spierdolić, jeśli tylko się zacznie brak obecność drugiej osoby za pewnik.

Trzeci powód to brak docenienia tego, co się ma. Nauczyliśmy się, że zasługujemy na wszystko to, co najlepsze. Niestety wiele osób źle to interpretuje i zamiast skupić się na tym, co jest, wciąż zakładają, że czeka na nich coś lepszego.
Narzucają drugiej osobie absurdalne wymagania, bo tak ma być, bo ktoś inny tak ma, bo… I tak dalej.

Zatem… W zdradzie nie chodzi o seks, chodzi o zapełnienie czegoś, czego w danym momencie brakuje.
Jednak po zdradzie można się podnieść. Można się podnieść we dwoje, o ile dobrze się do tego podejdzie. Jeżeli znajdzie się źródło problemu, a nie skupi tylko na samym łóżkowym akcie, którym był zwieńczeniem nagromadzonego ciśnienia.

Od czego zależy proces naprawy.

Przede wszystkim od chęci. Wyobraź sobie, że masz pokój, w którym nie sprzątano od lat. Nie za bardzo chcesz w nim przebywać, chcesz po prostu zamknąć drzwi na klucz i już nigdy tam nie zaglądać. Szczególnie, że ktoś próbował już go ogarnąć, ktoś, ale nie Ty.
Kiedy relacja jest zaniedbana, to masz właśnie taki pokój, tkwicie w nim we dwoje, z czasem któreś ucieka na miasto, zobaczyć, że można żyć inaczej.
Metafora taka.
Jeżeli chcecie się podnieść, to potrzeba naprawdę mocny chęci i przede wszystkim odwagi, by zmierzyć się z tym, co do zdrady doprowadziło.
I tak jest to bolesne, ale możliwe. Może nie od razu, może to wymaga dużo czasu, ale jest to możliwe. Serio.

Opcja druga jest taka, że jednej osobie zależy w chuj, a drugiej już nie za bardzo, bo na mieście stołować się też jest fajnie.
Wówczas nie ma ratunku, wówczas trzeba się odwrócić na pięcie, przeboleć i po prostu zacząć żyć dalej. Brutalne, ale jednak uzdrawiające.

Znam wiele osób, które zdecydowało się na opcję pierwszą. Budują na nowo. Starają się. Mają lepsze lub gorsze dni. Mimo to są. Czasem jedno, drugiemu wypomni puszczalstwo, ale to tylko oznaka, że ciągle kocha.
Kiedy zdrada boli, to znaczy, że uczucie cały czas, gdzieś tam jest.
Nie da się zapomnieć od razu, nie da się zaufać na nowo po kilku dniach, ale zdrada nie przekreśla tego, jakim kto jest człowiekiem. I teraz powiem coś, z czym możecie się nie zgodzić, ale błędy się zdarzają, poważne lub mniej poważne, ale się zdarzają. Sztuką jest znaleźć powód ich popełniania i go usunąć.

Każdy ma szansę na zmianę, jeśli tylko kurewsko mocno tego chce.

Kończąc, żeby z kimś być trzeba najpierw być w zgodzie ze sobą. Trzeba mieć w miarę poukładane wszystkie klepki w głowie, trzeba w miarę kumać i ogarniać, na czym polega relacja z drugim człowiekiem, a to wynika z nauki życia z samym sobą. Jeżeli dwie osoby zdają sobie sprawę z tego, że współistnieją we dwoje, bo tego chcą i nie boją się powiedzieć, kiedy coś się pierdoli. Jeżeli w trudnym momentach naprawiają razem, a nie szukają „fachowców” na boku, to naprawdę jest szansa na to, że nigdy zdrada nie zapuka do ich drzwi…

 

Więcej tekstów, w których z pewnością znajdziesz coś dla siebie, jest w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Napisałem kiedyś tekst o tym, że hajs się musi zgadzać… Kto mnie czyta, ten wie…
Dalej się tego trzymam. Oczywiście, przy tego typu tekstach wiadomości było co niemiara…

„Pieniądze to nie wszystko” – taka teza głównie przeważała. Gównoteza…

Panowie natomiast twardo stali przy swoich, że kobiety w dzisiejszych czasach lecą tylko na kasę.

Szczególnie ujęła mnie jedna wiadomość, nie powiem od kogo, ale Michaś, wiesz, że to o Tobie.
Michaś napisał, że kobiety są tak zepsute, że są w stanie zrobić wszystko, żeby mu się dobrać do portfela…
Po dłuższej rozmowie doszedłem do wniosku, że jednak nie wszystko, bo Michaś jest sam.
Tyle o Michasiu.

Wracając do tematu. Pieniądze są ważne. Jakby na to nie spojrzeć. To raz. Kobiety nie lecą na kasę, same świetnie potrafią ją zarabiać, na kasę lecą księżniczki, którym rodzice za bardzo wmówili, że są wyjątkowe i wszystko im się należy…

To w skrócie. Tak dla wyjaśnienia.

Otóż do wszystkich tych panów, którym się wydaje, że kasa to gwarancja związku… Chuja prawda.

Dlaczego?

Spójrzmy na to pod kątem prawa popytu i podaży. Jest popyt na coś, jest i podaż. Jeżeli utarło się, że możesz kupić czyjąś obecność za drogie prezenty, zagraniczne wakacje, kolacje i tak dalej… To siłą rzeczy pojawiły się osoby, które ten popyt zaspokajają.

Bo…

Każdego można kupić… I nie zawsze chodzi o kasę, czasem chodzi o iluzję szczęścia, magię chwili, skok adrenaliny, pozory relacji…
Każdy na pewnym etapie swojego życia miał jakąś cenę.

Ok. Znam dziewczyny, które lubią luksus i dla tego luksusu są w stanie dużo dać od siebie i z siebie. Ich wybór. Może o tym się nie mówi, ale w drugą stronę działa to zupełnie tak samo.

To wybór. Ustalasz swoją cenę i jedziesz z tym życie.

Dostałem kiedyś wiadomość od pewnej kobiety.
Nie przytoczę jej dosłownie, ale postaram się streścić jej sens.
„Cześć Nawrocki, słuchaj, czytam Cię jakiś czas i fajnie piszesz, ładny też jesteś. Ja pochowałam już czterech mężów, a każdy z nich zapewnił mi dostatnie życie i spory majątek. Nie lubię gierek. Lubię przygody. Korzystam z życia, ile się da.
Proponuję, żebyś się do mnie wprowadził i pisał wiersze o mnie. Umówimy się na pięciocyfrowe kieszonkowe. Co do reszty zadań na pewno się dogadamy.
Nie mam czasu na uniki, więc daj znać czy się na to piszesz. Jakby co mam na to miejsce jeszcze kilku kandydatów”.

Niestety, ale bardziej stety w tamtej chwili miałem wyższą cenę, inne priorytety w postaci wydania pierwszej książki. Leży i pachnie na moim miejscu ktoś innych.

Jednak chodzi o kontekst ceny.

Zatem, jeśli ktoś się wkurwia, że kasa gra na rynku istotną rolę, ale za kasę w ruch idzie ciało, to powinien spuścić z tonu.

Dostajesz to, czego szukasz. Jeżeli szukasz, a Twoją kartą przetargową jest kasa, to otrzymujesz kogoś, dla kogo kasa również ma znaczenie. A potem jest płacz, że ona czy on nie dochowali wierności, kiedy pojawił się ktoś, kto zaoferował więcej.

Kurwa, prawo rynku.

Sięgając do szuflad mojego doświadczenia, powiem jedno.
Za hajs kupisz czyjś czas, jakąś namiastkę obecności, chwilowe bywanie, ale jednak nie kupisz emocji, uczuć i prawdy. Kupujesz ruchanie przez całą noc i powrót do rzeczywistości po, ale nie kupisz lojalności.

Rozumiesz?

W tym tkwi różnica. Kupujesz kogoś, kto przy Tobie bywa, a nie kogoś, kto będzie na dobre i na złe.

Przykład!

Miałem kolegę. Zarobił sporo, przyjechał do kraju i chciał ów sukces uczcić z kolegami. Poszliśmy zatem w miasto, a jak to na mieście bywa, mój kolega stwierdził, że pora pójść do nocnego klubu, gdyż noc zobowiązuje.
Pijąc drinka i obserwując cały ten cyrk i teatr jednej nocy, postanowiłem po jakimś czasie go ratować, gdyż pewna młoda dama usilnie wyznawała mu miłość aż po grób. Wyzwała do tego stopnia, że równocześnie kroiła go ze złotówek, aż trzeszczało. Kiedy próbowałem znaleźć dojście do resztek jego rozumu, stwierdził, że się żeni, że on będzie rycerzem na białym koniu, który uwolni ją z jarzma bezwzględnego tyrana, który każe jej pracować w miejscu takie, jak to.
I co?
Ni chuja moje argumenty do niego nie dotarły, a wręcz byłem tym złym giermkiem, który chciał pozbawić go szczęścia z jego białogłową.
Niestety. Księżniczka zniknęła, kiedy stan jego konta wyniósł zero. Zniknęła, ale na pamiątkę zabrała ze sobą pona 5 tysięcy.
I cóż… Każdy to przeżył prawda? Prawda? Nie każdy ok.
To tylko przykład tego, że motorem napędowym tego dwugodzinnego narzeczeństwa była kasa…

Dajesz prezenty, otrzymujesz prezencik. Proste.

I nic poza tym.

Powiem więcej… I tutaj kilku słodkich tatusiów i tanich armanich może się zdziwić.
Otóż kasa to za mało, żeby żyć długo i szczęśliwie.
Tych, co tylko płacą najnormalniej w świecie się nie szanuje, owszem są jak bankomat, ale do bankomatu się nie przytulisz na dłużej. Chodzi o coś więcej.
I teraz ktoś powie, że to jest nielogiczne. A czy ludzie są logiczni, czy kobiety są logiczne?
Kobieta potrafi kochać największego skurwysyna na świecie, wierząc, że się zmieni.
To jest logiczne? No kurwa nie.
Kobieta potrafi spędzić cały dzień na zakupach, a równocześnie potrafi w pięć minut po raz kolejne wpierdolić się w toksyczny związek.
I tutaj też jest logika? No kurwa. Nie.

Rozumiesz już? Michaś jesteś tam?

Chodzi o coś więcej niż tylko kasę. Chodzi o to, że kobieta rozchyla nogi, kiedy dasz jej coś więcej niż banda kolesi, którzy chcą ją tylko przelecieć. Chodzi o to, że oplecie Cię tymi nogami i nie wypuści, kiedy pokażesz jej, żę Tobie zależy na jej wnętrzu, a nie na tym, żeby wsadzić jej, jak najgłębiej.
Chodzi o to, że dostrzegasz, budzisz w niej coś, czego nikt inny nawet nie pogłaskał. O to kurwa chodzi.

KOBIETA DOSKONALE WIE, KIEDY KTOŚ CHCE JĄ TYLKO PRZELECIEĆ, ALE ZUPEŁNIE TRACI GŁOWĘ, KIEDY KTOŚ ZACZYNA STYMULOWAĆ NAJPIERW JEJ MÓZG, A NIE ŁECHTACZKĘ.

Orgazm zaczyna się w mózgu, kiedy się w niego zgłębiasz, kiedy zaplatasz jej myśli, kiedy wkradasz się między jej myśli tak, że nie potrafi przestać o Tobie myśleć. Całe ciepło, które rozlewa się po ciele, całe podniecenie, emocje, uczucia, to, co rodzi przywiązanie, pożądanie, chęć bycia razem. WSZYSTKO TO KRYJE SIĘ W MÓZGU.

Chcesz miłości, to pięknie, ale uwierz mi, że miłość za kasę nie kupisz, kupisz tylko pozory, dopóki nie przyjdzie ktoś, kto da więcej…

 

Więcej tekstów, w których z pewnością znajdziesz coś dla siebie, jest w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki

A może plakat? Zobacz kolekcję plakatów – Plakaty

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Chciałbym zacząć ten tekst, jakoś mądrze… Chcieć nie zawsze znaczy móc. Jednak spójrz. Jest takie określenie, jak „małpi rozum”.

Wiesz, skąd to się wzięło?

Otóż małpom ciężko jest usiedzieć w jednym miejscu, są w ciągłym ruchu, co więcej, jedną z ich cech jest naśladownictwo. Małpy naśladują się nawzajem.

Biorą pod uwagę wszelkiego rodzaju programowanie własnych myśli, wizualizacje, osiąganie celów, to właśnie powyższe cechy zdecydowanie je uniemożliwiają.

Cele osiąga się poprzez to, że umysł jest skupiony na wizji, że masz określoną wizję siebie, a nie naśladujesz wszystkich wokół siebie.

I to by było na tyle tych mądrości…

Życie, prawdziwe życie powinno się wiązać z prostotą, która jest jasno określona poprzez nasze zasady, którymi się kierujemy. Kręgosłup moralny. Tak się mówi. Niestety patrząc na wiele osób w dzisiejszym świecie, jestem zdania, że większości z nich w tym kręgosłupie poluzowały się lub powypadały kręgi…

No pojebało się i to grubo. A jeżeli chodzi o relacje, to jest jeszcze gorzej.

Jeżeli jesteś ze mną dłużej, to wiesz, że lubię wpływać od romantyzmu, poprzez idealizm, a na głupi pierdoleniu kończąc. Tak jest. Tak lubię.

Od niskości do patosu. To zmusza do refleksji. To lubię.

Z jednej strony tęsknimy za prostotą, z drugiej wszystko komplikujemy.

Do tego dochodzi bezrefleksyjność.

Bo często wyczytać można, że:

„jak kocha, to poczeka” – a ja się pytam, ile kurwa można czekać na kogoś, kto sam nie wie, czego chce.

„prawdziwa miłość zdarza się tylko raz w życiu” – kurwa, każda miłość jest inna i prawdziwa na swój sposób.

„ja już nigdy z nikim nie będę” – ja pierdolę, do następnego razu…

„nie jestem gotowa, by z kimś być” – to znaczy, że nie potrafisz się poukładać i problem leży w Tobie…

Mógłbym tak ping-pongować większość z takich tekstów.

Bo…
Jak piszę w dedykacji do jednej z moich książek – ZAWSZE ZACZYNASZ OD SIEBIE.

Kobiety często powtarzają, że nie trzeba ich rozumieć, tylko trzeba kochać. Najlepiej bezgranicznie. Taka mała uwaga:

A czy Wy, drogie panie, same siebie potraficie zrozumieć i kochać?

Dlaczego kobiety krzyczą, że chcą być adorowane i doceniane, a z drugiej strony wciąż popełniają błędy, zakochując się w zjebach. Dlaczego faceci mówią, że kobiety lecą tylko na kasę, a potem poprzez właśnie kasę kupują ich obecność…

Dlaczego, skoro wszyscy faceci to chuje, którzy chcą rozkazywać biednym kobietom, same kobiety zaczytują się w harlekinach z dominacją w tle i biegają do kin na „365 dni”…
Dlaczego kobiety starają się nam wmówić, że kiedy mówicie „Nie”, to tak naprawdę może znaczyć wszystko z „domyśl się” na czele, a potem dumnie rozprawiacie o tym, że Was nie rozumiemy.
Dlaczego w większości przypadków w książkach, filmach kobiety walczą o to, by je szanować, a kiedy pojawi się jakiś przystojny, bogaty macho, to cały ten szacunek chuj strzela i jest to zazwyczaj jego chuj…

Mam dużo pytań w głowie. Serio!

Mówicie również, że facetów, prawdziwych facetów już nie ma. Tymczasem branża kosmetyczna i medycyny estetycznej jest w rozkwicie… Wiele mówi o naturalności, a same mają opanowane do perfekcji korzystanie z photoshopa…

I nie mówię tutaj o wszystkich, bo zaraz będzie lament, jak w momencie, w którym Neron chciał uwolnić Jezusa, ale patrząc subiektywnie, to coś w tym jednak jest…

Chyba, że coś mi się popierdoliło i wcale tak nie jest…

I ja nie mówię, bo tutaj też zaraz będzie awantura. Nie mam nic do medycyny estetycznej, kosmetyków, makijaży i tym podobnych specyfików, o ile botoks nie wjedzie nie w twarz, a w mózg, bo wtedy zaczyna się problem…

I widzę też pewien paradoks, bo ja dużo widzę, chociaż okularów nie noszę.
Wszędzie można wyczytać, że miłość pokona wszystko, że kobiety szukają kogoś, kto je pokocha takimi, jakie są. Wysłucha i zrozumie. Doceni.
Tymczasem… Słuchałem ostatnio sondy ulicznej… Taka sobie, aczkolwiek pytanie było ujmujące „ile powinien zarabiać facet i co robić, żebyś chciała z nim być…”. 70-80% odpowiedzi oscylowało w 20 tys. w górę i kupowaniu prezentów…
Wychodzi na to, że miłość liczy się w złotówkach i ilości prezentów… Nie uogólniam. Staram się podkreślić…
Najseksowniejszy jest mózg prawda? Jednak kaloryfer zamiast bojlera też robi swoje…
To, jak to jest. Intelekt czy wygląd. Owszem, jedno, drugiego nie wyklucza, jednak w wielu przypadkach obraz przeważa nad słowem. A potem narzekacie, że taki piękny, dopóki się nie odezwał…

Miłość ma być drogą we dwoje, a nie nocą sylwestrową, która traci swój blask zaraz po fajerwerkach.

Chuj ze mnie, tak teraz myślisz prawda?

To posłuchaj, jak to wygląda z drugiej perspektywy, bo kij ma dwa końce, a kutas tylko jeden…

Wulgarny jestem, wiem. Nie przepraszam.

Faceci, chłopcy, mężczyźni. Zwał, jak zwał. Są teraz zagubieni jak dzieci we mgle. Bo z jednej strony fajnie jest mieć stałą partnerkę, ale z drugiej strony, jak finanse, swoje nasienie trzeba lokować w różnych źródłach.

PORA SIĘ KURWA OKREŚLIĆ…

Każdy teraz powie, że kobiety lecą tylko na kasę, że każda na Insta to kurwa, a prawdziwe kobiety wymarły już dawno, jak mamuty.
Same poranione męskie serduszka…
Wzruszam się, kiedy to czytam.
Przeglądając takie komentarze, mam wrażenie, że niektórzy wystrzelili podczas porodu i lekarz nie zdążył ich złapać. Efekt pojebania pozostał na całe życie.

Możliwe też, że zgubili jaja i do dzisiaj nie mogą ich znaleźć.

Kobiety wymarły, zostały same kurwy i ich naśladowczynie?
Weźcie się, pierdolnijcie.
Może pora zrobić krok wstecz i spojrzeć w lustro. Tam tkwi tajemnica niepowodzeń, bo umówmy się…

Wartościowe i piękne kobiety żyją, tylko może nie potraficie się na nich poznać, docenić. Może zamiast „cześć” wysyłacie im zdjęcia kutasów, może zamiast pytania „co masz w głowie”, zadajesz pytanie „co masz na sobie”…

Prawdziwe życie to nie jest, ani komedia romantyczna, ani pornol.
Prawdziwe życie jest bez filtrów. W prawdziwym życiu trzeba się najebać, żeby coś stworzyć. Coś dać z siebie i nie chodzi mi tutaj o wytrysk…
Napisał do mnie, kiedyś koleś i żalił się, że zabrał już dziewczynę na trzecią randkę i dalej nie wylądowali w łóżku. I on teraz rozpacza, że trafił na jakąś patokatoliczkę.
Pozwólcie, że sprostuję. Jeżeli dziewczyna nie daje Ci na pierwszej randce, jeżeli Cię słucha, chce poznawać, spędzać z Tobą czas, to kurwa trafiłeś na perłę w morzu gówna.
A jeżeli Twoje oczekiwania to kolacja, obciąganie, seks, a na koniec anal, jak się poszczęści… Cóż…

Inni gość pisał do mnie, że przyciąga same dziewczyny lecące na kasę… I tutaj się kłaniam pewna reguła.

PRZYCIĄGASZ TYM, CZYM KUSISZ.

Goła dupa przyciąga hobbystów-onanistów, którzy myślą, że mogą wszystko kupić.

Jak świecisz nie charakterem, a hajsem, to przyciągasz magisterki loda, które chcą tego hajsu wyssać, jak najwięcej.

PROSTE? No kurwa…

I tak płyną Wasze dni, a jak już trafi się kobieta mądrą, zaradna, której hajs nie imponuje, to kutas się kurczy, jak po wejściu do zimnej wody i spierdalacie, bo nie macie pojęcia czym jej zaimponować, czy zainteresować.

Ewentualnie nie potraficie podjąć decyzji, że to jest ta jedyna, i wszystkie inne wypierdalać.

Kiedyś mówiło się, że świat online to same królewny i królewicze, teraz to świat kurewn i kurewiczów…

Sami go sobie nakreśliliście… I to jest najbardziej pojebana teza, jaką w życiu słyszałem.

Otóż. Wszystko jest dla ludzi, ale nie dla głupich. Ja wiem, że czasem kilka jednostek może spierdolić życie na bardzo długo, ale to nie znaczy, że wszyscy tacy są… Piękna kobieta, która ma swój biznes, facet, który rozkręca własny biznes… To nie są definicje. To są ludzie, a za każdym człowiekiem stoi jego historia, a żeby ją poznać, to trzeba zacząć od rozmowy, a nie od dupy strony…

RELACJE WYMAGAJĄ CZASU!

Jak widzę reklamę gościa, który opowiada o tym, jakim jest ruchaczem i co zrobić, żeby mieć miliony kobiet, to mi żal… Zarówno jego, bo zarabia na frajerach, jak i tych, którzy wierzą, że są jakieś magiczne sztuczki na udawanie kogoś, kim się nie jest…

Chcecie rady, dziewczynki i chłopcy. Nigdy ich nie udzielam, ale teraz zrobię wyjątek.

Sekret budowania relacji, bez gwarancji powodzenia to:

BYCIE KURWA SOBĄ.

To słuchanie i rozmowa.
To zaangażowanie i wyrozumiałość.
To przede wszystkim czas poświęcony na wzajemne poznanie.

I jeśli tego na samym początku się tego nie zastosuje, to świat wciąż będzie pełen opinii, że wszystkie to kurwy, a faceci to chuje…

A może być zupełnie inaczej.

 

Więcej tekstów, w których z pewnością znajdziesz coś dla siebie, jest w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Zacznijmy może od tego, kim jest osoba narcystyczna. Tak z czystej definicji jest to człowiek zakochany w samym sobie, który lubi dominować i nie liczy się z uczuciami innych…

To tak w skrócie, bo skróty są fajne.

Relacje się zmieniają, ludzie się zmieniają, wszystko się zmienia, bo tylko zmiana w życiu jest pewna. Prawda. No nie do końca.

Znałem kiedyś gościa, który biegał za pewną niewiastą i był gotów przychylić jej nieba. Po wielu próbach ona zgodziła się na związek. Czasem ich odwiedzałem. Nawet było miło. Do czasu. Niestety ów niewiasta miała jedną wadę. Nazwijmy to tak „lustereczko powiedz przecie, czemu ja najzajebistsza jestem na świecie”. A przy tym jebała go strasznie przy każdej okazji. Zawsze wydawało mi się, że człowiek ma instynkt samozachowawczy, że jak ktoś non stop jeździ mu po głowie sieczką słowną, to w końcu zapala się neon z napisem „spierdalaj”.
Tak myślałem, dopóki sam nie trafiłem na narcyzkę. Tyle że ja się zorientowałem, że coś jest nie tak, kiedy kawałek noża, niby przypadkiem, wbił mi się w plecy… Każdy ma jakiś bodziec, który potrafi wyrwać z „miłosnego” letargu.

To tak tytułem wstępu.

Im bardziej ktoś biega za osobą narcystyczną, tym większym gównem w jej oczach się staje. A gównem można dowolnie manipulować. A to narcyzi lubią najbardziej. Lubią to, bo sami nie lubią siebie…

A czemu nie lubią?

Powodów może być wiele.

Bo…

– może nikt nigdy nie zwracał na nich uwagi…
– może rodzice zamiast rozmowy, dawali tylko kasę…
– może dzieciaki w szkole się z nich śmiali…
– może, cokolwiek zrobili w życiu, słyszeli, że można to zrobić lepiej…
– może nikt nie dał im wartości, które są w życiu ważne…
– może czegoś im brakowało…
– może zabrakło w ich życiu tej odrobiny ciepła, która wlewa w serce człowieczeństwo…

Czas start. Wylosuj sobie coś.

Gdybym teraz miał spojrzeć na niektórych z boku, to stwierdziłbym, że dzisiejszy świat to jedna wielka fabryka narcyzów.
Wszystko na już, świat leży u twych stóp, możesz wszystko, wszystko można kupić, jesteś najlepszy, jesteś wyjątkowa…

Pierdolone slogany, które coraz to młodsze pokolenia chłoną, niczym gąbka… Chłoną to, zamiast chłonąć wiedzę i wartości…

Tyle znaczysz, ile posiadasz. To jeden z kolejnych sloganów. Wszystko jest transakcją. Związki powoli też przypominają transakcje zawierane na czas określony…

Dla narcyzów nie jesteś człowiekiem, jesteś obiektem. Kawałkiem tkanek, mięśni, skóry, który można dowolnie formować, poniewierać, tłamsić, a kiedy się stawia, to szybko ubierać pelerynkę ofiary…

Jednak relacja z narcyzem lub narcyzką zawsze wygląda podobnie. Przebiegają etapowo. Często książkowo. Czysto schematowo.

Napisałem kiedyś, że tworzenie relacji, to proces, który wymaga czasu, bo nikomu nie zależy po kilku pierwszych spotkaniach…

To teraz popatrz, jak to wygląda w zetknięciu z narcyzem.

Na początku jesteś oczkiem w głowie. Jesteś cudem, którego nigdy w życiu nie spotkał, jesteś najlepszym, co mogło się jej trafić…
Mówi się, że do Amor strzela miłosnymi strzałami, jeśli tak jest, to narcyzi napierdalają w Ciebie miłością jak z armaty. Narcyzi świetnie Cię słuchają, uwielbiają długie rozmowy, są wybitnymi słuchaczami… I wiesz co… Wszystko, co powiesz, na pewno zostanie użyte kiedyś przeciwko Tobie.
Narcyz kolekcjonuje Twoje słabe punkty, bo uderzając w słabe punkty, pozbawia Cię pewności siebie, a brak pewności siebie sprawia, że wmawiasz sobie, że to wszystko Twoja wina, a narcyz jest jedyną osobą, która chce z Tobą być…

Znasz to?

Od zera do milionera. Amerykański sen. W związku z narcyzem jest odwrotnie. Od miłości życia do całkowitego zniewolenia.

Kiedy Ty wpadłeś lub wpadłaś po uszy. Kiedy naprawdę myślisz, że stoi przed Tobą miłość Twojego życia, to wówczas następuje pierwszy strzał.
Bang!
Nagle traci Tobą zainteresowanie, nagle coś się zmienia. Nagle pojawiają się wybuchy agresji, awantury, nagle Twoje zdanie traci na znaczeniu. Przemoc słowna, często fizyczna, po której są godzinne zapewnienia, że to tylko dlatego, że został/a do tego zmuszony/a. Dostajesz wpierdol, ale tylko z miłości…
I zamiast uciekać, jak normalny człowiek, Ty z powodu swojego nadszarpniętego poczucia własnej wartości zaczynasz mieć myśli typu „co ja robię nie tak”, „może za mało się staram”, „może coś robię źle”, „może to wszystko moja wina. I paradoksalnie dajesz z siebie jeszcze więcej…

Narcyz niszczy pewność siebie, bo kiedy Ty szukasz akceptacji i zrozumienia, on może rozpocząć kolejny etap manipulacji.

A potem następuje sinusoida… Jedno wielkie „spierdalaj, ale chodź”. Są napady miłości i napady agresji. Jeśli coś się stanie, to zawsze wina leży po Twojej stronie, jeżeli ktoś ma rację, to tylko narcyz, jeżeli coś się spierdoliło, to Ty i tylko Ty jesteś za to odpowiedzialny czy odpowiedzialna. Narcyz nigdy nie zauważy winy w sobie, nie przyzna się do błędu. Za to wszystko odwróci tak, by pokazać Ci, że Twoje próby narzucenia własnego zdania, ranią jego malutkie serduszko.
A Ty masz coraz większy mętlik w głowie, a że nie masz dostępu do rodziny czy znajomych, bo narcyz świetnie izoluje (w myśl zasady TYLKO MY PRZECIWKO CAŁEMU ŚWIATU), to nie masz porównania i nie możesz zapytać kogoś zaufane, czy przypadkiem nie tkwi w gównie po same uszy…

Narcyz uwielbiam podkreślać też to, że tylko on z Tobą wytrzymuje i nikt inny Cię nigdy nie zechce. On i tylko on jest Twoim największym szczęściem.

Pamiętaj, narcyzi zawsze znajdą wytłumaczenie tego, że zrobili źle, a Ty, ponieważ mam sieczkę, zamiast mózgu (to nie Twoja wina, ale tak jest), uwierzysz, bo po prostu chcesz wierzyć.

I nagle dochodzi do rozstania. Bo ktoś Cię wyciągnął z tego bagna, bo nagle połączone kropki wszystkich zachowań utworzyły napis „spierdalaj” i dotarło… I zaczynasz uciekać.
I teraz są dwie opcje…
W pierwszej narcyz uprzykrzy Ci życie do granic możliwość. Zniszczy, spali wszystko i za wszelką cenę nie pozwoli Ci odejść. A jeśli odejdziesz, to będzie ciągle się przypominał i dawał o sobie znać, żeby tylko Ci się nie poszczęściło.
W drugiej narcyz nastawi cały świat przeciwko Tobie. Wszystkich, nawet najbliższych. Będzie snuł się między nimi i rozpowiadał, że on tak bardzo Cię kocha, a Ty chcesz odejść i zniszczyć wszystko… W najgorszym wypadku zmanipuluje również ich i staniesz się najgorszą osobą we Wszechświecie.

To, co ważne, to fakt, że cokolwiek narcyz Ci powie, a powie setki razy „zmienię się dla Ciebie, bo Cię kocham”, „to był już ostatni raz”, „teraz wszystko będzie inaczej”…
Ty nie słuchaj. To bajki…

Jeśli udało Ci się uciec, to brawo dla Ciebie! Tylko uważaj, to jest czas dla Ciebie, musisz odzyskać własne poczucie wartości, jesteś teraz jak żółw bez skorupy i łatwo możesz wpierdolić się w podobny związek. Nie rób tego. Zapamiętaj to sobie.

Zapamiętaj również to, że miłość ma przynosić radość, a nie cierpienie, że związek nie pozbawia nas szacunku do siebie i nie wymaga składania ofiar, tylko ma być relacją oparta na zrozumieniu, szacunku, wsparciu.

To ważne. Zapisz i pamiętaj.

 

Kup teraz moją drugą książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

Kup teraz moją pierwszą książkę – Książka – “Na własnych zasadach”

POSTAW KAWĘ!

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Może. Koniec tekstu…

No dobra, rozwińmy temat.

Zazdrość to z jednej strony fajne uczucie, element miłości, jakby nie było. Ustalmy jedno, nie możesz być zazdrosny czy zazdrosna o kogoś, na kim Ci nie zależy prawda?
Zazdrość bywa motywująca, czasem inspirują. W definicji życia, moim zdaniem, to nie jest takie złe uczucie.

Ale… Bo zawsze jest jakieś „ale”…

Jest też zjebana zazdrości. A to Ci nowina co?

I ten rodzaj zazdrości jest, jak bomba z opóźnionym zapłonem, jak wywinięta metka, która drażni i wkurwia cały dzień, jak kamyk w bucie. Możesz sobie dorzucić swoje metafory.

Zjebana zazdrość prowadzi do destrukcji związku, wywołuje panikę, strach, wkurwia. Ten rodzaj zazdrości przechyla szalę ze strony zaufania, na stronę kontrolowania…

Jeżeli poddasz się takiej formie zazdrości, to dokonujesz powolnego rozbioru swojej relacji…

Znam historie, w których żony przed wejściem do domu kazały mężom oddawać telefony do kontroli…
Znam gości, którzy zakładali podsłuchy własnym partnerkom.
Znam dziewczynę, która jechała przez pół miasta, żeby sprawdzić, czy facet jest w pracy.
Znam gościa, który śledził swoją dziewczynę, gdy wychodziła bez niego…

Takich historii są miliony!
Pytanie, czy w takim szale kontrolowania jest jeszcze przestrzeń na zdrową relację?

No raczej nie.

Nie znam pary, która stwierdziłaby: nasz związek się sypał, ale ona nagle zaczęła być turbo zazdrosna i wszystko wróciło do normy…”. Kurwa, takie rzeczy nawet w bajkach się nie zdarzają.

Jesteśmy wzrokowcami, zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Nie widzę w tym nic złego, żeby doceniać piękno otaczającego nas świata i ludzi.
To normalne, że facet obejrzy się za piękną kobietą, którą mija na ulicy, obejrzyj się i tyle. I najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że kobiety negują takie zachowanie, a same robią dokładnie to samo. Różnica jest taka, że my faceci podchodzimy do tego na luzie. Na większym luzie.

Jeżeli spojrzenie się na kogoś ma niszczyć związek, to super! Serio, bo to świadczy o tym, że to chujowy związek.

Jeżeli opieramy związek na seksie i kwestia wizualnych, to jest to powierzchowna relacja, o którą mało kto by zawalczył.

Natomiast, jeżeli patrzysz na człowieka, z którym jestem, zdejmujesz z niego opakowanie, skórę, mięśnie, tkanki, narządy wewnętrzne, kości, trochę mnie poniosło…
Inaczej, jeżeli patrzysz na drugą osobę i czujesz ten ścisk w gardle, ten swoisty rodzaj dumy z racji tego, że taka osoba z Tobą jest, jeżeli obudzony w środku nocy, wciąż czujesz taką samą bliskość i to, że jest to Twój ulubiony człowiek na ziemi, to jest właśnie miłość.
I mogą obok was chodzić stada modelek i watahy kulturystów i nic nie jest w stanie tego zepsuć…

Prawie nic. Bo zjebana zazdrość może.

Ufasz prawda? Moim zdaniem tam, gdzie jest zaufanie, to pewna forma zazdrości nie ma prawa bytu. Jest forma pewnego rodzaju przekomarzania się, droczenia, ale zaufanie wyklucza wszelką kontrolę.

KIEDY UFASZ, TO NIE MASZ PODSTAW, BY KONTROLOWAĆ.

To jest zdrowa relacja. Ja, Ty, nasz związek, a to wszystko przystrojone kokardkami zaufania. W momencie, kiedy zaczynacie się kontrolować, to znaczy, że gdzieś pojawiła się rysa, a rysa, jeśli w porę się nie zareaguje, może spowodować wyrwę, a wyrwy już nie zasypiesz…

Często słyszę, kiedy mówię, że w związku liczy się zaufanie i wolność, że nadmierna wolność prowadzi do zdrady…
Kurwa, wolność to miłość, miłość to wolność, a zdrada…

Jeżeli kobieta chce Cię zdradzić, to nawet 300 Spartan jej nie powstrzyma, jeżeli facet chce Cię zdradzić, to jest w stanie odciąć sobie nogę, jeżeli zamontujesz mu na kostce GPS.

Zmierzam do tego, że jeżeli ktoś Cię zdradził, to nie dlatego, że nie pilnowałeś czy pilnowałaś. Zdradził/a, bo w danym momencie dokonał/a takie wyboru.
Abstrahując od tego, co było przyczyną, to skutkiem była zdrada i tyle.

Zapisz to sobie:
WOLNOŚĆ W MIŁOŚCI NIE JEST ZACHĘTĄ DO ZDRADY, NADMIERNA KONTROLA JUŻ TAK.

W jak wielu związkach padają raz po raz zakazy typu:

– nie pójdziesz nigdzie z kolegami, bo będziecie dziwki podrywać na mieście (dziwka w słowniku kobiecym, to każda inna kobieta poza nią, czasem wyłączając z tego grona kilka koleżanek i własną matkę, ale i z tym różnie bywa).
– nie idziesz tam, bo będą twoi koledzy z pracy.
– nie…
– nie…
– nie…

Zjebana zazdrość nie jest dowodem wielkiej miłości, jest dowodem na to, że masz zjebany sposób myślenia i brakuje Ci pewności siebie.
Miłość to zaufanie, miłość okazuje się na miliony sposobów, a niekoniecznie przez kontrolowanie drugiej osoby.

Jeżeli nie potrafisz zaufać, to po prostu nie powinieneś i nie powinnaś tworzyć związku, po prostu brakuje Ci do tego dojrzałości.

Kiedy ptaki są najszczęśliwsze? Kiedy mogą latać. Podobnie jest w związku, zdrowym związku. Wolność sprawia, że relacja rozkłada skrzydła, wzlatuje wyżej, natomiast kontrolowanie drugiej osoby i zamykanie jej w złotej klatce, sprawia tylko ból…

A ból i miłość nie idą ze sobą w parze…
Tak myślę…

Więcej tekstów, w których z pewnością znajdziesz coś dla siebie, jest w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – „Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – „Na własnych zasadach”

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

A miało być tak pięknie prawda?

Życie jest, jakie jest. Chociaż w większości zależy od nas, to czasem zdarza się, że coś jednak pójdzie nie tak.
Prawie każdy z nas został, kiedyś porzucony, prawie każdy z nas, kiedyś kogoś porzucił.
Nie ma sensu zastanawiać się, czemu tak się stało. Życie ma to do siebie, że płynie dalej, z nami lub bez nas. Pojebane wiem, ale im szybciej zrozumiesz, że Twoje złamane serce świata nie zatrzyma, tym lepiej.

Znasz takie zdanie klucz? „Powinniśmy rozmawiać”. To zdanie nigdy nie wróży nic dobrego. Normalnie ludzie rozmawiają ze sobą bez zbędnych wstępu, a tutaj nagle ktoś anonsuje chęć rozmowy. To zdanie jest jak posłaniec, a posłanie rzadko kiedy przynosi dobre wieści… Po takim zdaniu wiesz, że masz przejebane.

Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że powody do rozstań bywają różne. Bardzo różne. Poważne, banalne, absurdalne.
Nie ma reguły, tak samo, jak nie ma złotek środka to tego, by żyć razem długo i szczęśliwie.

Załóżmy, że to się już stało. Piękny słoneczny dzień, wracasz z pracy, z siłowni z zakupów… Wracasz po prostu do domu. Do swojej, jak dotąd myślisz, sielanki, krainy miodem i mlekiem płynącej, gdzie rozmowy są szczere, chwile cudowne, momenty niesamowite, a seks zawsze kończy się orgazmem…
No kurwa raj.
Jednak wchodzi i czujesz, że powietrze jest cięższe niż zwykle, atmosfera zdecydowanie przedburzowa, a napięcie wręcz Cię oblepia.
Patrzysz na człowieka, który jeszcze jest Twoim człowiekiem i zastanawiasz się, co się dzieje. Wieczór ciągnie się w nieskończoność… Druga osoba uprawia coś na kształt tańca pełnego uników, aż nagle pada to zdanie…

„Powinniśmy porozmawiać”…

To nie będzie tekst o tym, kto zawinił, czyja to wina, kto dał dupy w tej relacji lub kto włożył w nieodpowiednią dziurkę.

To będzie tekst o tym, co dalej…

Jeżeli jeszcze tli się pomiędzy wami wątły płomień uczucia, to będzie bolało. Czasem tak jest, że coś gaśnie, coś się wypala. Serio, tak w życiu bywa. Gorzej jeżeli jedna ze stron wciąż płonie miłosnym płomieniem, a druga osoba jednym zdaniem wypierdala na nią całą zawartość gaśnicy… Zapachu spalenizny z głowy nie da się tak szybko pozbyć, z serca tym bardziej…

I teraz tak. Miłość jest jak strzał z dopaminy prosto w mózg. Szalejesz, wszystkiego chcesz bardziej, druga osoba jest Twoim bodźcem, który Cię nakręca. Za to, kiedy się rozstajecie, to jakby ktoś zrobił Ci zastrzyk z botoksu w korę mózgową. Wszystko emocjonalnie i uczuciowo drętwieje. Zupełnie tak, jakby ktoś wpadł na scenę Twojego życia, zdarł kurtynę, a za nią pojawiła się rzeczywistość, bo rozstanie wysysa z nas kolory.

Będzie bolało. To chcę powiedzieć. Jak bardzo? Bardzo, bardzo, bardzo. W chuj bardzo. Będzie bolało tak kurewsko mocno, że zacznie mieć ochotę chodzić po ścianach, żeby na chwilę przestać myśleć.

I tutaj następuje pewien bardzo, pozwólmy sobie to powiedzieć, ironiczny moment. Chichot losu.

Bo…

Ktoś Cię zostawił…, a Ty wbrew wszystkim rozumom świata, wbrew logice, wbrew wszystkim znakom na niebie i ziemi… Zaczynasz kochać jeszcze bardziej. Znasz to uczucie, siedzisz w pustym mieszkaniu, patrzysz w pustą ścianę i wydaje Ci, że nigdy nikogo bardziej nie kochałeś/aś. Ja to znam. Świeżo po rozstaniu nasze uczucie rozrasta się do niebywałych rozmiarów. A potem następuje analiza tego, jak to się stało… Co poszło nie tak, czyja to wina…

Rzucasz przed siebie pytanie „dlaczego się rozstaliśmy”, a słyszysz tylko charakterystyczne „jak do tego doszło, nie wiem…”… Widzisz, nawet kurwa Zenek nie wie.

Rozstanie to jednak z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi przychodzi nam się zmagać w życiu. To walka.
Kurewsko ciężka walka.
I nie pomoże Ci w tym nikt, to trzeba przejść w pojedynkę…

Z tego miejsca chciałbym podpowiedzieć wszystkim osobom najbliższym, które pragną odgrywać rolę pocieszycieli i złotoradców, że wszelkiego rodzaju zdania „ułoży się”, „to zła kobieta była”, „on nie był dla ciebie”, „to minie szybciej, niż myślisz”, „zaraz kogoś poznasz”, chciałbym im tylko powiedzieć, żeby sobie takie zdania w dupę wsadzili i zatkali korkiem…
Chuja są warte w tym momencie, już lepiej posiedzieć w ciszy.

Nie wiem, czy macie podobnie, ale nic mnie tak nie wkurwia w czasie rozstania, jakie pierdolenie, o wyssanych z palca powodach…
A ludzie, zrywając, mają tendencję do kłamania. Ja pierdolę, zostawiasz kogoś i jeszcze, żeby nie ranić, kłamiesz na temat powodu, z jakiego to się dzieje.
Paranoja? No w chuj…
Skoro już kogoś zostawiasz, to miej odwagę, żeby spojrzeć w oczy, może ostatni raz i powiedzieć, dlaczego odchodzisz, a nie pierdol, że:

– byłaś za dobra, a ja nie zasługuję…
– problem jest we mnie nie w tobie…
– to jednak nie jest to, myślałam, że dam radę pokochać…
– potrafię już nikogo pokochać…
– to tak bardzo boli, ale nie chcę Cię ranić sobą…

I co? Chujów sto… Serio… Powyższe zdania to największe ściemy tego świata…
Można je streścić w jednym zdaniu…
„Nie chcę już z tobą być, bo mi się znudziło”.

Serio. W większości przypadku to jest jeden z głównych powodów. Oczywiście powód ten ma wiele podpunktów typu: przestałaś o siebie dbać, przestałeś być dla mnie męski i tak dalej, dalej, dalej…

Jednak przestańmy pierdolić.

Jak zostawiasz kogoś z takim zdaniem na „do widzenia”, to uruchamiasz w głowie tej osoby maszynę losującą, która każdego dnia wyszukuje nowym powód rozstania. Co więcej, powodem głównym jest ona sama.

Lepsza szybka prawda niż ogrzewane i otulone w bibułkę kłamstwo…

A nie! Przepraszam. Jest jeszcze większa bujda przy rozstaniach.

„Musimy się rozstać, ale możemy zostać przyjaciółmi”…
To przebija wszystko. I zaraz ktoś powie, że jak to, jak to, ja do dzisiaj się przyjaźnię ze swoimi ex… Ok! Gratuluję, a czy to był proces, czy od razu nastąpiła zgoda.
Tydzień po rozstaniu, widzisz swoją byłą połówkę z nową połówką, którą nie jesteś ty, podejdziesz i zaprosisz na wspólny obiad?

Wątpię.

Najlepsze co możesz zrobić dla siebie po rozstaniu, to nie myśleć. Tak! Dla siebie, bo was już nie ma i trzeba to zaakceptować. Skończ analizować, skończ pierdolić sobie myśli wspomnieniami, jak to było pięknie, nie karm się duperelami, że on czy ona wróci i weźmie w ramiona. To wszystko wymysły, złudzenia, które robią Ci w mózgu pierdolnik…
Skup się na czymś nowym, to oderwie Cię od rozpamiętywania.

Unikaj kontaktu… Serio. To najgorsze co możesz sobie zrobić. Rozpaczliwe próby nawiązania kontaktu przez byle głupotę, bardziej wzbudzają litość niż zachwyt.
Skończyło się. I tyle. Zaakceptuj, nie rań się bardziej, próbując ponownie zwrócić na siebie uwagę, bo… Uwaga! To będzie brutalne, druga osoba ma Cię po prostu w dupie i tego nie doceni.

I nawet proszę, nie myśl o kolejnym związku, zanim się nie pozbierasz do kupy. Po pierwsze zranisz siebie jeszcze bardziej, po drugie w chuj zranisz kolejną osobę, z którą będziesz.
Ludzi po rozstaniach szukają plasterków w postaci innych, by ukoili ich zranione serduszko… Cierpisz, wiem to, ale nie rań swoim cierpieniem niewinnych…

Cierpienie trzeba przeżyć w pojedynkę ani nie tłumić w sobie, ani nie atakować nim innych. To nasza droga. Może okazać, że ten człowiek, który odszedł, czegoś nas nauczył, coś pokazał. Tak może być.
Często słyszysz się, że są ludzie, którzy są przy nas zawsze, są tacy, którzy są tylko na chwilę… Podobno wieczność kocha chwile… Podobno.

Rozstanie to tak naprawdę szansa. Wiem, jak to brzmi, ale naprawdę tak myślę. To szansa na zrozumienie siebie, na zrozumienie drugiego człowieka. To szansa na spojrzenia na wszystko z innej perspektywy, bo ból zmienia perspektywę.
Coś było, ale już tego nie ma. Ktoś był, ale już sobie poszedł. Ten czas jest ważny, jakkolwiek to zabrzmi, jest nawet fajny, po każde z was coś do tego wniosło, czegoś się nauczyło, dało drugiemu szansę na coś…

Właśnie na coś… A co to będzie, zależy tylko od tego, jak przeżyjesz ten czas wzrastania po rozstaniu.

Więcej tekstów, w których z pewnością znajdziesz coś dla siebie, jest w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

I zanim o tym napiszę, to skupmy się na moment na słowie „dlaczego”. Co czujesz, kiedy słyszysz zdanie zaczynające się od tego słowa? Złość, potrzebę wytłumaczenia się, niepewność… Dlatego nie lubię tego słowa. Jest w nim ukryta ocena pytającego… Osąd został już wydany i cokolwiek powiesz, to wszystko i tak będzie rozpaczliwą próbą tłumaczenia się.

A gdyby tak zamienić „dlaczego” na „po co”.

Po co Twoje związki są, jakie są?
Brzmi inaczej prawda. Jest wyczuwalna delikatna woń ciekawości pytającego i jednoczesne otwarcie na to, co masz do powodzenia…

Pomyśl o tym…

Ok! Mam kolegę, kiedyś przyszedł do mnie z butelką whisky, wyłączył mi laptopa i stwierdził, że „świat jest piękny, ale wszystkie to kurwy”. Subiektywne zdanie zdradzonego faceta. Chociaż w większości przypadków go ostrzegałem. Znałem go od dawna, lubiliśmy czasem pograć wspólnie w piłkę wieczorami, zawsze lubił strzelać gole. Problem polegał na tym, że wybierał kobiety, do których bramek, gole strzelał nie tylko on. Szczególnie jednej nastukali więcej goli niż cała nasza reprezentacja w ciągu roku. Najlepszego roku w historii…
Po drugiej stronie. Mam koleżankę, która kolejny raz rozstała się z facetem i przyszła z winem. Jej pytanie brzmiało „Dlaczego faceci są zjebani?”.
Swoją drogą, po co faceci zawsze przychodzą z whisky, a kobiety z winem. Mam jedną znajomą, która wie, że whisky jest najlepsza na wszystko, może dlatego nasza relacja jest taka trwała.
No cóż…
Problem nie leży ani w kobietach, ani w mężczyznach.
Problem leży w wyborach. I braku wniosków.

Zaraz wyjaśnię Ci, jak to działa.

Istota problemu polega na tym, że podaż i popyt zmieniły swoje proporcje. Kiedyś było tak, że to facet szedł do klubu poznawać kobiety i musiał się wysilać, żeby zaciągnąć jakąś do łóżka. Niestety teraz proporcje się odwróciły. Ktoś mi kiedyś powiedział, że w dużych miastach jest zdecydowanie więcej wolnych kobiet, a facetów, którzy są wolni zdecydowanie mniej. W zupełności się z tym zgadzam. Jestem koneserem obserwacji rzeczywistości i ludzi. Lubię przesiadywać w klubach i barach. Obserwować ludzi, ich zachowania, tańce godowe, rytualne triki. Lubię też rozmawiać z ludźmi. Dawniej było tak, że przychodziłeś do klubu i starałeś się kogoś poznać, żeby poznać, trzeba było zagadać, jeżeli miałeś to szczęście, to poznawałeś, jeżeli nie do o piątej wypierdalali Cię z klubu nad ranem i jedyną szansą na podryw było spotkanie kogoś na mieście. Wiesz, taki zagubiony kopciuszek, który wyrwał się z imprezowej wieży, a macocha i siostry już poszły do domu… Analogicznie, można było spotkać księcia, już bez konia, bez korony, ale jeszcze w miarę trzymającego się na nogach.
Cud weekendowych nocy, kiedy po pewnej godzinie standardy sięgają dna, a oczekiwania stracą na znaczeniu.

Faceci nie chcą się związać na stałe, bo wciąż się boją, że kolejna okaże się taka sama, jak poprzednia. Kobiety nie chcą wchodzić w relacje, bo wciąż nie potrafią przepracować w sobie dawnych ran i wolą dumnie mówić, że nie szukają nikogo i stawiają na siebie.
Jedna i druga opcja, to pierdolona zasłona dymna.

Napiszę to drukowanymi…

TO NIE JEST TAK, ŻE WSZYSCY FACECI TO CHUJE, A WSZYSTKIE KOBIETY TO KURWY. NIE POZWÓL, ŻEBY JEDNOSTKI WPŁYNĘŁY NA TWÓJ POGLĄD O WSZYSTKICH. POWODEM, DLA KTÓREGO CI NIE WYCHODZI, JESTEŚ TY!

A dzieje się tak dlatego, że masz problem z podjęciem decyzji. Masz zjebany system, jeżeli na Twoim dysku zalegnie się wirus, to wszystko, co na niego wgrasz, nie będzie funkcjonować dobrze. Tak też jest z Tobą.
Widzę coraz więcej historii, w których ludzie niby są, a niby nie są razem. Trochę są, ale jednak trochę się rozglądają, jedni traktują drugich, jak jebane poczekalnie. Słowo „jebane” jest tutaj zasadne.
NIE DA SIĘ BYĆ W ZWIĄZKU, TYLKO TROSZKĘ.
To nie jest tak, że wchodzisz w relację, jak do nowego sklepu, trochę się rozglądasz, trochę pomacasz, coś przymierzysz, a jak nic Cię nie zainteresuje, to wychodzisz. Nie na się być w czymś niecałym sobą.

Związki, ich budowanie to sztuka. Dajesz 100%, druga osoba daje 100%. W sferze związku następuje zrównoważenie tego. Czasem jest 50/50, czasem 60/40, czasem 55/45. Jednak w przestrzeni relacji jest równowaga, bo obie strony dają z siebie maksa.
Tymczasem, większość uważa, że związek to bieg krótkodystansowy. A prawda jest taka, że to bieg długodystansowy. Jeżeli nie wiesz, czego chcesz, jeżeli z obawy przed samotnością, obniżasz swoje oczekiwania i godzisz się na bylejakość, jeżeli nie potrafisz iść na kompromis, jeżeli nie szanujesz siebie, jeżeli nie potrafisz pracować nad sobą i nad relacją z drugim człowiekiem, to ostatecznie znowu sytuacja się powtórzy.

Uwierz mi, nikt Cię tak nie wydyma, jak Ty, jeśli nie zrozumiesz, czego tak naprawdę chcesz i nie wejdziesz w to całym sobą.

A Tobie czemu nie wychodzi…?

Możliwe, że jesteś toksyczna/y lub w takie relacje wchodzisz, bo nie lubisz siebie.
O toksyczności napisano już chyba wszystko, ale takie osoby to wciąż chodzące miny, które tylko chcą, żeby ktoś w nie wdepnął. Narcyz kocha Cię szaleńczo, „narcyzka” też. Do tego stopnia, że chce Cię odciąć od świata, bo ludzie mogą powiedzieć, że masz chujowy związek. Mamy teraz wysyp osób narcystycznych. Produkty uboczne wychowane przez matki i babcie, ciotki, przedszkolanki i chuj wie jeszcze kogo, odpady, którym nikt nigdy nie powiedział, jak ma się zachowywać facet i co jest w życiu ważne. Mamy dziewczynki, które wiecznie są niezadowolone z siebie, dla których wygląd jest jedynym potwierdzeniem tego, że coś znaczą, pseudo-księżniczki, które całe życie muszą coś udowadniać rodzicom, światu, ludziom, bo tak naprawdę opinia innych jest najważniejsza. Mamy ludzi, którzy po prostu lubią ranić, bo tak mogą zagłuszyć swoje wewnętrzne wycie, jak bardzo siebie nienawidzą.
Jeżeli nie zrozumiesz, że nie pokochasz kogoś, jeżeli nie pokochasz najpierw siebie, to nigdy Ci nie wyjdzie. Druga osoba nie zapełni pustki, którą masz w sobie, a ranienie innych w końcu doprowadzi Cię do drogi, która będzie pusta i samotna.

A może powodem jest to, że się nie szanujesz…

Masz problem z wyznaczaniem granic?

Panicznie boisz się tego, że możesz być sama…

To kolejne objawy zjebanego systemu…
Szacunek do siebie jest ważny. Najważniejszy, to jak antywirus. System obronny przeciwko zjebanym ludziom.
Bo, jeżeli…
Wybierasz za każdym razem kopie, kopii swojego ex, to gratuluję, nie odrobiłaś lekcji.
Jeżeli pozwala, że ona Cię poniża i zaniża Twoja wartość, żebyś jej nie zostawił, to znaczy, że gdzieś zgubiłeś jaja.
Jeżeli on mówi Ci, że zostawi dla Ciebie żonę, tylko potrzebuje trochę czasu, to ten czas mu jest potrzebny, żeby Cię jeszcze trochę poruchać, bo ma świadomość, że możesz się zorientować, że to kłamstwa.
Jeżeli ona lubi mieć Cię na każde zawołanie, ale kiedy Ty jej potrzebujesz, to nigdy nie ma czasu, to wcale nie chce z Tobą być. Potrzebuje zabawki.
Jeżeli wciąż dajesz szansę, a ten ktoś się nie zmienia, jeżeli ciągle wybaczasz zdrady, to uwierz mi… Pora na pracę nad własną głową.

A czy wiesz, że związek to akceptacja, a nie chęć zmiany?

Moja znajoma długo pobierała facetów, bo do niej pasowali… Tylko że pod względem wizualnym… Tworzyła relacje, jakby urządzała mieszkanie…
I co… Zgliszcza.
Jeżeli na starcie chcesz kogoś zmienić, to nie ma szans, że to wyjdzie. Połamiecie sobie nawzajem kręgosłupy i czołgając się, będziecie spierdalać, jak najdalej od tego człowieka.
Jeżeli coś przeszkadza Ci w drugiej osobie, coś wkurwia Cię ewidentnie i wiesz, że nie da się tego zmienić, to jak to mówią „chleba z tej mąki nie będzie”. Szkoda Waszego czasu.

Czasami to, że coś nie ma szans, widać już na starcie, a my na siłę, próbujemy sobie udowodnić, że jest inaczej. A relacje to szczerość, względem siebie, względem drugiej osoby i względem tego, że coś ciągnie się na siłę. Tutaj kłania się stara i dobra rozmowa. Kiedy nie potrafisz rozmawiać z drugim człowiekiem, kiedy wydaje Ci się, że kochasz, a tak naprawdę nie wiesz, czy nawet lubisz, kiedy nie możesz jej czy jemu powiedzieć o wszystkim, co Ci leży na sercu, ryje banię, to znaczy, że stwarzasz bańkę mydlaną, grasz w operze mydlanej, a prawdziwe życie jest zupełnie, gdzieś indziej. Ja wiem, zakochanie, różowe okulary, ale wydaje mi się, że każdy z nas poprzez doświadczenia potrafi analizować pewne fakty, ma coś takiego, jak intuicja i mniej więcej kojarzy czy coś jest naprawdę, czy tylko na niby.

Nie da się robić cały czas tego samego i liczyć, że coś zmieni. Wiedzą o tym najlepiej Ci, którzy od lat napierdalają głową w niewidzialny mur. Zrozumienie tego, co się liczy w życiu, jest poprzedzone, zrozumieniem tego, co liczy się dla Ciebie. Jeżeli nie masz takiej wiedzy, to nawet się nie bierz się za budowanie czegoś z innym człowiekiem, bo wyjdzie jak zawsze, a potem pojawi się kolejny i powie „ktoś Ci to tutaj tak spierdolił…”

Więcej tekstów, w których z pewnością znajdziesz coś dla siebie, jest w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mój e-book z wierszami NAMIĘTNOŚCI.

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Zacznijmy od tego, że nikt z nas nie jest z Wenus, czy też Marsa… Wszyscy jesteś mieszkańcami Ziemi i uważam, że zamiast szukać kontaktu z innymi gatunkami okolicznych planet, to warto byłoby najpierw nauczyć się porozumieć między sobą…

A odkąd powstał gatunek ludzki, to najwięcej nieporozumień jest na linii kobieta – mężczyzna.
Jedna i druga strona w wielu kwestiach się różni.
Inaczej myślimy i inaczej patrzymy na życie. Ową inność widać również w kwestii dotyczącej budowania relacji.

Świetnie to obrazuje przykład, w którym piękna kobieta podchodzi do lustra i zaczyna szukać swoich mankamentów. Do tego samego lustra podchodzi otyły facet i stwierdza, że trzy brzuszki z rana i dwie pompki, zrobiły swoje, a zatem jest kurwa ok!

Inną rzeczą jest to, że kobiety szukają u swoich facetów potwierdzenia tego, że są dla nich atrakcyjne i tutaj rada dla wszystkich panów… Kiedy kobieta ma gorszy dzień i chodzi po domu, szlochając, że jest gruba, to kurwa porzućcie myśl o szukaniu rozwiązania tego problemu. Ja wiem, że cały mózg krzyczy „jesteś gruba, to idź na siłownię”, a to nie jest dobra odpowiedź. Wiem, że taka odpowiedź jest podyktowana troską, próbą pomocy, ale nie tędy droga, taka odpowiedź jest jak lot samolotem, w którym skończyło się paliwo…
Po prostu wtedy ją przytul i powiedz, że jest dla Ciebie najpiękniejsza, a potem wróć do tematu wspólnych treningów…
To bezpieczniejsza droga.
Chodzi o zapewnienie, nie szukanie rozwiązania, bo ona rozwiązanie zna…
Podobnie działa to w sytuacji, kiedy kobieta po batalii, między dwoma sukienkami, przychodzi do Ciebie z pytaniem „którą ma wybrać”… Tutaj tez nie ma dobrej odpowiedzi, chociaż najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdybyś poszedł do szafy, przyniósł jakąś jej sukienkę i powiedział, że w tej lubisz ja najbardziej, bo pięknie wygląda.
Dostałbyś od razu milion punktów w kobiecej skali ocen…

Pisałem już o tym wielokrotnie, ale przypomnę, że różnią nas przed wszystkim słowa i czyny.
Kobiety uwielbiają słuchać, słuchać, słuchać potwierdzeń tego, że facetom zależy, a my faceci lubimy o tym zapewniać na początku znajomości, ale nie tylko, jednak później przybiera to całkowicie inną formę. To jest normalne na początku, początki zawsze buduje się na podstawie słów.
Nie ma w tym niczego złego, czy podstępnego.
Jednak, kiedy już jesteście razem, słowa zaczynają zamieniać się w działania. To, co wcześniej było słowami, faceci przenoszą teraz na swój poziom pojmowania relacji. Czyli mniej mówią, więcej okazują.

(Jeśli macie ochotę krzyknąć „Wcale nie”. Krzyczcie, najwyraźniej trafiacie wciąż na chujowych mężczyzn).

Kiedy facet chce okazywać uczucia, kobiety wciąż chcą słuchać… Powstaje zgrzyt…

I tutaj pojawia się światełko w tunelu… Warto przyjrzeć się temu, czy za słowami płynie słowność, czy słowo staje się czynem. (to dotyczy obu stron, ale piszę to z tej akurat perspektywy).
Jeżeli facet, mówi, że jesteś całym jego światem, ale tych światów ma w telefonie wiele, to jesteś w dupie. Jeżeli facet mówi Ci, że zrobi dla Ciebie wszystko, ale nie jest w stanie pomóc Ci, kiedy masz problem, to jesteś w dupie. Kiedy facet mówi, że spędzi z Tobą wieczór, ale jednak wybiera kolegów, to jesteś w dupie.

Najistotniejsza różnica polega na tym, czy zaczniesz zwracać uwagę na to, co on faktycznie robi, a nie mówi, że zrobić by mógł. Natomiast koncentrowanie się na braku się słodkich snów oraz ignorowanie działań, to ślepa uliczka, która wykolei każdą relację.

Nawiązując trochę do poprzednich słów, warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób ludzie się traktują. Żyjemy w czasach, w których każdy, prawie każdy jest powykręcany związkowo – emocjonalnie… Taka prawda, jesteśmy zranieni, niepewni, zranieni bardzo, a każdy zraniony tworzy wokół się kilku nowych zranionych. Pojebane prawda. To sprawia, że warto, naprawdę warto zwrócić uwagę na to, co facet Ci mówi. Jeśli słyszysz „nie chcę teraz związku, nie jestem gotowy, nie chcę z nikim być”. To, takie słowa, właśnie dokładnie to znaczą. I kurwa serio, nie bierz sobie za misję życiową tego, że to zmienisz. Niestety większość kobiet tak właśnie robi… Nie mów, że poczekasz, nie biegaj za nim, nie próbuj zmieniać, nie przekonuj… Podajesz się wtedy na tacy, a z łatwiej tacy nikt nie jada.
Po prostu odejdź. Trudno. Tak się zdarza. I wówczas opcje są dwie. W pierwszej on sobie uzmysławia, że to nie była tylko przelotna znajomość i zaczyna za Tobą biec jak szalony. Opcja druga. Odwracasz się setki razy i goni Cię nikt… Życie.

Mówcie do nas… Serio. Mógłby to zawrzeć w jednym zdaniu, ale chodzi o coś złożonego. My, faceci lubimy, kiedy jesteście szczęśliwe serio. Cudownie jest mieć u swojego boku szczęśliwą kobietą. Po pierwsze to cieszy samo w sobie, po drugie zapewnia spokój…
Jednak większość facetów w ogóle nie wie, co ma robić, żeby uszczęśliwić kobiety. Nie mówię tutaj, o nie wiadomo czym. Chodzi mi o aspekt, który warto przemyśleć, a mianowicie to, że różnice między nami polegają na sposobie działania, postrzegania myśli, interpretacji i rozumienia emocji.
To, co wyłącza lub w dużym stopniu zaburza naszą umiejętność słuchania Was, to dwie kwestie. Rozkazywanie i narzekanie. Nic tym nie osiągnięcie. Możecie się do tego wściekać, krzyczeć i tak nic się nie zmieni. Facet słyszący pretensje lub rozkazy odcina swój mózg momentalnie. Jeżeli zatem chcesz, to przede wszystkim zmienić sposób podejścia. Proces budowania nawyków powinien być oparty na przyjemnych skojarzeniach. Nie mam tutaj na myśli seks za kwiaty, bo pewnie ktoś już tak pomyślał. Po prostu mów o tym, co sprawia Ci przyjemność, nasz mózg to wyłapuje, a kiedy to się spełni, doceń to. To jak uczenie małego kotka sikania do kuwet. Banał, ale wiele par tego nie stosuje. Mówisz, że lubisz kwiaty, dostajesz kwiaty, głaskasz po główce i mówisz, że Ci miło. Budujesz nawet. Kwiaty – miło Ci – budowanie wzorca zachować w czystej postaci.

Pamiętajcie o tym, że ciągłe wiadomości, wcale nie świadczą o jakości relacji. Ja wiem, wracamy trochę do początku tego tekstu, ale jak słyszę lamenty, że ona kiedyś pisał każdego ranka, a teraz tylko wieczorami, to mnie chuj strzela. Serio. Możecie gadać całymi dniami i nic się z tego nie urodzi (to przenośnia) lub być w chujowej relacji albo pisać ze sobą rzadziej, ale zawsze móc na siebie liczyć. Kobiety potrafią myśleć wielowątkowo, my faceci myślimy zadaniowo. Taka prawda. Ilość wiadomości, nie świadczy o jakości związku, za to ich jakość i czyny są jego adekwatnym wyznacznikiem.

I na koniec warto sobie zapamiętać to, że związek to czas wspólny, mój czas i Twój czas. Mit o tym, że faceci wziął się stąd, że wielu już było w relacjach, w których trzeba było spędzać czas ze sobą 24h i panikują, że kolejny związek będzie taki sam. Stąd mało deklaracji. Wolność to miłość. Jednak z jej elementów. Pasje, zainteresowania budują tylko wzajemną atrakcyjność. Jest czas dla siebie i czas dla Was. To niby proste, ale jednak wiele par dziwi się, że po spędzaniu całych dni we dwoje, nagle pojawiają się pierwsze oznaki pierdolca…

Jesteśmy różni, ale sposób dojścia do porozumienia może być szaleńczo wciągający.

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mój e-book MYŚLI POURYWANE. Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Masz pytania? Napisz e-mail

info@tomeknawrocki.pl

Ważne linki

Zapraszam do moich Social Mediów
na Facebooku, Instagramie i TikToku

© 2025 Tomasz Nawrocki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt: Kruku.net

Zgarnij rabat!
Zapisz się do naszego Newslettera aby otrzymać
kod rabatowy 15%.
    ZAPISZ
    Zapoznałam(em) się i akceptuję
    regulamin i politykę prywatności