Napisałem kiedyś taki tekst, napisano go wieloktronie i to nie jest, jakaś wielka tajemnica, że tak właśnie jest, a okazało się, że jest to tajemnica, o której wiedzą wybranie.

Osobiście nie uważam, że jest to coś odkrywczego, ale kilku gości napisało, że chyba w główce? I to też jest dobre stwierdzenie. Jednak, żeby główka zagrała, to i tak najpierw coś powinno zadziać się w głowie. Proste?

Wielu mężczyzn nie potrafi zrozumieć, czemu ich partnerka nie kocha się z nimi od dłuższego czasu. I nie mówię tutaj o tym pojebanym stwierdzeniu obowiązek małżeński, mówię o związkach, relacja – nazwij jak chcesz.

„Ona się ze mną nie kocha”.

A odpowiedź jest bardzo prosta, ponieważ nie nastąpiła stymulacja mózgu, nie zwilżone zostały zwoje, nie zostały najpierw wypieszczone myśli.

Niestety, jeżeli nauki pobierane są z filmów porno, albo od kolegów wychowanych na filmach porno. Gdzie gość wbija ściąga gacie i czasy się cała zabawa. Prostota.
A życie jest bardziej skomplikowane. W seksie znacznie ma wszystko, a nawet czasem nie sam seks. Bo kobieta może uwielbiać się z Tobą kochać, nawet jeśli czasem nie będzie miała orgazmu.
Natomiast jeżeli w związku się nie układa, gra wstępna polega na spuszczeniu spodni, jeżeli nie ma podstaw, to do seksu nie może dojdzie. W tej sytuacji nie dojdzie nikt.
W miłości chodzi o intymność i bliskość.
A intymność pojawia się wtedy, kiedy pozwalasz drugiej osobie podejść tak bardzo, bardzo blisko. Tak blisko, że zaczyna Cię przenikać, że wgryza się w Ciebie, w każdy kawałek ciała głębiej i głębiej, dotyka duszy, rozpisuje swoje imię na kościach pozostawiając po sobie trwały ślad. To moment kiedy pozwalasz sobie na pokazanie siebie bez żadnych masek, w najbardziej rozjebanych chwilach swojego życia. Kiedy dajesz możliwość odkrycia przez drugą osobę swoich fantazji, lęków, fobii, kiedy pozwalasz odkryć przez kimś swoje najgorsze cechy, drugą naturę, taką na co dzień mocno skrępowaną. Intymność to nagość duszy. Intymność to pokazywanie najgorszej wersji siebie, bo wiesz, że druga osoba to zaakceptuje. Przytuli Twoje słabości ukazując w zamian swoje. I nagle przestajesz się bać. Podajesz się temu i jeśli oboje to wytrzymacie to znaczy, że będziecie ze sobą ponad wszystko. Jedno wesprze drugie w chwili zwątpienia. To długa droga, nie jest łatwa, jest kręta, jednak po tym wszystkim wyłania się autostrada do szczęścia.

Natomiast bliskość, taka bliskość emocjonalna tworzy więzi bardziej intymne niż seks. Wiesz, mówię o tym kiedy pożądanie stymuluje mózg i pragniesz mieć romans z czyjąś inteligencją.
To taka bliskość, która pozwala drugiej osobie poznać nas w całości. Kiedy mija lęk, obawa, kiedy jesteś wywrócony na lewą stronę, z duszą na wierzchu, totalnie bezbronny z sercem wystającym z piersi.
Właśnie taką sytuacja stwarza momenty na poznanie, wtedy miłość, pożądanie, bliskość i intymność mieszają się tworząc całość.
To nie jest proste. Nie zawsze się udaje. To nie jest możliwe w ciągu kilku sekund, nie jest to możliwe z byle kim.
Żeby to osiągnąć trzeba znać siebie na wylot, po to by móc poznać drugą osobę.
To wymaga wytrwałości i zaangażowania.
Trzeba umieć słuchać, czuć i współodczuwać emocje drugiej osoby. Musicie się nawzajem zaprosić do swoich światów i zapomnieć gdzie są granice.

I to jest dla wielu kurewsko trudne do ogarnięcia.

Jeśli to nie zagra, to w łóżku również symfonii nie będzie.

Kolejność, najpierw rozpala się mózg, potem następuje ognisty seks.
I to tak samo tyczy się kobiet.
Nie chodzi o sam seks, ale o to, co się dzieje przed. O prozę życia, która pokazuje „zależy mi na tobie”, o prostych gestach, pikatnych słowach, ale o tych czułych też. Codzienność pokazuje, ile się dla kogoś znaczy. Kobieta to nie zabawka, facet też nie.
I to nie dotyczy nawet tylko seksu w relacji. Seks zajebiście istnieje bez miłości, a w miłości jest jej uzupełnieniem.

Tylko, żeby nastąpił jednorazowy seks, to też musi coś w głowie przeskoczyć, taka iskra zapalna, powinna jebnać błyskawica, która rozpali powietrze, między ludźmi.

Jednak zawsze zaczyna się w to w głowie.

Ostatnio przeczytałem wiadomość, że moje książki, to najlepsza autoterapia, jaką można sobie zafundować. Ja wierzę w słowa, w ich moc!
Przekonaj się, co moje książki zmienią w Twoim życiu!

Tutaj kupisz moją drugą książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Wyobraź sobie sytuację, że każdego ranka ogarniasz dzieci, dom i jeszcze próbujesz poukładać sobie życie, żeby wszystko miało sens…

Inez (zmieniłem to imię, bo tak naprawdę nazywa się Anka) była żoną. Inez urodziła dwójkę dzieci i porzucają marzenia, rzuciła się w wir macierzyństwa. Po jakimś czasie Inez przestała być żoną, ale status matki pozostał. Znasz to?
Abstrahując od tego, czemu tak się stało, bo powodów jest wiele, a wina często leży po dwóch stronach, to takie sytuacje mają miejsce.
Inez wkraczając w świat samotnej matki, nie miała nic. Miała dzieci. Poza tym nic.
Dzisiaj ma dwie świetnie działające firmy, dwójkę kochanych dzieciaków, które nie wiem czemu, mnie lubią i perspektywę na całkiem fajny związek.

Jednak początki nie były kolorowe. Początki miała przesrane. Dosłownie i w przenośni.
Zaczynała od całkowitego braku snu, poranków, kiedy ona wyła na zmianę z dziećmi i ogólnego zniechęcenia.

Dlaczego o tym piszę?

Dlatego, że nie sztuką jest być w dzisiejszych czasach niezależną singielką. Sztuką jest być niezależną samotną matką.

Samotna matka na każdym kroku ma przejebane.

Ma dziecko – pewnie się puszczała.

Ma dziecko i nie ma nikogo – pewnie jest jebnięta.

Zawiodła wszystkich – nie ma nikogo, tylko dziecko.

Gdzie jest ojciec?

Samotna matka jest oceniana na każdym kroku przez ludzi, którzy chuja wiedzą cokolwiek o jej życiu i o drodze, jaką przybyła.

A wiesz, co ja myślę?

Jeśli jesteś samotną matką i sobie radzisz, to masz super moc i siłę, której inni powinni Ci zazdrościć.

Spójrzmy na to tak. To perspektywa, a nie ocena.

Patrzysz na samotnego ojca i myślisz sobie – daje radę.

Patrzysz na samotną matkę i myślisz – coś jej w życiu nie wyszło.

Nie jest tak?
No jest w chuj!

Faceci się boją, bo nie poznajesz kobiety, tylko poznajesz kobietę, która ma dziecko i to jest dodatek do odpowiedzialności. Inne kobiety patrzą z politowaniem i chowają mężów do szafy w obawie, że ona ich ukradnie.

Ocenienie. Deprecjonowanie. Marginalizowanie.

A prawda jest taka, że od samotnych matek można się uczyć.

Czego? Wszystkiego kurwa.

Ogarniania życia, bo matka nie może być chora, nie może nie radzić sobie, nie może odpuszczać, nie może sobie pozwolić na „wyjebanie”. To wyższy poziom jazdy. Ty bujasz się na karuzeli, a matka z dzieckiem każdego dnia wsiada do wagonika najbardziej przejebanej kolejki i po prostu musi dać radę.
Samotna matka zawsze będzie miała przeświadczenie w środku, że stawiając na siebie, odkłada na dalszy plan dobro dzieci.
Tak jest. Każda myśl, że może być szczęśliwa, jest poprzedzona myślą o dzieciach.

I tutaj znowu kłania się nisko ocenianie, bo jeśli samotna matka, jakimś cudem zaczyna kogoś poznawać, to jest w niej ten strach, co on powie, kiedy dowie się o dziecku. Co powiedzą inni, kiedy się dowiedzą, że próbuje ułożyć sobie życie i być szczęśliwa. Kurwa, pojawia się nawet myśl, czy były nie wyzwie jej od puszczalskich.

Gonitwa myśli.

Nie widzę sensu, nie widzę podstaw, dlaczego samotne matki są oceniane przez pryzmat tego, że mają dziecko.
Mówię to z perspektywy kogoś, kto był z kobietą, która dziecko miała i nie widział w tym żadnego problemu.
Tymczasem w tym pojebanym społeczeństwa miano samotnej matki jest jak piętno.

I jak wiem, że jest ciężko znaleźć faceta, który to dźwignie, który to zaakceptuje, ale z tego miejsca chciałbym powiedzieć, że tacy faceci też chodzą po tej ziemi.

I tutaj moja mała wskazówka dla gości, którzy trafili na kobietę z dzieckiem. Jeśli na samym początku masz w głowie chore rozkminy, czy dasz radę pokochać kobietę, która ma dziecko z innym, to powiem Ci wprost. Nie dasz rady. Jeśli od razu tak stawiasz sprawę w swojej głowie, to po prostu masz za małe jaja i za wąskie plecy, żeby to udźwignąć.

Jeśli jednak rozumiesz, że kobieta, która ma dziecko, potrzebuje uczucia, zrozumienia, wsparcia, jak każda inna, a jej dziecko nigdy nie będzie Twoim dzieckiem, Ty nigdy nie będziesz jego ojcem, a za to możesz być wzorem i gościem, z którego będzie brało przykład, wówczas wygrywasz. Masz szansę, bo nie oceniasz, a rozumiesz.
I jeszcze apel!

Wara od samotnych matek. Nie oceniaj, jak nie znasz historii. Nie potępiaj, zanim nie zrozumiesz. Nie mów, że jest puszczalska, bo nie wiesz, nie współczuj, bo ona jest dużo silniejsza niż Ty. Nie żałuj, tylko doceniaj, bo jest lepiej zaprawiona w życiowych bojach niż Ty.
Nie pytaj, jak ona sobie radzi, bo radzi sobie każdego dnia. Nie pytaj, czy możesz jej pomóc, po prostu bądź.

I zrozum, że matka zawsze będzie stawiała dobro dziecka na pierwszym miejscu, więc nie bądź samolubnym gnojem i nigdy nie każ jej wybierać, bo wybór dla niej będzie prosty, a Ty wyjdziesz na niedojrzałego chłopca… Ona nie potrzebuje kolejnego dziecka w postaci gościa, który strzela fochem, kiedy ona nie ma czasu. Ona potrzebuje kogoś, kto ją zrozumie, nie oceni i będzie wspierał i kochał.

Dlatego uważam, że samotne matki zasługują na szacunek i podziw. Tak, właśnie podziw!

Ostatnio przeczytałem wiadomość, że moje książki, to najlepsza autoterapia, jaką można sobie zafundować. Ja wierzę w słowa, w ich moc!
Przekonaj się, co moje książki zmienią w Twoim życiu!

Tutaj kupisz moją drugą książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

 

Zaczynałem pisać publicznie, jakieś 6 lat temu. Tak mnie naszło na wspomnienia trochę. Od tego czasu wiele się zmieniło. Bardzo wiele. Kilka tekstów musiałbym mocno zweryfikować. Pod kilkoma już, bym się nie podpisać. I to jest fajne, bo to znaczy, że zmienia się perspektywa, poglądy się poszerzają i dają miejsce na zmianę. Słuchamy się nawzajem i weryfikujemy. Uważam, że to jest ważne, żeby mówić, ale też słuchać i rozumieć. Starać się zrozumieć.
Od tego czasu kilkanaście osób wróżyło mi też, że szybko się skończę. A mnie ciągle widać. Tańczę sobie i rzucam kolejnymi słowami.
Przez ten czas bardzo wiele się o sobie dowiedziałem, poznałem się lepiej, kilka razy robiłem korektę życiowego kursu.
Druga strona medalu, bo medal strony ma dwie. I druga strona medalu zawsze opowiada o tym, czego dowiedziałem się o sobie od osób, które mnie nie znają.
Bo… Najwięcej wiedzą o nas Ci, którzy nas nie znają. Pamiętajcie o tym. I jedyna wskazówka, żeby nie zwariować, to po prostu mieć wyjebane.
Bo podobno rzeczy, które opisuję są nierealne, brutalne, pojebane, bajkowe… Ogrom opinii. Rozstrzał porównań. To trochę tak, jakby złoty jednorożec, któregoś dnia wpierdolił na wiejski festyn i ponabijał wszystkich na swój róg. Jest z jednej strony bajkowo, bo jednorożec, z drugiej brutalnie. Prawda?

Czy jest romantykiem? Bywam.
Czy jestem sarkastyczny? Do bólu.
Czy jestem szaleńcem? Największym.
Czy wierzę w to, co piszę? W chuj wierzę.

Mam w głowie wielką maszynę do pisania i myśli cały czas stukają i tworzą kolejne teksty, paradoksalnie najlepsze teksty tworzę wtedy, kiedy nie mogę ich zapisać. Mam w głowie idealistyczny rozpierdol, który ogarniam z gracją.

Czy ciężko jest wierzyć w miłość? Tak, w dzisiejszym świecie bardzo ciężko. Nie ukrywam tego, nie też nie ukrywam tego, że wszystko byłoby prostsze, gdyby ludzie przestali kombinować i zaczęli czuć.

Większość natomiast wychodzi z pozycji braku i zawiedzenia. To słaby punkt startowy.
Większość niestety buduje siebie, swój obraz na braku pewności i wiary we własne możliwości.
Jeżeli wychodzi do świata bez przekonania, to ten świat niestety Cię szybko weryfikuje.
Jeżeli nie wierzysz w siebie, to czemu drugi człowiek miałby uwierzyć w Ciebie i zechcieć z Tobą być.
Słyszę nawet, że jestem seksistą. Ja? Jestem idealistą i do tego niepoprawnym, niereformowalnym. Z seksizmem nic mnie nie łączy, z byciem seksownym już bardziej.

Uważam, że związki, które mają powodzenie na przetrwanie tworzyć powinny osoby silne. Tak, możesz się nie zgodzić. Jeżeli ktoś ma przewagę, wówczas dochodzi do dominacji i uległości albo uzależnienia i toksykacji.
Natomiast, jeżeli spotykają się dwie silne osoby, to ma to sens. Są jak najlepsi kumple, partnerzy, kochankowie. Jest mnogość możliwości docierania się i poznawania. Każdy trzyma swoją pozycję, a równocześnie opiera się ataki innych we dwoje.
Tak, uważam, że kobieta ma być partnerem, a nawet wyzwaniem. Ma podniecać i wkurwiać równocześnie. Ma być wsparciem i obrończynią własnego zdania. Inaczej, jaki ma to sens. Możesz mieć kobietę z krwi i kości, która potrafi wejść Ci pod skórę i parzyć nerwy, albo księżniczkę, która tylko potakuje i nie wie, jak o siebie zadbać.
Wybór, wszystko to kwestia wyboru.

I tutaj słyszę skowyt gości, że kobiety to tylko kasa i kasa. A kasa jest fajna, świadczy o zaradności i daje poczucie bezpieczeństwa. Zaraz usłyszę, że bronię kobiet i sram do własnego gniazda. Nie bronię i nie mieszkam w gnieździe. Mówię, jak jest.
Najwięcej mówią Ci, którzy nie zostali odrzuceni. Jak dostajesz kosza, to szukasz wytłumaczenia wszędzie, tylko nie w sobie. Jeśli kobieta Cię nie chce, to nie dlatego, że masz mało kasy czy cokolwiek. Może po prostu nie ma między Wami „tego czegoś” i zamiast ją wyzywać, warto zrozumieć i iść dalej. Jeszcze nie jedna da Ci w życiu kosza. Serio.
Znowu druga strona medalu. Przyciąga to czym kusisz. Jeśli jedyne, co masz do zaproponowania to kasa, to przyciągasz laski, dla których będziesz bankomatem. Ona zamiast głębi spojrzenia, ma pusty wzrok, w którym błyszczy przelicznik walut i kalkulator prezentów. To normalne. I tak jest skonstruowany świat, jeśli pozujesz na bankomat, to ona ciągnie Tobie i ciągnie z Twojego portfela proste.
A jeśli trafisz na taką, której na kasie nie zależy, bo sama potrafi o siebie zadbać, to nie wiesz, co zrobić. Sam widzisz, jak jest.
Sygnały, jakie wysyłasz do świata znajdują odbiorców. Zatem zadbaj o jakość tych sygnałów, to zobaczysz, że jest wiele wartościowych kobiet, które mają w dupie Twój portfel.
Kobiety natomiast mówią, że facetom zależy tylko na seksie i nie chcą się angażować.
Seks jest ważny i przyjemny, to fakt. I tutaj podobnie, jeżeli jedyne co możesz zaproponować to własną dupę, to poznasz tylko amatorów jednorazowych numerków. Kusisz ciałem, dostajesz w zamian ciało. A potem to ciało odchodzi, bo dostało to, czego chciało i wielki lament, że odszedł. Doszedł i odszedł, na chuj drążyć temat, jak już wszystko zostało wydrążone.
Tu też kłania się jakość sygnałów.
Bo wielu fajnych facetów nadziało się na kobiety, które zabawiły się ich uczuciami i postała trauma w głowie, że wszystkie są takie same. Wiele kobiet dało się przelecieć za obietnice i teraz myślą, że jak nie dadzą, to niczego nie dostaną.

Jakość sygnałów. Powtórzę się.

Problem polega na tym, że za bardzo skupiamy się na wrażeniu niż wyrażeniu.
Budowanie wrażenia jest jak z przygotowaniem się do roli w filmie. Tworzysz jakąś postać. W życiu jest podobnie. Większość to kreacje. Większość to role, jakie odgrywają, ukrywając swoje prawdziwe ja, bo świat woli ludzi bez skazy, idealnie wyfiltrowanych, bez martwień.
Większość ma maski. A kiedy ktoś podejdzie i spróbuje taką maskę zdjąć, to popadają w panikę. Łatwiej jest rozebrać i przelecieć niż odkryć swoje słabości i pozwolić poznać.
Nie wyrażamy siebie. Wyrażamy wyuczone poglądy, byle nikogo nie urazić, byle nie zburzyć domku z kart własnej osobowości. Nie pokazać za wiele.
Tymczasem nie można pokochać kreacji na dłuższą metę.
Kocha się ludzi, a nie ich wyreżyserowane postaci.

No kurwa, ja w to wierzę.

Ludzi się kocha, kiedy pozwolą Ci się rozebrać, kiedy zdejmą przed Tobą maski, kiedy pozbawisz ich łatek, które ktoś im nalepił, kiedy scałujesz każdą bliznę, jaką posiadają, kiedy dostrzeżesz i zaakceptujesz niedoskonałości, kiedy poznasz syf, z jaki musieli sobie poradzić, kiedy zrozumiesz, z jakimi demonami walczą na co dzień, kiedy poznasz, czego się boją.
Chodzi o miłość, a nie o ciało.
Kiedy odnajdujesz w drugim człowieku swoje podobieństwo, kiedy szukasz prawdy, która współgra z Twoją prawdą, kiedy wiesz, że możesz się odsłonić i nikt Ci nie przypierdoli, a Twoje słowa nie zostaną wykorzystane przeciwko Tobie.
Bycie razem to bycie na dobre i na złe. Balansowanie w skrajnościach, doświadczenia przeciążeń, kiedy ktoś jest wkurwiony, zmęczony, bezradny i wyciąga rękę, a Ty łapiesz tę rękę i nie puszczasz. Kiedy razem przechodzicie przez ogrom różnych sytuacji i ten człowiek ciągle jest za Tobą, to wówczas możesz powiedzieć, że się poznaliście, że Was coś łączy, że jest w tym sens. To tak naprawdę daje odpowiedź na pytanie „czy kochasz”.

Związki nie są schematyczne. Nie ma tak, że jeżeli zrobić to i to, otrzymasz to i to. Nie ma instrukcji, którą kiedy przeczytasz, to wszystko pójdzie dobrze i będziecie żyli długo i szczęśliwie. Kluczem jest słuchanie, zrozumienie i rozmowa.
I kiedy Wasz związek daje Wam radość, to macie to! A innym chuj do tego.

Związek to dwie osoby, bez wpierdalania się innych. Związek to nie połówki pomarańczy, jabłka, śliwki czy cholera wie czego. Związek to kobieta świadoma siebie, pewna swojej wartości i mężczyzna, który jest pewny siebie i świadomy. Potrafią funkcjonować w pojedynkę, świetnie sobie radzę, ale we dwoje jest radośniej.
Takie podejście wyklucza konieczność bycia razem na rzecz chęci bycia razem. A to subtelna różnica, kiedy mówisz komuś, że go nie potrzebujesz, ale chcesz, bo z Tobą wszystko jest bardziej, wszystko jest lepiej.

I takie podejście moim zdaniem na sens, tworzy związki, które mają szansę na powodzenie.

Naprawdę w to wierzę.

 

Tutaj kupisz moją drugą książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Miłość jest głupia. Często to słyszę. Zupełnie tak samo często słyszę, że miłości nie ma. Najczęściej słyszę, że miłość boli.
Trzy zdania. Trzy opinie.
Miłość jest cudowna sama w sobie. Miłość jest, nawet jeśli w nią nie wierzysz. Miłość nie boli, miłość uskrzydla, krzywdzą ludzie.
To moje zdanie.

Bycie z kimś jest przepięknym doświadczeniem. Pierwsze spotkania, spojrzenia, narastające napięcie, kiedy czujesz, że chcesz tego człowieka mieć w życiu więcej i więcej. Oczekiwanie na kolejne spotkanie. Śladowe ilości rodzącej się tęsknoty. Rozkwitające pożądanie.
Znasz to?
Każdy, kto tego doświadczył, z czasem potrafi podać miliony powodów, dlaczego warto być z drugim człowiekiem.
Powody są ważne. Osobiście uważam, że z racji tego, że każdy z nas jest osobną i niezależną jednostką, to kiedy spotyka na swojej drodze podobną osobę, to relacja, jaką tworzą, powinna coś wzajemnie wnosić do ich życia. Plus i plus dają potęgę plusów.

Jednak, żeby nie było tak kolorowo, są również powody, które nigdy nie powinny warunkować tego, że wchodzi się z kimś w relację. To są złe powody, to są powody, które już na samym starcie świadczą o tym, że nie wyjdzie…

Numer jeden – mój ulubiony, jeśli mogę tak go nazwać.

Zaczyna się zazwyczaj od zdania „nie potrafię być sam/sama dosyć długo”. Takie osoby potrafią mieć więcej relacji, chujowych relacji w ciągu roku niż ja miałem przez trzydzieści trzy lata życia…
Dlaczego ten powód jest zły i jest na pierwszym miejscu?
Bo problem nie jest zakorzeniony w tym, z kim chcesz być, problemem nie jest miłość. Problemem jest w osobie, która nie potrafi żyć w pojedynkę, nie potrafi się dogadać ze sobą, nie wytrzymuje i nie wie, co ze sobą zrobić, kiedy nie ma drugiego człowieka.
Uświadomienie sobie, że bez umiejętności życia samemu, akceptacji siebie, zrozumienia siebie, nigdy nie będzie się w stanie, stworzyć niczego z drugą osobą jest kluczowe.
Takie podejście rodzi uzależnienia od drugiego człowieka, takie podejście jest wynikiem niskie poczucia własnej wartości.
Zatem najpierw zbuduj siebie, żeby zbudować coś z kimś we dwoje.
Brutalniej?
Jeśli osoba, którą spotykasz, jest dla Ciebie zjawiskiem 100 na 100, a Ty masz o sobie mniemanie na poziomie 0. To nawet 100 mnożąc przez 0, zawsze w ostatecznym rozrachunku pozostanie zerem…
Wybacz, ale tak jest…

Numer dwa – prawie ulubiony.

To przeświadczenie, że drugi człowiek jest niezbędny do szczęścia. To trochę nawiązuje do punktu pierwszego, ale różni się tym, że może i taki człowiek potrafi żyć ze sobą, jednak upatruje w relacji gwarancji szczęścia. A to błąd. Relacje są cudowne, jeśli tworzy się je we dwoje, ale najpierw szczęście trzeba odnaleźć w sobie.
Wówczas moje szczęście, Twoje szczęście daje nasze szczęście. Zakładając, że druga osoba jest pewniakiem na Twojej drodze do szczęścia, zrzucasz z siebie odpowiedzialność za własne życie, rzucasz na drugą osobę presję tego, że ma Cię uszczęśliwić, a uwierz mi, nikt nie chce na siłę cały czas kogoś ciągnąć.

Numer trzy – bo tak trzeba…

Serio? To będzie krótki punkt. Wchodzisz w relację, bo czujesz ciśnienie i presję, jak na Lewandowskim w kwestii strzelania goli, więc obniżasz swoje oczekiwania do minimum i wchodzisz w relację z pierwszą lepszą osobą, bo przecież wszyscy już kogoś mają, rodzice gadają, a ja ciągle sam/sama i to już głupio wygląda.
Porzuć takie myślenie… Przestań słuchać innych, słuchaj siebie i nie szukaj na siłę.

Numer cztery – chcę lepszego życia, bo seks jest zajebisty, bo muszę się wyrwać…
Trzy powody chuja warte. Jeśli opierasz relację na sprawach materialnych, na fizyczności, na tym, że ktoś ma zmienić Twoje życie, które jest słabe, to przegrywasz na starcie. Może i te powody są, gdzieś istotne, ale nie są kluczowe. Opierając relację na nich, to trochę tak, jakby budować zamek z piasku chwilę przed nadejściem tsunami, mając nadzieję, że zamek wytrzyma…

Numer pięć – miłość zawsze wygrywa.

I tutaj powiem Ci, że nie zawsze… Spotykasz kogoś, zakładasz różowe okulary i coś się święci tak, że „wszyscy święci balują w niebie”, kiedy idziecie razem przez miasto, ale…
No właśnie… Jesteście zakochani, zapatrzeni, ale równocześnie ignorujecie setki rzeczy, które Wam w sobie przeszkadzają. Machacie na to ręką, bo samo się ułoży, ktoś się zmieni, dotrzecie się…
NIE!
Jeśli coś Cię wkurwia w danym człowieku na samym początku, to kiedy zakochanie minie, pojawi się miłość, to uwierz mi, że z czasem będzie wkurwiać tak samo, jak nie bardziej. Miłość to setki drobnych gestów, miliony słów, podobnych wartości.
Zgrzyty początkowe z czasem tylko się pogłębiają.
Pamiętaj, nie jesteś z kimś tylko po to, żeby go do siebie dopasowywać. To powinno współgrać od samego początku, jeśli tak nie jest…
Wybacz, czasem trzeba odpuścić…

Ja wiem, że może wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że relacje tworzy się dlatego, że się chce być ze sobą, a nie, że się czuje potrzebę bycia ze sobą. Potrzeba wynika z braku czegoś, co chcemy uzupełnić drugim człowiekiem, natomiast chęć bycia z kimś, to sygnał w stylu „daję sobie świetnie radę, ale z Tobą jest fajniej”…

 

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Raz na jakiś czas, ktoś wpadnie z pytanie „co robić, bo mój partner/partnerka sugeruje, że potrzebuje przerwy?”.

Kiedyś napisałbym, że jak potrzebuje przerwy, to niech spierdala, przerwy są tylko w szkołę i w pracy.

Dzisiaj podchodzę do tego temat w sposób bardziej złożony, bo każdy z nas jest inny prawda?

Znasz ten tekst, że jak kogoś kochasz, to bla, bla, bla, a może wróci? No właśnie, jednak to nie zawsze tak działa, bo jak nie wróci, to jest jasna sytuacja, ale jak wróci, to pojawia się pytanie „co dalej”?

Nie jestem zwolennikiem przerw, to powiem od razu, ale taka sugestia może być punktem zwrotnym relacji, jeśli się dobrze do tego podejdzie.

Załóżmy, że przerwa nastąpiła, po czymś takim automatycznie masz potrzebę odzyskania drugiej osoby. Niby dzwonisz przez przypadek, niby napiszesz „co słychać, niby coś tam… Byle łapać kontakt, by się łapać tej wątłe nadziei na coś…
Nawet się nie obejrzysz, a jesteś jak Rutkowski z całym zespołem mistrzem inwigilowania swojego byłego czy byłej. Siedzisz w kącie i przeglądasz, oglądasz, śledzisz, a jednocześnie Cię nosi i nie możesz znaleźć sobie miejsca.
Tak jest. Wiem to.
Możesz czekać i zalewać się tęsknotą, możesz też zrobić coś, co sprawi, że faktycznie pojawi się tęsknota.

Bo druga strona medalu wygląda tak, że jeśli ktoś chce przerwy, to czuje się przytłoczony/a, gubi swoją przestrzeń, a jak wiadomo, związki potrzebują przestrzeni własnych i przestrzeni wspólnej.

Dobra, ale co zrobić jak przerwa czy rozstanie właśnie się dokonało.

Działać. Jednak nie działać w stronę powrotu, ale działać dla siebie.

Często pozwolenie na to, że ktoś się oddali, jest czasem, który jest ważny dla obu stron. Idealizujemy to, co straciliśmy. A im bardziej idealizujemy, tym bardziej zaczyna dostrzegać to, co utraciliśmy, to, co było fajne w relacji. Dlatego czasem oddalenie się jest jak lekarstwo. Doświadczenie braku, paradoksalnie pozwala docenić to, co się miało. Rutyna, którą się przeoczy, często niszczy wszystko, ale czas spędzony osobno pozwala zrozumieć, dlaczego się było razem.
Dlatego nie warto panikować. Wiem, jak to brzmi, ale serio nie warto.
Dajcie sobie doświadczyć tego, że jesteście osobno, by potem wrócić do siebie ze zdwojoną siłą.
Oczywiście to nie jest reguła. Bywa różnie.

Kolejny krok, który jest ważny to „nie dostań pierdolca, bo zrobisz większy pierdolnik”. W skrócie. Nie wariujcie, że ktoś się oddalił, to trudne, ale jeśli ktoś ma zatęsknić i docenić, to nie może być osaczony przez Wasze goniące za nim widmo. Jeśli dostaniesz pierdolca na punkcie sprawdzania, co w danym momencie robił Twój była/obecny lub była/obecna to, zamiast zatęsknić, ten ktoś otworzy szampana, że się uwolnił, to weźmie to za przejaw szaleństwa.

Nawiązując do tego, co powyżej. Nie szukaj kontaktu. Naprawdę. Daj sobie czas dla siebie. Nie publikuj, broń Boże” tęsknopostów, nie biegaj z każdą pierdołą pod byle pretekstem. Ten czas jest dla Was, ale przede wszystkim dla Ciebie. To czas na poukładanie, to nie jest czas żałoby, ale czas na przyjrzenie się Wam i sobie z innej perspektywy.

Tylko ważne, żeby perspektywa nie przybrała obrotu pod tytułem „zrobię wszystko, by odzyskać”. W takich sprawach nacisk jest niewskazany. Zaufaj mi.

Zajmij czymś głowę, nie rozpamiętuj.

Pisałem o tym w tekście o rozstaniu. Przeczytasz go tutaj – Kliknij i przeczytaj!

A teraz odpocznij i uwolnij głowę, bo pamiętaj, że czasem tak jest, że ludzie do siebie wracają, a czasem nie. To nie jest optymistyczny wniosek, ale nie będę Cię głaskał, mówiąc, że powroty są pewniakiem. Zazwyczaj związki się rozpadają, bo jest ku temu szereg przyczyn. I trzeba to zaakceptować, że po prostu nie wyszło, bo nikogo się nie zmieni na siłę, a rozstania i powroty powtarzane bez końca wytrącają z równowagi i zalatują starym tłuszczem, jak odgrzewane kotlety.

Mimo to! Trzymam kciuki!

 

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

I teraz niech powstrzymają lejce wyobraźni Ci, którzy wyobrażają sobie nie wiadomo co…
Wszelkie trójkąty, czworokąty, pięciokąty i inne geometryzacje seksualne odłóżmy na chwilę na bok, bo zaraz będzie, że namawiam do trójkąta i znowu kilka osób będzie szło na mnie z krzyżem, żeby mnie nawrócić… W sumie nazwisko trochę zobowiązuje do nawracania, czyż nie?

Swoją drogą niech pierwszy rzuci telefonem, kto nigdy nie miał/a trójkąta w życiu.

Ogrom kombinacji w życiu nie zna granic…

Ty, ona i jej koleżanki.

On, Ty i jego mamusia.

Wy i znajomi.

On, Ty i kochanka – w drugą stronę podobnie.

Ty, on i koledzy.

OGROM…

Jednak ja nie o tym…

Mówiąc o trójkącie, mam na myśli, że…

Inaczej.

TRÓJKĄT MIŁOSNY to JA, TY i Wasz związek.

To figura kompletna. Idealna, dzięki której wszystko można poukładać, szczególnie że w dzisiejszych czas miłość to za mało.
Miłość to szereg drobnych elementów, które powinny współgrać i o które powinno się dbać na co dzień, a nie od święta.

Miłość, dalej poruszając się w tematyce trójkąta, to też czas – MÓJ CZAS, TWÓJ CZAS, WASZ CZAS.

Widzisz, wszystko opiera się na trójkącie.

Miłość to składowe, które są na każdym wierzchołku i spotykają się w samym środku.

To namiętność, bliskość i zaangażowanie.

Bez tego Wasz trójkącik gubi sens. A sens relacji nadajemy sobie sami.

Namiętność ma swoje składowe jak wszystko. Możesz kogoś pożądać, możesz kogoś chcieć po prostu przelecieć, bo ona fajnie wygląda, on też niczego sobie, więc chodźmy w to na chwilę. Możesz też być kimś nienasycony.

Składowe widzisz. Pożądanie i ciekawość drugiego człowieka. Ciekawość rodzi potrzebę odkrywania siebie nawzajem. To rozmowy, przepływ myśli, zrozumienie, słuchanie, odpowiedzialność za to, co się mówi, szacunek.

Na pożądaniu daleko się nie zajedzie, ciekawość też czasem ma swoje granice. Jednak wszystko zależy od nas.

Namiętność jest jednym z wierzchołków. A jeden wierzchołek to za mało.

Bliskość to również jeden z wierzchołków.
Wiesz bliskość, taka bliskość emocjonalna tworzy więzi bardziej intymne niż seks. Wiesz, mówię o tym, kiedy pożądanie stymuluje mózg i pragniesz mieć romans z czyjąś inteligencją.
To taka bliskość, która pozwala drugiej osobie poznać nas w całości. Kiedy mija lęk, obawa, kiedy jesteś wywrócony na lewą stronę, z duszą na wierzchu, totalnie bezbronny z sercem wystającym z piersi.
Właśnie taka sytuacja stwarza momenty na poznanie, wtedy miłość, pożądanie, bliskość i intymność mieszają się, tworząc całość.
To nie jest proste. Nie zawsze się udaje. To nie jest możliwe w ciągu kilku sekund, nie jest to możliwe z byle kim.
Żeby to osiągnąć, trzeba znać siebie na wylot, po to, by móc poznać drugą osobę.
To wymaga wytrwałości i zaangażowania.
Trzeba umieć słuchać, czuć i współodczuwać emocje drugiej osoby. Musicie się nawzajem zaprosić do swoich światów i zapomnieć gdzie są granice.

Mamy zatem namiętność i bliskość… Jednak to wciąż za mało.

Zaangażowanie!
Jest subtelna różnica, która definiuję istotę wszystkiego pomiędzy rozdźwiękiem znaczenia słów takich jak „zainteresowanie”, a „zaangażowanie”. Bo wiele osób jest sobą nawzajem zainteresowanych, zarzekają się tym, że są w stanie zrobić dla siebie wszystko, tymczasem dla mnie zainteresowanie to coś, co kojarzy mi się z hobby, robimy to, kiedy mamy wolny czas, kiedy nikt niczego od nas nie wymaga, robimy to dla siebie, natomiast zaangażowanie, zaangażowanie to nie tylko głębsza forma dbania o drugą osobę, o robienie czegoś tylko dla niej, dla wspólnego dobra, zaangażowanie jest, wtedy kiedy nie akceptujesz żadnych wymówek i robisz to wręcz 'rutynowo’ każdego dnia z uśmiechem na twarzy.
Zaangażowanie jest, jak decyzja, którą podejmujecie wspólnie, ale w zgodzie z własnym ja.
Co to coś w stylu „ten człowiek i żaden inny”. Przynajmniej to moja wersja.
Zaangażowanie to zrozumienie, że buduje się coś wspólnie każdego dnia i to przynosi radość, a nie nosi znamion poświęcenia.

Więc…

Mają jeden wierzchołek lub dwa coś stworzysz na chwilę. Mając trzy wierzchołki, które spotykają się w środku Waszego relacyjnego trójkąta, macie szanse na naprawdę fajny związek.

Ale gwarancji Wam nie dam. „Na zawsze” istnieje, ale to efekt wzajemnej współpracy dwojga ludzi, którzy się chcą.

Tak myślę. Tak chcę w to wierzyć. Tak!

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Pisałem o tym wielokrotnie, a na początku chciałbym przypomnieć fragmenty dwóch tekstów, które spokojnie mogą być prologami tego tekstu…

„Kojarzycie taką scenę. Jest w prawie każdym filmie.

Ona poznaje jego albo on ją. Zaczynają się spotykać. Jest fajnie. Jest cudownie. Ogniste spojrzenia, od których ona miękkie. Romantyczne kolacje. Rozmowy o życiu. Namiętny seks. Ona po przejściach. On po rozwodzie. Na odwrót też może być. Po prostu są po przejściach i nie wierzą w miłość. Są tak zrezygnowani, że szok. Ich życie miłosne leży na dnie, a oni swoim zachowaniem dokonują odwiertów.

Nagle… (muzyka z filmu “Szczęki”). Chociaż jeszcze nakreślę sytuację bardziej.

Ona wpada na niego w parku, oblewa go kawą na mieście. Czasem to on łapie za tego samego ogórka w sklepie lub potrąca ją samochodem. Cokolwiek. I… I… I…

Bang! Mamy to. Leci oczko w jego stronę, on się uśmiecha. Zakochują się! Gołębie wylatują z klatek. Kwiaty zakwitają w środku zimy. Łabędzie splatają się szyja na środku stawu. No zakochanie w chuj!

I tutaj dochodzimy do jednej z końcowych scen… Idą nocą (zawsze wtedy idą nocą), trzymają się za rękę, ona go obejmuje (a on ją wrzuca w krzaki – dobra żart), on wącha jej włosy i po chwili ciszy… Padają słowa “Musimy porozmawiać”. Amor spada na pysk tuż za nimi. I nie chodzi o to, że ona powie, że kiedyś była facetem czy on, że ma chorobę weneryczną. Nie! Zazwyczaj tutaj rozmowa schodzi na tematy, które prowadzą do tego, że ostatecznie – nie mogą być razem. Zawsze tak jest.

Oczywiście jak to w filmach bywa po czasie, on goni za nią na lotnisko czy chuj wie gdzie, bo to film, czyli musi być HAPPY END – w tajemnicy powiem Wam, że w życiu bywa inaczej”.

Tek tekst przeczytasz tutaj: kliknij i przeczytaj!

„Uwielbiam słuchać takich historii… Ona poznaje jego, on poznaje ją… On mówi jej, że lubi małe kotki i ratować pandy, ona opowiada, że chciałaby ratować świat, a teraz to tylko gorszy okres przejściowy albo on chwali się, że jest kimś, tylko chuj wiadomo kim… Ona opowiada, że robi karierę, tylko nie wiadomo w czym… Na tym etapie ludzie zaczynają kręcić o sobie nawzajem filmy we własnych głowach. Kobiety, komedie romantyczne, faceci przeważnie porno. Chociaż wszystko zależy od reżysera, bo jaki reżyser, taki film…
Cieszę się, że wychowałem się w dużej mierze na podwórku, a nie w sieci. Dzięki temu potrafię wciąż nawiązywać znajomości w realnym świecie, a nie tylko w gadce online. To ułatwia, bo nie mam oporu podejść do kobiety na ulicy i powiedzieć, że ujął mnie jej uśmiech i może wypijemy razem kawę. Chociaż życie online spowodowało, że kobiety różnie na to reagują… Z drugiej strony, kiedy rozmawiam z kobiety, a rozmawiam dużo, to coraz bardziej wiedzę to, że ludzie nie potrafią napisać dwudziestu słów do dziewczyny w siebie, w taki sposób, żeby nie wyjść na zwyrola… Zasób słów się zmniejsza z pokolenia na pokolenie…
Poza tym, według badań, iloraz inteligencji również spada. Mam teorię, że niektórzy są już na minusie…”

Ten tekst znajdziesz tutaj: kliknij i przeczytaj!

Ostatnio spotkałem się ze znajomymi z liceum. Znaczy z tymi, z którymi wciąż mam o czym rozmawiać od czasu, do czasu, bo wiecie jak jest…

Kończysz liceum i krzyczysz do wszystkich „na zawsze razem” i to „zawsze” jakoś nigdy nie wychodzi.

Trochę powspominaliśmy, trochę pogadaliśmy, żadne z nas nie jest w związku, kilka osób jest po rozwodzie. Życie.

I tak gadając o wszystkim i o niczym zeszliśmy na temat szkolnych miłości. To były czasy prawda.
Zaczepki, podrywy, podchody.
Było jakoś inaczej. Nie było w tym wszystkim, jakiegoś takiego pozerstwa, rachunków zysków i strat, które przychodzą z wiekiem, nie było zranionych dusz, złamanych serc, było bardziej prawdziwie. Jakoś naturalnie. Spontaniczniej.

Zamiast drogich kolacji, były spacery po parku, zamiast upojnych nocy, seks cichaczem, bo za ścianą byli rodzice, chuj z tym, że on doszedł trochę za szybko, chuj z tym, że ona spadła z jeźdźca, bo akurat mama przyniosła kanapki i biedna, pewnych rzeczy już nie odzobaczy. Były emocje, takie naturalne i szczere.

Dużo dawało to, że nie było problemów. Dorosłe życie było, gdzie w oddali, a każdemu się wydawało, że będzie żył wiecznie i że on czy ona to ten jeden człowiek na całe życie.
Zmartwienia oscylowały, gdzieś w okolicach kartkówki z matmy, zadań z fizyki, rozprawek z polskiego i tego, jak przemycić alkohol na dyskotekę. Prostota. Serio.

Mniej kasy, ale pomysłowość większa i docenianie również bardziej znaczące.

Licealne miłości zdecydowanie miały swoje plusy. Wtedy patrząc w oczy, zakochani naprawdę wierzyli, że świat przestaje istnieć, kiedy są razem, że razem mogą wszystko, a miłość trwa wiecznie. Naprawdę w to wierzyli i to czuli.
Gówniarska miłość była oparta na prawdzie. Była czysta i niewinna, jak… Nie mam tutaj porównania.
Życie było po prostu łatwe i przyjemne, a świat dorosłych niezrozumiały i odległy.
Matura wywoływała największe obawy, a nie to, że trafisz w swoim życiu na toksyka czy toksyczkę albo że ktoś Cię będzie zdradzał i robił w chuja, bo przez swoje doświadczenia ma zjebaną psychikę, której nie potrafi ogarnąć.
Uczyli nas wielu niepotrzebnych rzeczy, ale nikt nie nauczył tego, jak znaleźć miłość, stworzyć związek i tego po prostu nie spierdolić.

Dlaczego o tym nie uczą? Nie wiem. Swoją drogą czytałem kilka podręczników do Wychowania do życia w rodzinie, czy jak to tam zwą i zmieniłbym nazwę… Bo to poradnik katastrof, a nie podręcznik.

Dlaczego zatem związki się nie kleją, dlaczego czasem nie potrafimy stworzyć idealnego połączenia, a jesteśmy, jak woda i olej…

Kurwa nie wiem…

Serio. Zawsze uważałem, że miłość jest prosta, bo jest, ale jak widzę teraz związkowe kombinacje, jakie ludzie potrafią sobie fundować, to bardziej przypomina to grę w twistera, niż budowanie relacji.

Jednak spróbuję coś powiedzieć z sensem większym lub mniejszym…

Nie wychodzi, bo ludzie się nie lubią…

Jeżeli budujesz coś na fundamencie fascynacji drugą osobą, to nie ma prawa nic z tego wyjść. Fascynacja mija. Seks jest cudowny, ale jak nie zaczniesz dbać o relację na co dzień, to nawet on nie pociągnie miłości na wieki. Trzeba się lubić, trzeba lubić tego człowieka, z którym chce się być, lubić spędzać z nim czas, lubić jego charakter, poczucie humoru, lubisz go/ją tak bardzo, że ja pierdolę. Najlepsze związki wyrastają bazie przyjaźni. To moja teoria, nie musisz się zgadzać.

Seks i miłość to dwie różne rzeczy…

Serio. Seks jest pięknym dopełnieniem miłości i jednym z jej elementów, ale seks może również istnieć w pojedynkę.
I nie mam sensu nad tym dywagować. Seks to seks, a miłość to miłość. Gorzej, jeżeli komuś seks pomyli się z miłością. Miłość się czuje, a seks się przeżywa. I wiem, że zaraz polecą komentarze „świętych”, że seks bez miłości jest mechaniczny i dla osób z niskim poczuciem własnej wartości – tak mówicie i piszcie w komentarzach wiem. Otóż nie! Zgłaszam sprzeciw. Seks bez miłości potrafi być namiętny i podniecający i na pewno niemechaniczny. A jeśli ktoś mówi, że jest mechaniczny, to najwyraźniej nie doświadczył takiego iskrzącego rżnięcia… W tej chwili coś powinno zaiskrzyć, powinno nastąpić, jakieś wyładowanie, jakiś głos z niebios mówiący „pieprzcie się”, chęć dotknięcia i zbliżenia się do drugiej osoby tu i teraz. Przeżycia czegoś, nawet jak ktoś powie, że to nic nie warte, bo powinna być miłość. Jest, chwilowa.
W rytmicznych ruchach, przyśpieszonych oddechach, kroplach potu, urwanych jękach można odnaleźć sens i głębię. I nie ma znaczenia czy trwa to godzinę, dwie lub trzy. Jest i tyle. Zaufaj mi.
Jednak seks nie może być podstawą bycia razem. I tutaj chciałbym zerwać z mitem, że tylko kobiety zakochują się w trakcie seksu. Wydzielają się hormony, mózg zalewa fala szczęścia, Ty akurat wkładasz jej od tyłu, myśląc, że ma spoko tyłek, a ona już planuje imiona waszych dzieci. Faceci też tak mają, serio. I trwa to dłużej niż tylko do orgazmu. Znam gości, którzy po jednorazowym seksie, chcieli robić odlew z marmuru jej cipki i stawiać jej pomnik w salonie, wierząc, że jest tą jedyną. A seks wymaga szczerości, warto to podkreślić na samym początku, że chodzi o rżnięcie i nic poza tym. To powinno spotykać się z wdzięcznością obu stron, że układ jest w miarę jasny.

Jednak to wciąż nie powinno definiować bycia razem.

Miłość to nie jest kwestia posiadania…

Pisałem o tym dzisiaj. A raczej wczoraj.

„To wolność w miłości sprawia, że ludzie się przyciągają, że generuje się bliskość, która nie jest koniecznością, a staje się wyborem”.

Nie lubię określeń typu „mam ją/mam jego”. Irytują mnie, bo miłość (patrz powyżej), to nie jest kwestia posiadania, a chcenia. Wzajemnego.

Wolność w miłości nie oznacza, że możesz robić co chcesz, gdzie chcesz i z kim chcesz. Wolność w miłości to dla mnie świadomość, że chcesz, żeby druga osoba robiła to, co lubi, a nie to, co my chcemy, żeby robiła, a w tym wszystkim, żebyśmy robili też pewne rzeczy razem. Przestrzeń. Ja, Ty i związek. Mój czas, Twój czas, czas wspólny.

Tymczasem zaborczość, chora zazdrość, którą często widzę w relacjach rozpierdala wszystko. On nie może wyjść sam, ona nie może iść sama, a najlepiej byłoby spędzać ze sobą 24h na dobę.
Przecież każdy dostałbym pierdolca. Jeśli ktoś Cię zamyka w złotej klatce, to po pierwsze tracisz do tej osoby szacunek, a po drugie szukasz okazji, żeby się wyrwać za wszelką cenę, a to przeczy miłości.
Wolność generuje jeszcze jedną ważną cechę relacji. Przestrzeń własną.
Pamiętam jak kiedyś spotykając się z pewną dziewczyną, dostałem po twarzy informacją, że będąc razem powinienem udostępnić jej moje wszystkie hasło do mediów społecznościowych i pin do telefonu, bo tak działa zaufanie. No tak ni chuja nie działa zaufanie, więc jak się możecie domyślam, dziewczyną nie została, bo miała kilka klepek w głowie nie na miejscu. Jeśli ktoś wierzy, że inwigilacją jest w stanie zbudować relację, to życzę powodzenia.
Sprawdzanie to jasny komunikat, że nie ufasz, że zakładasz, że ktoś Cię w chuja robi. Więcej, szukając na pewno coś znajdziesz, ludzie mają swoje sprawy i swoje tajemnie, a nadinterpretacja potrafi rozwalić wszystko.

Związki się rozklejają, bo wiele osób trzyma haki z przeszłości…

I już tłumaczę. Fascynują mnie relacje całkowite, głębokie, szczere. Wchodzisz z relację z człowiekiem i wiesz, że możesz mu opowiedzieć najgorszy syf ze swojego życia, który musiałeś przepracować i ten człowiek to bierze i rozumie, bo ma podobnie.
Jeżeli ktoś popełnił błąd, a każdy popełnia i szczerze go naprawia, żałuje, pracuje nad tym, to naprawdę nie ma sensu ciągle go nim katować.
Jeśli ktoś Ci ufa, rozmawia, zwierza się, to nie po to, żeby przy byle sprzeczce mu to wypominać. Nikt nie jest idealny, ale ludzie się zmieniają, ale zmieniają się tylko wtedy, kiedy czują potrzebę zmiany, kiedy potrzeba wynika również z tego, że ten człowiek, z którym się jest jest warty tego, żeby się zmienić.
Ludzie powinni się wspierać, a nie sobie dopierdalać.
Prościej.
Zamiast pierdolić głupoty, podczas kłótni, lepiej pierdolić się razem w sypialni, na stole, na dywanie, gdziekolwiek, to o wiele lepsze rozwiązanie.

 

Więcej tekstów i wskazówek znajdziesz w moich książkach.

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…

A tutaj pierwszą – Książka – Na własnych zasadach

Cześć, jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mój e-book MYŚLI POURYWANE. Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Relacje, a raczej ich budowanie, wcale nie należą do łatwy. Niektórzy nie potrafią nawiązać relacji z samym sobą, a co dopiero zbudować coś z drugim człowiekiem.
Często jest tak, że my, coś, a druga strona nic. Odwrotnie też. I nie uważam, że to, coś złego. Ludzie próbują, a próbując możesz coś zyskać, ale też możesz stracić wiele czasu.

A czas, czas jest bezcenny…

Uważam, że ten tekst jest uniwersalny, aczkolwiek piszę go trochę na prośbę kilku osób, które w ostatnim czasie mocno się relacyjnie przejechało.

To była dla nich jazda bez trzymanki, a wszystko dlatego, że…

Rzeczywistość przegrała z wyobrażeniami…

I to najgorsze co można sobie zrobić… To najgorsze, co kobiety potrafią stworzyć w swojej głowie, coś, co potem rozpada się na miliony kawałków rysując duszę.

Wskazówka?

Spoglądaj na fakt, a nie na to, co dopowiadasz sobie w głowie…

Bo…

Jeśli…

To uwierz mi, jesteś fajna, ale jemu nie zależy i otrzymujesz sygnały, które źle sobie interpretujesz.

Prościej.

Gówno dostajesz, a owijasz je w złote sreberko.

Zatem, które sygnały świadczą, że to nie będzie Twój „książę z bajki”?

On za Tobą nie goni…

Słowo goni jest mocno przesadzone, ale uwierz mi, jeżeli facetowi zależy to szuka z Tobą kontaktu, a czasem zwyczajne „jak Ci minął dzień”, znaczy więcej niż tysiące słów. Natomiast jeżeli to Ty ciągle zabiegasz, a on z grzeczności w czasie wolny coś łaskawie odpisze, to uwierz mi, że coś się dzieje, ale dzieje się zupełnie coś innego niż tworzysz sobie w głowie.
Ja wiem, że sztuka flirtowania w dzisiejszych czasach kuleje, ale jednak, zaufaj mi, jeśli ktoś chce, to szuka kontaktu i nic go nie powstrzyma.

On Cię nie słucha…

To jeden z moich ulubionych sygnałów. On bardzo dużo mówi, mówi, mówi i chuj z tego wynika, bo poza mówienie, tak naprawdę ma w dupie to, co myślisz.
Uwierz mi, jeżeli ktoś chce Cię poznać, to pamięta najdrobniejsze szczegóły z tego, o czym rozmawialiście. Ludzie, którym zależy, tworzą sobie mapę wzajemnych informacji, słuchają i rozumieją, jeżeli tego nie ma, to wszystko sprowadza się tylko do powierzchownych wymian „informacji o pogodzie”.

On trzyma kciuki za Twoje relacje…

Kojarzysz to? Wspominasz mu o tym, że ktoś do Ciebie pisze, że z kimś się spotkałaś, bo próbujesz wybadać czy wyczujesz w nim nutkę zazdrości, a w zamian otrzymujesz zdanie typu „na pewno spotkasz kogoś fajnego, nie poddawaj się”.
Jeżeli po takim zdaniu, ciągle myślisz, że to jest ten jedyny…
Cóż… Powodzenia.

On lubi opowiadać Ci o…

To trochę nawiązanie do punktu powyżej. Jeżeli rozmawiacie i on z namiętnością, a czasem przypadkowością opowiada Ci o innych kobietach, to z pewnością nie jesteś traktowana poważnie. Znaczy jesteś, tylko w kategorii „może doradzić mi, jak mam zdobyć inną”. Cokolwiek sobie układałaś w głowie, w tym momencie, powinnaś o tym zapomnieć. Chleb z tej mąki nie będzie, co najwyżej zakalec…, który będzie Ci się odbijał długi czas.

Chodźmy dalej… Chyba, że już Twoje wyobrażenia legły w gruzach…

On bywa…

Widzisz, jak komuś zależy, jak facetowi zależy, to po prostu jest przy Tobie. Możesz na niego liczyć, on chce, żeby coś z tego było, więc dba o to, żeby było Ci, jak najlepiej.
MOŻESZ NA NIEGO LICZYĆ W KAŻDEJ SYTUACJI. W każdej. Serio. On chce Ci dać do zrozumienia, że jesteś ważna i okazuje to poprzez czyny. Tak to działa. Jeśli natomiast tego nie ma. To jasny sygnał, że może i jesteś fajna, ale…
I to „ale” definiuje wszystko.

On nie ma dba Ciebie czasu…
Znaczy ma i to w nadmiarze, kiedy wszystkie inne rozrywki się wyczerpały. Jesteś opcją na wolną chwilę, kiedy inne opcje się wykruszyły.
Prościej. Kiedy Ty masz czas, on jest zajęty, kiedy się nudzi, pisze do Ciebie.
Ludzie dzisiaj żyją szybko, każdy ma swoje sprawy, ale… Jeżeli komuś zależy, to zawsze znajdzie czas. ZAWSZE.

On trzyma dystans…

Ten punkt jest czysto subiektywny. Jednak zakładam, że jeżeli chcesz kogoś poznać, jeżeli liczysz z kimś na coś więcej niż przelotną znajomość, to przychodzi moment, kiedy się otwierasz.
MY faceci, też mamy uczucia. Też doświadczamy emocji. Widziałaś? Jeśli jednak po pewnym czasie do takiego otwarcia nie dochodzi, jeśli nie znasz jego emocji, jego uczuć, jeśli nie opowiada Ci o tym, czego chce, o czym marzy, co spierdolił w życiu, co chciałby jeszcze zrobić… Jedno słowem, Głębia. Jeżeli nie pojawia się głębia w tych rozmowach, to jesteś na równi z każdą inną osobą, z którą można pogadać tak naprawdę o niczym, bez otwierania się.
Mocno wierzę w to, że więzi tworzy wtedy, kiedy zrzuca się maskę. Kiedy rozbierasz się z emocji przed drugim człowiekiem. Bez tego niczego się we dwoje nie zbuduje.

On uważa, że jesteś cudowna!

Tyle, że tak samo cudowna jest dziewczyna, którą spotkał w restauracji, koleżanka z pracy, Twoja koleżanka, z którą go poznałaś. Jesteś tak samo cudowna, jak wszystkie kobiety, jakie zna. Jeżeli cały czas uważasz, że to wcale nie świadczy o tym, że mu nie zależy, to mogę Ci życzyć powodzenia.

Widzisz, wierzę w sygnały, wierzę, że ludziom trzeba się przyglądać. Wierzę też, że powyższe punkty są naprawdę uniwersalne, ale mam też świadomość, że chuja się mogę znać. I tak naprawdę gówno wiem.
Ale…
Może naiwnie, myślę, że ludziom, którym zależy nic, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się do siebie zbliżyć.
Pod warunkiem, że oboje tego chcą. A to, kto pierwszy napisze, kto pierwszy się odsłoni, kto pierwszy pokaże, że mu zależy. To tak naprawdę oznaka wielkiej sił i odwagi.

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Raz na jakiś czas, a czasem i dwa razy częściej, dostaję pytanie, jak to jest z różnicą wieku w związkach.
Można to zamknąć w jednym zdanie. Bardzo prosto. Nijak. A raczej nie ma co nad tym dywagować, bo to nie jest istotne.
Jednak różnica wieku zawsze w oczy kole. No wkurwia tak, że ludzie porzucają swoje codzienne sprawy, żeby rozprawiać nad tym, że on starszy, a ona taka młoda, a jak sprawa wygląda tak, że ona starsza, a on młody, to zbierają się komitety osiedlowe, by temat rozpatrywać, by włazić z ubłoconymi buciorami innym w życie i zastawiać się, jak do tego doszło. Jedyną odpowiedź zna polski wieszcz Zenek, który od dawna powtarza, że „jak do tego doszło, nie wiem…”…

Zauważmy pewien fakt. Facet jest starszy, kobieta młodsza i wielu ma z tym luz. W odwrotnej sytuacji zaczynają się rozważania.

A przecież…

WIEK TO TYLKO KURWA CYFRY…

I tutaj z pomocą zrozumienia tego przychodzą półmózgi internetowe, które zdanie mają na temat każdy, a tak naprawdę chuja wiedzą…

Starszy – no to sponsor…

Młodszy – pobawi się i ją zostawi.

Starsza – dowartościowuje się młodszy…

Młodsza – poleciała na kasę…

A czy tak jest naprawdę…?

Przecież życie, doświadczenia, przeżycia są różne, każdy inaczej do tego podchodzi i każdy…

MA KURWA PRAWO ŻYĆ, TAK JAK CHCE!

Kiedy mamy do czynienia z relacjami z dużą różnicą wieku, to zawsze pojawiają się pytania, które warto sobie zadać. Mówię o ludziach, którzy są w takich relacjach, a nie o tych, co żyją z obgadywania życia innych…

Pytanie pierwsze – Czy jesteśmy w stanie się dopasować pod kątem stylu życia?

Życie to etapy, trochę jak w grze komputerowej. Kolejne levele, kolejne wyzwania. Decydują się na taki związek warto się zastanowić, czy nasze etapy na tyle ze sobą współgrają, że jesteśmy w stanie znaleźć wspólną płaszczyznę zrozumienia, wsparcia i możliwości wzajemnego rozwoju. To bardzo ważne. A myślę, że najbardziej kluczowe jest zrozumienie tego, na jakim etapie drugi człowiek się znajduje. Pogodzić można wszystko, naprawdę wszystko i wiek tutaj nie ma najmniejszego znaczenia.

Pytanie drugie – jak to odbierze otoczenie?

I tutaj śpieszę z odpowiedzią. Jeżeli się kochacie i zależy wam na sobie, to powinniście mieć wyjebane na zdanie innych. To tytułem wstępu.
Ludzie mają Cię w dupie przez większość czasu, serio. Mają gdzieś Twoje życie, dopóki nie zrobisz czegoś, co zaczyna im przeszkadzać lub czegoś, co można sobie pokomentować, bo odbiega od ich zawężonego pola widzenio-mózgówego.
Zatem nikt nie ma prawa układać Ci życia, nikt nie ma prawa Ci mówić, z kim masz być, z kim sypiać i jak sypiać. Jeżeli nikt przy tym nie cierpi, to nikogo nie powinno to interesować.

TO NIE JEST TAK, ŻE…

Starszy facet wiąże się młodszą kobietą i nagle z Ziemi znikają nosorożce. A kiedy starsza kobieta wiąże się z młodszym mężczyzną, to na świecie Koale spadają z drzew.

No nie!

To całkowicie naturalne. NORMALNE!

Wszystko jest kwestią dogadania. Tyle że dogadania się pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy na taką relację się decydują, a nie pomiędzy nimi, rodziną, sąsiadami, panią z warzywniaka, kierowniczką monitoringu osiedlowego, kołem gospodyń wiejskich, dowódcą straży pożarnej i chuj wie jeszcze z kim…

To związki mają pewne stałe zasady, na których funkcjonują, bez względu na różnice wiekowe.

W związkach z reguły liczy się to samo.

Rozmowa. Wsparcie. Wspólne dobro. Lojalność. Szczerość – to jedne z wielu fundamentów.

A i jeszcze jedno. Również ważne. Związek to WY, a osoby trzecie się nie wpierdalają.

I powtórzę się. Wiek to tylko cyfry. Liczy się uczucie.

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Ostatnio przegadałem pół nocy z Anią, wiem, że to dla wielu facetów dziwne, ale tak, z kobietą można przegadać pół nocy bez żadnych podtekstów. Na potrzeby tego tekstu imię zostało zmienione, bo tak naprawdę miała na imię Agnieszka i znamy się kilka ładnych lat… Ania (Agnieszka) ma w miarę poukładane życie. Jest trochę po trzydzieste i ma też teorię, że po trzydziestce każdy rok życia kobiety liczy się jak siedem lat. Może dlatego jest tak wielka presja na kobietach, żeby po trzydziestce na szybko zakładać rodziny, bo tak wydała. Presja większa niż na Lewandowskim, jeżeli chodzi o strzelanie goli. Presja, którą same na siebie nakładają, na szczęście nie wszystkie.
Jednak z jednym muszę się zgodzić, na kobietach ciąży swoista presja czasu i urody.
Dziewczyny do powiedzmy 26 roku życia, jeszcze tej presji nie odczuwają, jednak w okolicach trzydziestki, kiedy przychodzi ten pewien rodzaj świadomości, kiedy wiesz, że jesteś niezależna, kiedy już niejedno widziałaś, kiedy wiesz, czego chcesz, to gdzieś z tyłu głowy pojawia się taka nieznośna myśl, że czasu ucieka.
Ania (Agnieszka) też tak ma, jednak świetnie sobie z tym radzi. Twierdzi też, że kobiety w pewnym wieku bardziej skupiają się na swoich niedoskonałościach niż na tym, że ktoś, mijając je w pracy czy na ulicy potrafi pożerać je wzrokiem.
Wszystko to kwestia perspektywy prawda?
Na bazie tej trwającej kilkanaście godzin wyłuskaliśmy kilka prawd, które może są uniwersalne, może są typowo „aniowskie”, ale moim zdaniem niosą w sobie światełko w mroku. To światełko jest wątłe, bo prawdy do wygodnych nie należą.

Prawda pierwsza zakłada, że kobiety prawie (zwróć uwagę na prawie) zawsze nie wiedzą, czego chcą. Mówimy tutaj o sytuacji, w której kobiety nigdy nie wiedzą, co chcą robić, nie mają się w co ubrać, nie wiedzą, jak chcą spędzić czas. Są jak równanie z wieloma niewiadomymi. Z jednej strony chcą oschłego samca, który traktuje ją z góry, a z drugiej wrażliwego romantyka, który pogłaska i przytuli.
Dziki seks kontra wspólne oglądanie wschodu słońca. Albo albo. I w tej prawdzie jest męskie światło w tunelu. Chodzi właśnie o zdecydowanie, to facet powinien wiedzieć, czego kobieta chce w danym momencie, szczególnie, że ona nie ma o tym pojęcia. To facet powinien wyznaczać tory, nadawać rytm, brać na siebie odpowiedzialność podjęcia decyzji. Wówczas to wszystko ma sens, to się zazębia, ma rację bytu.

Prawda druga mówi o tym, że kobiety kłamią, kłamią zdecydowanie lepiej niż faceci, ale często robią z to z czystej litości. To sytuacje, w których facet słyszy, że „miałam przed Tobą tylko jednego faceta i on nic nie znaczył”, „przecież kupiłam to już dawno temu”, „to tylko kolega z pracy”, „niepotrzebnie jesteś zazdrosny”, „masz największego, jakiego kiedykolwiek widziałam”. Nazwijmy to kłamstwami z dobroci serca, bo często, gdyby faceci mieli poznać prawdę, to padliby na zawał serca w tym samym momencie. To kłamstwa ochronne.

Prawda trzecia mówi o tym, że kobiety również zdradzają. Co więcej, robią to zdecydowanie lepiej niż faceci. Związki dzisiaj wyglądają, jak wyglądają. Większość zapomina o tym, że to ciągłe dbanie o siebie nawzajem. A po jakimś czasie, kiedy facet zaczyna odpuszczać, bo skoro zdobył, to będzie już zawsze, kobieta zaczyna się rozglądać. Na początku tylko się rozgląda, wynika to z potrzeby uwagi, adoracji, z chęci poczucia się znowu pożądaną. Często komunikuje to swojemu zapatrzonemu w ekran lub wiecznie nieobecnemu ukochanemu, ale kiedy on nie reaguje, rozglądanie się przechodzi w fazę flirtu. Uwierzcie mi, zawsze znajdzie się ktoś, kto jest zainteresowany, kto doceni, kto będzie pożerał wzrokiem… A z niewinnego flirtu do łóżkowego uniesienia jest już bardzo prosta droga. I w tym kobieta jest mistrzynią kamuflażu, a faceci totalnymi ignorantami oznak zdrady. Może dlatego tak świetnie to wychodzi. Kobieta potrafili flirtować na boku, skakać po innym na boku i wciąż widzieć w tym sens, swój sens, ale gdyby, nie daj Boże, tak zrobił jej sflaczały partner, to wówczas nie byłoby litości… Jest w tym logika? Nie ma. I nie ma sensu też jej szukać. Kobieta wcale nie potrzebuje orgazmu, żeby uznać, że seks był zajebisty, czasem chce po prostu czuć, że nie możesz się powstrzymać, że chcesz jej tu i teraz, zaraz, że wzbudza w Tobie żądze i pożądanie. To dla niej jasne i przyjemne sygnały, to dla niej odskocznia od codzienności, w której nikt jej nie zauważa.

Prawda czwarta mówi o tym, że kobiety często wiedzą o tym, że zachowują się wbrew logice, całkowicie irracjonalnie, ale nie potrafią nic z tym zrobić. To jak w tej historii, w której w czasie kłótni kobieta zapomniała, o co się kłóci, ale i tak kontynuowała opierdalanie gościa, bo było jej s tego powodu głupio. I to nie jest krzywdząca prawda, uważam ją za uroczą, bo tylko kobiety potrafią zrobić awanturę z niczego i nie brać przy tym jeńców. To pewnego rodzaju dowód wytrwałości i konsekwencji. Szanuję bardzo.

Prawda piąta. Kobiety wcale nie są skomplikowane. Kobiety wcale nie wymagają, nie wiadomo czego. Z kobietą można się dogadać. Serio.
I to naprawdę pokrywa się z tym, czego faceci również chcą w relacji. Chodzi o uwagę, o to uczucie, że ktoś Cię, docenia, dba, ale też dziko pożąda, namiętnie kocha i traktuje, jak najważniejszego człowieka na świecie.

Czy to są prawdy uniwersalne? W pewnym stopniu tak, sprawdziłem to na wybranej losowo grupie kobiet. Czy pomagają cokolwiek zrozumieć w relacjach? Ni chuja. Czy ułatwią coś w życiu nie? Jednak uważam, że wiedza jest bezcenna i często nie wiemy, w którym momencie życia może się ona przydać.

 

Moje książki pozwolą Ci inaczej spojrzeć na życie, przyniosą refleksje, które zaprowadzą Cię do nowych wniosków. Są jak wskazówki, które poprzez słowa prowadzą do zmian, które wniosą do Twojego życia światło…

Tutaj kupisz moją nową książkę – Książka – “Trochę słów o Tobie… Trochę słów o mnie…”

A tutaj pierwszą – Książka – “Na własnych zasadach”

Tutaj znajdziesz zestaw dwóch książek w promocyjnej cenie – dwie książki 

Jeśli podobają Ci się bezpłatne treści, które tworzę na FB, IG i blogu, jeśli czerpiesz z nich wartość, to możesz mnie wesprzeć stawiając kawkę! Potraktujmy to, jako wyraz szacunku dla pracy i czasu, jaki tutaj zostawiam, a w zamian mam dla Ciebie mam fragment mojej książki!

Dziękuję, że jesteś! Kawę postawisz klikając w link:

Kliknij i postaw mi wirtualną kawę!

Masz pytania? Napisz e-mail

info@tomeknawrocki.pl

Ważne linki

Zapraszam do moich Social Mediów
na Facebooku, Instagramie i TikToku

© 2025 Tomasz Nawrocki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt: Kruku.net

Zgarnij rabat!
Zapisz się do naszego Newslettera aby otrzymać
kod rabatowy 15%.
    ZAPISZ
    Zapoznałam(em) się i akceptuję
    regulamin i politykę prywatności