Kiedy kochasz, Twój umysł pływa w emocjonalnej papce, która często zalewa oczy i nie pozwala dostrzec pewnych zachowań, które świadczą o tym, że to nie jest do końca miłość.
Mówi się różowe okulary… Coś w tym jest, bo ludzie potrafią przez zobaczyć w najgorszych zachowaniach przejaw troski i opiekuńczości.
Każdy z nas na to trafił, każdy z nas się z tym zetknął. A mnie to przez wiele lat targało i szarpało wewnętrznie. Nabierałem się na to regularnie, wciąż dawałem się wpuszczać w maliny, wciąż sięgałem po to samo gówno opakowane w złociste sreberko.
Im więcej obserwuję, a obserwuję naprawdę dużo, tym więcej widzę. Banalne to zdanie, wiem. Oklepane jak masa na ciasto, z której mam nadzieję nie powstanie zakalec. Wracając do tematu. Zatańczmy z pewnymi zachowaniami, na które ja się kiedyś godziłem, a dziś wkurwiają mnie niemiłosiernie. Powiem więcej, jeśli tylko zauważę, chociażby cień takiego zachowania, to odwracam się na pięcie i wychodzę. Oczywiście, wcześniej grzecznie się żegnam i mówię, że to jednak nie to.
Stricte subiektywnie, stricte po swojemu i możesz się zgodzić lub nie, możesz też w komentarzu dołożyć coś od siebie.
Nie wiem, czy to numerować, czy jechać ciągiem. Będzie czytelniej, jak to ponumeruję prawda?
Ok! Zgoda!
Uwaga…
Punkt pierwszy – Setki wiadomości. I nie chodzi mi tutaj, że ktoś do Ciebie pisze, bo to jest akurat miłe. Chodzi mi o to, że ktoś napierdala w Ciebie wiadomościami jak z karabinu. Nie przyjmuje do wiadomości, że możesz być w pracy, na treningu, możesz zawozić kota do weterynarza, przeprowadzać staruszkę przez jezdnię. Masz odpisać i już. Teraz, zaraz, natychmiast. I tak najpierw dostajesz niewinnego sms np. „tęsknię”, potem „dlaczego nie odpisujesz”, następnie „zdradzasz mnie?”, „odpisz kurwa”, „musimy porozmawiać, bo nie traktujesz mnie poważnie”, „z nami koniec”.
Znasz to? Litania pocisków wymierzonych prosto w Ciebie. I wiesz co? To nie jest miłość, to czysta próba kontroli i to obok miłości nawet nie leżało. Przynajmniej ja tak uważam i działa to na mnie odstraszająco.
Punkt drugi – Uczenie życia. Wkurwia bardzo. Niby jest ok, niby jest fajnie, ale w sumie to możesz zrobić tak, to możesz zrobić lepiej, a zasadniczo to ja Ci pokaże jak to zrobić perfekcyjnie. Nic mnie tak nie wybija z równowagi, jak mówienie mi jak mam żyć. Jesteśmy razem ok, możemy się wymieniać uwagami, ale nie mówmy sobie, co i jak mamy robić, tylko dlatego, że druga osoba zrobiłaby to inaczej. Uważam, że luz w związku jest ważny, a prawo do bycia sobą i działania po swojemu to świętość.
Punkt trzeci – Obrażanie się, kiedy coś robisz nie po myśli drugiej osoby. Pisałem o tym wielokrotnie, że jak ktoś próbuje Cię wbić w ramy własnych oczekiwań, to kończy się to tak, jakbyś próbował wsadzić okrągły klocek do trójkątnej dziurki (wiesz, taka zabawka dla dzieci). Ludzie mają być ze sobą, bo siebie chcą, bo dają sobie przestrzeń na bycie sobą, a nie starają się nawzajem zmienić.
Punkt czwarty – Publiczne dopierdalanko. I na ogół chyba nie muszę tego tłumaczyć, ale jednak… Kojarzysz to? Jesteście u znajomych, świetnie się bawicie i nagle pralka się zapełnia i następuje publiczne pranie brudów. Wszyscy w gównie, które akurat wylewa się, bo to jest ten moment, kiedy trzeba sobie coś wyjaśnić…
Punkt piąty – I tutaj powiem coś, co może być dyskusyjne, ale chodzi mi o mówienie o byłych.
To, w jaki sposób mówimy o poprzednich miłościach, ma znaczenie, abstrahując od toksyków oczywiście, bo przecież to my w końcu zdecydowaliśmy się na związek, relację, my ich wybraliśmy, jeśli teraz negujemy wszystko, co z tym było związane, to nie świadczy od nas najlepiej. To, co o nich mówimy, jest naszą wizytówką. Tak myślę.
Punkt szósty – Wszystko na już. Zawsze podkreślam, że miłość dojrzewa z czasem, że trzy miesiące to jeszcze nie znaczy „na zawsze”, jak ktoś po pół roku (wyjątki się zdarzają) chce dzieci, ślubu, i ogólnie uważa, że będziecie razem wiecznie, to sorry, ale świadczy o niedojrzałości…
Punkt siódmy – Ciągłe atakowanie niepewnością. W związku liczy się poczucie bezpieczeństwa, jeśli ktoś ciągle podkreśla, jak bardzo się boi, że Cię straci, robi sceny wielkiej rozpaczy, to jak wyżej, świadczy to o tym, że coś w pewien sposób nie gra… Nie możesz całego życia przeżyć z kimś, kto panicznie boi się straty, bo to nic innego jak wywieranie presji, która męczy na dłuższą metę…
Punkt ósmy i punkt dziewiąty, czyli combo – Zawsze przeraża mnie, to kiedy ktoś mówi, że nie może bez kogoś żyć i jeśli ta osoba odejdzie, to umrze. Może kiedyś to było romantyczne, może Werter, by się pod tym podpisał, ale ja… Nie do końca. Dalszą częścią tego punktu jest próba wciśnięcia w złotą klatkę, czyli zapewnianie, że nie potrzebujecie nikogo poza sobą do szczęścia, że cały świat jest przeciwko wam i trzeba się zaszyć, by nikt was nie rozdzielił. Aż ciarki przechodzą po kręgosłupie prawda?
Punkt dziesiąty – Bardzo ważny dla mnie. Odcinanie Cię od wszystkiego i spędzanie czasu 24h razem. Masakra. Jeśli mnie czytasz, to wiesz, że ważna jest dla mnie przestrzeń. JA i TY = MY, ale związek musi mieć prawo do oddechu, do rozwoju na swoich własnych płaszczyznach. Jest mój czas, Twój czas i nasz czas. To pozwala na rozwój, na wzrastanie w związku, budowaniu więzi poprzez doświadczenia z zewnątrz. Jeśli ktoś próbuje Cię ograniczać, to sorry, ale moim zdaniem pora wysiąść z tego pociągu.
Nie wiem, czy masz podobnie, nie wiem, czy się ze mną zgadzasz, ale tak już mam. Możesz dać znać w komentarzu, co Ciebie denerwuje i co sprawia, że Ty masz ochotę uciekać…
18 comments
Ja póki co buduję najpiękniejszą i zdrową relację z samą sobą.
Cudnie!
Bardzo dobry tekst , precyzyjny obserwator. Wszystko to jest krokami do zniszczenia najpiękniej rokujacego związku, budzącego się uczucia i przeciwieństwem miłości . Wszyscy wszystko chcą na już ,na zawsze ,for ever and ever. A to zupełnie nie o to chodzi. Teoria sama w sobie jest prosta ale w praktyce nie wiele osób potrafi zastosowac budując relacje. To chyba kwestia doświadczenia życiowego i dojrzałości. Przychodzi poprostu z czasem .
Wystarczy być uważnym i wszystko widać.
Nic dodać, nic ująć. Amen
😉
Zgadzam się, ze wszystkim co jest tutaj napisane. Będąc ostatnio w bliższej relacji przestrzegałem powyższych punktów. Relacja się skończyła jednak jako osoba emocjonalna odbiło się to na mnie i przechodzę przez okres żałoby. Teraz skupiam się na sobie i na własnych potrzebach.
Trzymam kciuki! Będzie dobrze!
Dla mnie w sedno…
Przecież to jest takie oczywiste, proste.. Jak zac,zyna się kontrola to już nie jest miłość tylko chęć posiadania..
Fajnie, że dla kogoś jest to również takie proste i bo już zaczynam myśleć że ze mną coś nie tak..
Dzięki ☺
I ja dziękuję!
Pięknie napisane. W punkt i nic nie trzeba dodać ani ująć.
Mnie osobiście wkurza jak ktoś próbuje “zmusić” mnie do czegoś bądź zmienić na siłę mój punkt myślenia. To że ja z mojej perspektywy widzę “6” to Ty mówiąc że widzisz “9” nie znaczy że nie mogę lub nie mam racji. Próbując potem odwrócić kota ogonem wmawiając że to wszystko moja wina, nie patrząc na swoje “wybryki”. Takie odbijanie piłeczki najgorsze. I rozmowa!!! Każdy jej potrzebuje. Przede wszystkim aby zostać WYSLUCHANYM a nie że ktoś będzie mi przerywać bo jego zdanie jest więcej warte niż moje.
Przecież jak dojść do kompromisu jeśli ktoś nie chce wysłuchać?? Nie da się.
Wtedy taki delikwent narzuca bezczelnie swoje zdanie i tak ma być.
Nikt idealny nie jest, trzeba się dotrzeć, trzeba czasem się nasilowac ze swoimi racjami, nakłonić się trochę …ale szanujmy siebie wzajemnie.
Zgadzam się całkowicie i dziękuję.
Pomiędzy “jesteś dla mnie całym światem do “zniszczyłeś mi całe życie ” jest bardzo cienka linia. Racja. Tak nie można. Trzeba mieć swoja przestrzeń.
Ale mam ochotę czepić się delikatnie punktu nr 1. I wcale to nie jest w sprzeczności z tym, co napisałam powyżej o własnej przestrzeni. Tak zupełnie z mojego punktu widzenia, nie każdy musi się zgadzać.. Kobiety z natury są, bardzo ogólnie rzecz biorąc atencjuszkami. Czy nam się to podoba czy nie, każda z nas na swój sposób taka jest i… na prawdę wystarczy poświęcić sekundę i napisać (wyjąc tarczę przed bombardowaniem, jeżeli Ci na relacji zależy ) “Kochanie nie mam czasu, ale odezwę się jak tylko będę mógł. Również o tobie myślę całuje kocham … cokolwiek. Kilka sekund. Bo przecież jeżeli nam zależy znajdziemy czas, nawet siedząc na kiblu bo przecież priorytety… bo przecież komunikacja.
Własna przestrzeń to po(d)stawa!
W punkt.
Dzięki!
O jak fajnie.Punkt po punkcie czytałam o sobie.Ale mój facet nie uciekł.Spelnil czego chciałam.Trwa przy mnie na dobre i na złe.Pozdrawiam.
Pięknie!